30.05.2020
RECENZJE
ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - H » Hackett, Steve - 1999 - Darktown
Hackett, Steve - 1999 - Darktown

1. Omega Metallicus
2. Darktown
3. Man Overboard
4. The Golden Age Of Steam
5. Days Of Long Ago
6. Dreaming with open Eyes
7. Twice Around the Sun
8. Rise Again
9. Jane Austen's Door
10. Darktown Riot
11. In Memoriam

Rok wydania: 1999
Wtdawca: Camino Records




...są takie płyty, których klimat wywołuje ciarki a słuchanie ich jest podróżą przez świat dźwięków, którą chce się odbywać po wielokroć. Do takich krążków zaliczyłbym "Darktown", wydany w 1999 roku album Steve'a Hacketta,

Fani talentu byłego gitarzysty Genesis wiedzą, że wydawnictwa podpisane jego nazwiskiem, można podzielić na dwie grupy: płyty rockowe oraz klasyczna (akustyczne). "Darktown" należy do grupy pierwszej i biorąc pod uwagę tylko ją jest następcą wyśmienitego "Guitar Noir".

Jak każda rockowa płyta Hacketta jest to album niezwykle urozmaicony, muzyk nie boi się eksperymentów, a we wspólnej symbiozie egzystują tu utwory delikatne i pełne melancholii oraz ognia. "Darktown" to bardzo mroczny album, tu nie ma miejsca na wesołe piosenki. Już nietypowa jak na Hacketta okładka sugeruje nam, że mamy do czynienia z czymś innym, wyjątkowym. Nieprawdopodobne wrażenie robi "The Golden Age of Stream", które zostało zainspirowane pamiętnikami Anny Frank (żydowskiej dziewczyny, autorki pamiętnika, która zmarła w obozie koncentracyjnym Bergen-Belsen w 1945r. po ponad dwuletnim ukrywaniu się w Amsterdamie). Klimat tej kompozycji wywołuje dreszcze niezależnie od pory dnia czy nocy. Chóry, śpiew Hacketta czy instrumentarium, wszystko tu jest idealne. Podobnie rzecz ma się z zamykającym album "In Memoriam" (swego czasu dość dziarsko radziło sobie w Liście Przebojów radiowej Trójki). Znów ciarki, i tak przez przeszło siedem minut. W melancholijnej konwencji utrzymane są również delikatny i orkiestralny "Man Overboard" czy genialny "Days of Long Age" zaśpiewany przez Jima Diamonda. Steve Hackett nie byłby jednak sobą, gdyby na płycie nie znalazło się miejsce dla utworów innyvh niż pozostałe, tu bez wątpienia role tą odgrywają, otwierający płytę pulsujący "Omega Metallicus" czy rytmiczny "Darktown Riot".

Wyjątkowa to płyta, słusznie uważana jest za jedno z najlepszych dokonań muzyka. Piękna muzyka, niebanalne teksty a nad całością unosi się mgła zadumy. Chyba nie trzeba polecać, to mus dla osób wrażliwych na dźwięki płynące z serca.

9,5/10

Piotr Michalski
Komentarze