09.07.2020
RECENZJE
HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - U » Ulver - 2011 - Wars Of The Roses
Ulver - 2011 - Wars Of The Roses
Ulver


1. February MMX
2. Norwegian Gothic
3. Providence
4. September IV
5. England
6. Island
7. Stone Angels

Rok wydania: 2011
Wydawca: Kscope
http://www.myspace.com/ulver1



Norweski Ulver przeszedł drogę podobną do Anathemy, może też Tiamatu: od brutalnego, metalowego grania do nastrojowych, eksperymentalnych dźwięków. Właściwie w przypadku "wilków" trudno mówić o zespole - to raczej projekt Kristoffera Rygga, ukrywającego się też pod pseudonimem Garm oraz zaproszonych muzyków. W sesjach nagraniowych "Wars Of The Roses" wzięli udział goście ze świata muzycznej awangardy, między innymi: Stephen Thrower z Coil, kochający eksperymenty gitarzysta Stian Westerhus oraz brytyjskie legendy improwizacji - Steve Noble i Alex Ward. Warto też dodać, że całość zmiksował John Fryer, producent współpracujący niegdyś z Cocteau Twins i Swans.

Garm ponownie zdecydował się zaufać większej wytwórni, do których na długo zraził się po nieudanym mariażu z Century Media (wydawał potem płyty we własnym labelu Jester Records). Ale ta zmiana barw nie oznacza bynajmniej pójścia na jakieś artystyczne kompromisy. Podobnie jak na poprzednich albumach Ulvera , także "Wars of The Roses" zawiera eksperymentalną, dość trudną w odbiorze muzykę. Trzeba jednak zaraz dodać: wciągającą i długimi fragmentami przepiękną muzykę. Zwłaszcza cudowna sekwencja: "Providence" (z kobiecymi partiami wokalnymi) - "September IV" - "England" - "Island" może na długo zauroczyć słuchacza. To najprawdziwsza dźwiękowa poezja...

Ścieżka, którą podąża Ulver czasem potrafi jednak zaprowadzić artystów na manowce. Tak stało się niestety w finałowym "Stone Angels". Prawie 15 minutowa kompozycja, będzie super - myślałem, szykując się na potężną dawkę magicznych dźwięków. A dostałem nudnawego tasiemca z wierszem recytowanym na monotonnym podkładzie... Rozumiem: minimalizm, awangarda, klimaty itp... Ale bez przesady. Szkoda takiej końcówki, ale zawsze przecież można zacząć słuchanie albumu od kawałka z numerem trzy (bo "February MMX" też średnio zachwyca, dużo lepsze wrażenie robi już "Norwegian Gothic", ale magia zaczyna się dopiero później...), a skończyć na szóstce. Wtedy obcować będziemy ze sztuką przez duże S...

8/10

Robert Dłucik
Komentarze