31.05.2020
RECENZJE
ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - G » Galahad - 2007 - Empires Never Last
Galahad - 2007 - Empires Never Last




1. De-Fi-Ance
2. Termination
3. I Could Be God
4. Sidewinder
5. Memories From An African Twin
6. Empires Never Last
7. This Life Could Be My Last

Rok wydania: 2007






Są takie płyty, do których nie da się podejść obiektywnie, i takim właśnie albumem jest dla mnie najnowsza produkcja Galahad – Empires Never Last. Przyznaję, że uwielbiam ten zespół i płyta ta była przeze mnie wyczekiwana z niecierpliwością. Jestem jedną z tych osób, które zaopatrzyły się w tzw. „tour edition”, czyli materiał „Empires…” bez książeczki, z uboższą grafiką w pudełku typu slim. Kosztowało to 10 funtów, ale w zamian gdy tylko ukazało się pełne, nazwijmy to „sklepowe”, wydanie otrzymałem je od zespołu gratis:-)

Z czym mamy do czynienia na najnowszym albumie tej ikony progresywnego rocka? Dziś Galahad to wybuchowa mieszanka prog rocka, w najlepszym wydaniu, oraz metalu a wszystko to okraszone dużą dawką elektroniki. Niech nikogo nie zmyli początek albumu, ten milutki śpiew to tylko preludium, to niemal cisza przed burzą. „De-Fi-Ance” to utwór o dwóch twarzach, łagodnym wstępie i ostrym, chwilami niemal brutalnym rozwinięciu, w którym pobrzmiewają echa……Cradle of Filth (!!!). Chyba zresztą Stuart Nicholson lubi te brytyjskie „gwiazdy” black metalu, gdyż na DVD „Resonance – Live in Poland” w jednym z dodatków (bodajże wywiad Artura Chachlowskiego) paraduje w koszulce z ich logo. Na tej płycie nie ma słabych utworów, każdy zasługuje na uwagę i słowa uznania, i o każdym mógłbym pisać elaboraty. Czy jest to nieco transowy „Termination” czy „I Could Be God” z genialnym początkiem a’la Jarre, który to potem przechodzi w ostry, cięty riff słychać, że to Galahad! Może i brzmią teraz inaczej niż za czasów „Nothing is Written”, czy „Sleepers”, ale wciąż wiedzą jak układać wyśmienite kompozycje. Genialny ”Sidewinder” z cudowną solówka Karla Grooma z Threshold czy instrumentalny „Memories From An African Twins” to majstersztyki. Galahad chyba nagrał najlepszą płytę w swojej historii, płytę, po którą musi sięgnąć każdy kto nazywa siebie fanem progresywnego grania…jak dla mnie to płyta roku


10/10

Piotrek „PM” Michalski
Komentarze