30.05.2020
RECENZJE
ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - P » Pain of Salvation - 2010 - Road Salt One
Pain of Salvation - 2010 - Road Salt One
POS1. No Way (5:28)
2. She Likes To Hide (2:57)
3. Sisters (6:15)
4. Of Dust (2:32)
5. Tell Me You Don't Know (2:42)
6. Sleeping Under The Stars (3:35)
7. Darkness Of Mine (4:17)
8. Linoleum (4:55)
9. Curiosity (3:33)
10. Where It Hurts (4:51)
11. Road Salt (3:00)
12. Innocence (7:15)

Rok Wydania: 2010
Wydawca: Inside Out
http://www.myspace.com/painofsalvation




Każdemu dłużej funkcjonującemu zespołu zdarza się nagrać płytę kontrowersyjną. Myślałem jednak, że zespół Pain of Salvaion ma to już za sobą. Za taki swego czasu uważałem ich czarny album - "BE". Z biegiem czasu okazało się, że był to jednak kamień milowy, pewien mimo wszystko bardzo ważny etap tych szwedzkich progmetalowców. Obecnie najbardziej kontrowersyjną pozycją ich dyskografii jawi się wydana właśnie "Road Salt One". Może jednak czas również zweryfikuje moje postrzeganie tego albumu?

Płyta jest najmniej progmetalowa ze wszystkich i najbardziej zróżnicowana pod względem muzycznym a co za tym idzie bardzo niespójna. Zespół żongluje i eksperymentuje bawiąc się konwencją, często wędrując w swych stylistycznych wędrówkach w lata siedemdziesiąte.
W pierwszej kompozycji zamieszczonej na płycie - "No Way" słychać bardzo wyraźnie fascynacje zespołu rodzącym się w latach siedemdziesiątych hard rockiem (Deep Purple). Wbrew pozorom jest to jednak najbardziej "salvationowy" spośród 12-utworowego zestawu. Dalej bądź co bądź będą się działy rzeczy różne. W drugim utworze - "She Likes To Hide" odzywają się również echa cudownych lat 70-tych, z tym że w bardziej bluesrockowej konwencji. W kolejny kawałek - "Sisters' i znów generalna zmiana klimatu. Jeśli ktoś zna płytę DIAL, którą w 2007 roku popełnił były członek Pain of Salvation i brat Daniela Gildenlöwa - Kristoffer Gildenlöw wraz z Lilo Heght i Rommertem Van Der Meerem, tutaj może spodziewać się podobnych nastrojów. Nastrojów pełnych melancholii z pewną dozą patetycznych, symfonicznych tonów. W podobnych melancholijnych motywach klimatycznych, które niestety muszę nazwać to po imieniu (trochę przynudzają), utrzymane są również kompozycje: "Of Dust", "Where it Hurts" czy "Road Salt". Utwór "Tell Me You Don't Know" to już typowa bluesowa jazda. Trzeba jednak nadmienić, że również w tej konwekcji wokal Gildenlöwa wypada genialnie. I kolejne karkołomne stylistycznie muzyczne salto - "Sleeping Under The Stars". Utwór o wodewilowo - kabaretowo - cyrkowym klimacie. Kolejny stylistyczny zwrot akcji - "Darkness Of Mine". Niezwykle mroczna, jak wczesny Black Sabbath. Gildenlöw śpiewa na niej jak młody, nawiedzony Ozzy Osbourne. To chyba mój ulubiony fragment tej pyty. Kolej na utwór - "Linoleum", bardzo energetyczny z pewnymi echami grungeowych rytmów z pod znaku Alice In Chains. Ostatni z utworów - "Innocence" znowu ma pewien nostalgiczny, nudnawy charakter, ponury jak listopadowa aura. Dopiero pod sam jego koniec, który zarazem jest zwieńczeniem tej płyty temperatura rośnie i robi się poniekąd ciekawie.

Ta stylowa ekwilibrystyka jaką serwuje nam Pain Of Salvation wychodzi z pewnością na dobre Danielowi Gildenlöwowi, który wyeksponować może swoje walory wokalne w przeróżnych konwencjach. Czy do tego celu trzeba było użyć aż tylu różnorodnych środków? Przecież dobrze wiemy że pan Gildenlöw potrafi śpiewać. Płyta wzbudza więc mieszane odczucia. Ma kilka naprawdę ciekawych momentów, jednak jako całość nie przekonuje. No cóż na kolejną cześć "The Perfect Element" przyjdzie nam jeszcze poczekać, tym bardziej że zespół już w październiku planuje wydać muzyczną kontynuację "Roat Sald One" - "Road Salt Two".

6/10

Marek Toma
Komentarze