27.05.2020
RECENZJE
SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1

NIGHTWISH - Hvman :||: Natvre

ADES NUMEN - War


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - N » National, The - 2010 - High Violet
National, The - 2010 - High Violet
the national1. Terrible Love (4:39)
2. Sorrow (3:25)
3. Anyone's Ghost (2:54)
4. Little Faith (4:36)
5. Afraid of Everyone (4:19)
6. Bloodbuzz Ohio (4:36)
7. Lemonworld (3:23)
8. Runaway (5:33)
9. Conversation 16 (4:19)
10. England (5:40)
11. Vanderlyle Crybaby Geeks (4:12)

Rok wydania: 2010
Wydawca: 4AD
http://www.myspace.com/thenational




Życiem rządzi przypadek. Umknął mi ten album w momencie jego premiery, na głowie miałem mnóstwo ważnych spraw i pierwszą styczność z "High Violet" miałem dopiero pod koniec września. A jestem typem człowieka, który wraz z nadejściem jesieni, porzuca muzykę radosną i wręcz szuka nastrojowych, po brzegi wypełnionych smutkiem płyt. I kto wie, być może w maju najnowszy krążek The National nie "chwyciłby" mnie tak, jak zrobił to teraz. A tak, mam przyjemność przedstawić swój album jesieni. Mówię Wam, przypadek rządzi życiem.

"High Violet" to następca gorąco przyjętego albumu "Boxer" z 2007 roku, oczekiwany przez tysiące fanów i rzeszę krytyków. Sukces The National może dziwić, bowiem muzyka zawarta na poprzednich płytach nie emanuje radiowym potencjałem ani młodzieżową przebojowością, bazuje na budowaniu smętnego nastroju i gorzkich tekstach Matta Berningera wyśpiewanych przez niego głosem mrożącym krew w żyłach. Nie inaczej jest w przypadku "High Violet" - chłopaki nie odkrywają Ameryki, tylko konsekwentnie podążają dobrze udeptaną wcześniej ścieżką.

A jednak wtórności zarzucić im do końca nie można, ponieważ więcej tym razem dynamiki, zrobiło się jakby głośniej, a i postrockowe gitary szarpią gdzieś w tle. Mastering na pierwszy plan wysuwa fenomenalną perkusję Bryana Devendorfa i delikatny bas Aarona Dessnera. No i tyle, zmiany kosmetyczne, a wystarczą, żeby nie narzekać. Bardzo dobrze, bo "narzekanie" to ostatnie skojarzenie, jakie przychodzi mi na myśl podczas pisania recenzji najnowszego dzieła smutasów z Ohio.

"High Violet", poza intrygującą okładką, dostarcza nam jedenaście przepięknych kompozycji, pełnych zadumy, nastrojowych (przez co rozumiem "smutnych"), zawieszonych jakby pomiędzy niebem a ziemią. Mamy rozstrojone intro w postaci "Terrible Love", dynamiczne "Anyone's Ghost" i wyznaczone na singla "Bloodbuzz Ohio" (polecam zobaczyć klip, Berninger pokazuje, że dystans do własnej twórczości to podstawa), czy przepiękne perełki pełne nostalgii, jak moje ukochane "Sorrow" i "Conversation 16". Szczerze - nie ma tutaj słabego utworu, klimat wylewa się hektolitrami i nim zauważysz, mijają te trzy kwadranse, a palec bez większego zastanowienia ląduje na pilocie i cofa nas w czasie, pozwalając delektować się całością jeszcze raz.

Nie ma co ukrywać, że albumu The National, zupełnie jak jego poprzedników, trzeba przesłuchać kilka razy. Magia "High Violet" zawarta jest gdzieś pomiędzy wierszami i, żeby rozkochać się w nim bezgranicznie, musimy dać coś od siebie. A kiedy to już się wypełni, stajemy się niewolnikami. Próbowałem liczyć, ile razy przesłuchałem całości zanim zabrałem się do napisania recenzji i uwierzcie mi - jestem w głębokim szoku, ponieważ liczba zbliżyła się już do pięćdziesiątki. Właśnie po tym odróżniamy albumy wyjątkowe, które stają się kolejną fotografią w naszym prywatnym albumie ze zdjęciami. I jeśli któreś z nich miałbym podpisać "jesień 2010", będzie to "High Violet". Jeżeli nie znacie jeszcze najnowszego dzieła Amerykanów, mamy właśnie idealną porę do nadrobienia zaległości.

8,5/10

Adam Piechota
Komentarze