27.05.2020
RECENZJE
SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1

NIGHTWISH - Hvman :||: Natvre

ADES NUMEN - War


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - G » Gabriel, Peter - 1977 - I
Gabriel, Peter - 1977 - I

1. Moribund The Burgermeister (4:18)
2. Solsbury Hill (4:21)
3. Modern Love (3:38)
4. Excuse Me (3:20)
5. Humdrum (3:26)
6. Slowburn (4:37)
7. Waiting For The Big One (7:14)
8. Down The Dolce Vita (4:42)
9. Here Comes The Flood (5:56)

Rok Wydania: 1977
Wydawca: Charisma Rec.




Nadeszła wiosna 1975 roku. Odejście Petera Gabriela z Genesis stało się faktem. Minęło jednak prawie dwa lata zanim artysta poczynił kolejny krok na swojej muzycznej drodze i wydał pierwsze solowe dzieło sygnowane swoim imieniem i nazwiskiem. Począwszy od tej pierwszej, każde kolejne płyty Gabriela nie posiadały tytułów, nazywane są więc potocznie kolejną cyferką . Tak więc aktualnie wiruje w moim odtwarzaczu srebrny krążek, nazwany umownie numerem jeden.

Jaka jest ta pierwsza solowa płyta "genesisowego renegata"? Powiem szczerze - nierówna. Każdy z utworów ma odmienny klimat, jakby artysta na siłę chciał odżegnać się od "genesisowej" estetyki, miotając się w artystycznych labiryntach, nie wiedział w którą stronę podążyć. Próżno szukać na płycie długich, rozbudowanych utworów, może za wyjątkiem "Waiting For The Big One" (7:14), który nie ma raczej nic wspólnego z "genesisowym" klimatem, jest to rozbudowana jazzowo-bluesowa kompozycja inspirowana twórczością Randyego Newmana. Nie można jednak powiedzieć że pierwsze "gabrielowe" dzieło jest płytą złą! Jest na niej wiele fascynujących momentów: chociażby utwór który wydany został jako zwiastun, na pierwszym singlu -"Solsbury Hill", do dnia dzisiejszego stanowi żelazny punkt "gabrielowskich" koncertów. Nie można nie wyróżnić też kompozycji zamykającej tą płytę - "Here Comes The Flood", moim zdaniem to jeden z piękniejszych utworów które wyszły spod ręki Gabriela. Paradoksalnie, Gabriel bardziej ceni wersję tego właśnie utworu, która znalazła się również na solowej płycie Roberta Frippa - "Exposure".
Gwarancją powodzenia debiutanckiej płyty miał być sam producent: Bob Erzin. Tak, ten Bob Erzin, który maczał palce w produkcjach płyt m. in: Alice Coopera, Lou Reeda, Kiss, nie mówiąc o epokowym albumie "The Wall" Floydów. Do nagrania swojego pierwszego solowego dzieła, Gabriel wynajął doborowe grono artystów. Od tego albumu aż do dnia dzisiejszego współpracuje z nim basista Tony Levin, na albumie możemy również usłyszeć Roberta Frippa, który notabene był producentem kolejnej solowego dzieła Gabriela.

Właśnie ta płyta ma dla mnie ogromne znaczenie historyczne, a to z prostej przyczyny: jest to pierwszy album, który nabyłem (chodzi oczywiście o płyty CD). Można by z tej informacji dojść do fałszywych wniosków że mój muzyczny świat rozpoczął się od Petera Gabriela. Oczywiście nie! Przecież przed kompaktami były na rynku muzycznym analogi oraz tzw. oryginalne kasety, i było rzecz jasna prawdziwe radio, które dzięki Bogu różniło się od tego współczesnego...

7,5/10

Marek Toma
Komentarze