14.07.2020
RECENZJE
DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - E » Eloy - 2009 - Visionary
Eloy - 2009 - Visionary



1. The Refuge 4:54
2. The Secret 7:45
3. Age Of Insanity 7:56
4. The Challenge (Time To Turn, Part 2) 6:44
5. Summernight Symphony 4:22
6. Mystery (The Secret, Part 2) 9:00
7. Thoughts 1:22

Rok wydania: 2009
Wydawca: Artist Station






Niemiecka progresywna legenda powraca, a okazja ku temu szczególna ponieważ zespół obchodzić będzie wkrótce 40-ą rocznicę swojego istnienia (tak się akurat składa że osobiście doświadczyłem niedawno podobnego przeżycia)

Jaka jest wiec muzyka tego sędziwego 40-o latka? Jest dokładnie tak jak z 40-to latkami bywa: z sentymentem wspominają czasy minione a zwłaszcza te najprzyjemniejsze epizody swojego życia. 40-to tatkowie maja oczywiście swoje wady: często się powtarzają, lubią przynudzać i opornie podchodzą do wszelkich wynalazków, które pozornie mają ułatwiać a tak naprawdę utrudniają im życie.

Właśnie wszystkie te cechy odzwierciedlają najnowsze dzieło naszego niemieckiego jubilata. Próbują wskrzesić te najlepsze wzorce z przeszłości co na dłuższa metę staje się jednak nudne. Często bywa tak, że cytują samych siebie. Czyżby do głosu dochodziła skleroza? Czy to zamierzony efekt, cytat, autoplagiat, kserokopia starego pożółkłego zdjęcia?

Bornemann śpiewa w taki sam sposób jak czynił to dekady temu, z tą samą angielszczyzną na kilometr pachnącą "rammsteinowym" akcentem ale taki już jego urok. Na dodatek śpiewa w tak beznamiętny sposób jak może to czynić facet, który wsio widział i przeżył więc nic już nie jest go w stanie zaskoczyć. Może przydało by się połknąć magiczną, niebieską tabletkę aby w końcu coś się ruszyło? Może byłoby bardziej żarliwie?

Jeszcze jeden zarzut w stronę lidera zespołu, jego gitary podobnie jak śpiew są bardzo monotonne, bez żaru i jakby "schowane z tyłu". Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwają się instrumenty klawiszowe, szkoda że nie taki hammondowe jak chociażby na jednej z moich ulubionych dzieł zespołu - "Power and The Passion".

Z niniejszego rozważania można by wywnioskować, że jest to płyta zła. Oczywiście tak nie jest. Mimo wszystko nazwa zobowiązuje wiec należało oczekiwać od tych niemieckich weteranów czegoś szczególnego?
Osobiście moja muzyczna przygoda z muzyką Eloy zatrzymała się na płycie: "Destination", która w całości może również nie dorównywała tym największym osiągnięciom zespołu ale zawierała natomiast tak fascynujący utwór jak "Jeanne D'Arc" i chociaż dla tej kompozycji warto było ją poznać. Na nowej pycie niestety brakuje fragmentów które na dłużej mogłyby zapaść w pamięciu słuchacza.

7/10

Marek Toma
Komentarze