07.08.2020
RECENZJE
DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - H » Hackett, Steve - 2011 - Live Rails
Hackett, Steve - 2011 - Live Rails
hackettCD1
1. Intro
2. Every Day
3. Fire On The Moon
4. Emerald & Ash
5. Ghost In The Glass
6. Ace Of Wands
7. Pollution C
8. The Steppes
9. Slogans
10. Serpentine
11. Tubehead

CD2
1. Spectral Mornings
2. Firth Of Fifth
3. Blood On The Rooftops
4. Fly On A Windshield
5. Broadway Melody Of 1974
6. Sleepers
7. Still Waters
8. Los Endos
9. Clocks

Rok wydania: 2011
Wydawca: Inside Out
http://www.myspace.com/stevehackett




O ile nie przepadam za albumami koncertowymi, to w przypadku Steva Hacketta ta reguła nie obowiązuje. Jeżeli sięgniemy po takie właśnie wydawnictwo, możemy spodziewać się, że będzie to rzecz wyjątkowa. Tak było np. z koncertową płytą "The Tokyo Tapes", wydaną dosyć dawno, bo w 1998 roku (była wówczas moją kandydatką na płytę roku, w Nocy Malowanych Pejzaży, Piotra Kosińskiego). Najnowsza płyta Hacketta, "Live Rails", wydana przez Inside Out, ma również ogromne szanse na to, aby po raz wtóry wydawnictwo koncertowe mogło stać się moją ulubiona płytą roku. Dla osób, które 2 lata temu, uczestniczyły w Ino Rock Festiwal, którego Hackett był główną atrakcją, ten album powinien z pewnością zyskiwać podwójnie.

Mimo, że nie jest to zapis jednego koncertu (utwory zarejestrowano m.in. w Paryżu, Londynie i Nowym Jorku), płyta nie traci na spójności i dramaturgii. Podczas trasy Hackettowi towarzyszyli: Roger King (instr. klawiszowe), Amanda Lehmann (gitara, śpiew), Gary O'Toole (perkusja, śpiew), Nick Beggs (bas, Chapman stick, śpiew) i Rob Townsend (saksofon, instr. dęte i perkusyjne, śpiew). Koncert składa się z dwóch części, w skład których wchodzi aż 20 kompozycji. Wszystko zaczyna się orientalnym intrem i aplauzem publiczności, po czym zaczyna się prawdziwa uczta. Na początku możemy słyszeć niezwykle ciekawą aranżację kompozycji "Every Day" z płyty "Spectral Mornings". Wydawałoby się zwykła, lekka piosenka, ale okraszona dźwiękami hackettowej gitary, lśni jak perełka. Zaraz po niej jedna z piękniejszych kompozycji z ostatniej studyjnej płyty artysty (jak dla mnie nawet jedna z piękniejszych utworów artysty w ogóle), "Fire Of The Moon", z monumentalną, basową kanonadą w wykonaniu Nicka Beggsa. I kolejny muzyczny klejnot z ostatniej płyty, "Emerald And Ash", wzbogacona piękną partią klarnetu. Z najnowszej studyjnej płyty "Out Of The Tunnel's Mouth", w tym konceptowym repertuarze znalazło się aż 6 z pośród 8 jego kompozycji. Oprócz tego, w skład koncertowego menu weszły oczywiście i wcześniejsze, ważne utwory artysty, takie jak: "Spectral Morcing", "The Steppes" i "Slogans" z "Defectora", przepiękny, bardzo liryczny "Serpentine Song" z "To Watch The Storms", czy pochodzący z pierwszej solowej płyty, "Ace Of Wands", jak również kilka kompozycji z repertuaru Genesis, którymi naszpikowana jest głównie druga część koncertu: "Firth Of Fifth", "Los Endos", akustyczne "Blood On The Rooftops", oraz fragmenty "The Lamb Lies Down on Broadway". Wszystko kończy się dokładnie tak, jak na wspomnianym wrocławskim koncercie, kompozycją "Cloks". Wydaje mi się, że wiele kompozycji, przearanżowanych dla celów koncertowych, brzmi zdecydowanie ciekawiej niż ich wersje studyjne.

Jeżeli chodzi o Steve'a Hacketta, może nie potrafię być nazbyt obiektywny, ale wierzcie mi, nie znajduję u tego pana winy na żadną inną notę, niż 10.

10/10

Marek Toma
Komentarze