30.05.2020
RECENZJE
ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - H » Hackett, Steve - 2011 - Live Rails
Hackett, Steve - 2011 - Live Rails
hackettCD1
1. Intro
2. Every Day
3. Fire On The Moon
4. Emerald & Ash
5. Ghost In The Glass
6. Ace Of Wands
7. Pollution C
8. The Steppes
9. Slogans
10. Serpentine
11. Tubehead

CD2
1. Spectral Mornings
2. Firth Of Fifth
3. Blood On The Rooftops
4. Fly On A Windshield
5. Broadway Melody Of 1974
6. Sleepers
7. Still Waters
8. Los Endos
9. Clocks

Rok wydania: 2011
Wydawca: Inside Out
http://www.myspace.com/stevehackett




O ile nie przepadam za albumami koncertowymi, to w przypadku Steva Hacketta ta reguła nie obowiązuje. Jeżeli sięgniemy po takie właśnie wydawnictwo, możemy spodziewać się, że będzie to rzecz wyjątkowa. Tak było np. z koncertową płytą "The Tokyo Tapes", wydaną dosyć dawno, bo w 1998 roku (była wówczas moją kandydatką na płytę roku, w Nocy Malowanych Pejzaży, Piotra Kosińskiego). Najnowsza płyta Hacketta, "Live Rails", wydana przez Inside Out, ma również ogromne szanse na to, aby po raz wtóry wydawnictwo koncertowe mogło stać się moją ulubiona płytą roku. Dla osób, które 2 lata temu, uczestniczyły w Ino Rock Festiwal, którego Hackett był główną atrakcją, ten album powinien z pewnością zyskiwać podwójnie.

Mimo, że nie jest to zapis jednego koncertu (utwory zarejestrowano m.in. w Paryżu, Londynie i Nowym Jorku), płyta nie traci na spójności i dramaturgii. Podczas trasy Hackettowi towarzyszyli: Roger King (instr. klawiszowe), Amanda Lehmann (gitara, śpiew), Gary O'Toole (perkusja, śpiew), Nick Beggs (bas, Chapman stick, śpiew) i Rob Townsend (saksofon, instr. dęte i perkusyjne, śpiew). Koncert składa się z dwóch części, w skład których wchodzi aż 20 kompozycji. Wszystko zaczyna się orientalnym intrem i aplauzem publiczności, po czym zaczyna się prawdziwa uczta. Na początku możemy słyszeć niezwykle ciekawą aranżację kompozycji "Every Day" z płyty "Spectral Mornings". Wydawałoby się zwykła, lekka piosenka, ale okraszona dźwiękami hackettowej gitary, lśni jak perełka. Zaraz po niej jedna z piękniejszych kompozycji z ostatniej studyjnej płyty artysty (jak dla mnie nawet jedna z piękniejszych utworów artysty w ogóle), "Fire Of The Moon", z monumentalną, basową kanonadą w wykonaniu Nicka Beggsa. I kolejny muzyczny klejnot z ostatniej płyty, "Emerald And Ash", wzbogacona piękną partią klarnetu. Z najnowszej studyjnej płyty "Out Of The Tunnel's Mouth", w tym konceptowym repertuarze znalazło się aż 6 z pośród 8 jego kompozycji. Oprócz tego, w skład koncertowego menu weszły oczywiście i wcześniejsze, ważne utwory artysty, takie jak: "Spectral Morcing", "The Steppes" i "Slogans" z "Defectora", przepiękny, bardzo liryczny "Serpentine Song" z "To Watch The Storms", czy pochodzący z pierwszej solowej płyty, "Ace Of Wands", jak również kilka kompozycji z repertuaru Genesis, którymi naszpikowana jest głównie druga część koncertu: "Firth Of Fifth", "Los Endos", akustyczne "Blood On The Rooftops", oraz fragmenty "The Lamb Lies Down on Broadway". Wszystko kończy się dokładnie tak, jak na wspomnianym wrocławskim koncercie, kompozycją "Cloks". Wydaje mi się, że wiele kompozycji, przearanżowanych dla celów koncertowych, brzmi zdecydowanie ciekawiej niż ich wersje studyjne.

Jeżeli chodzi o Steve'a Hacketta, może nie potrafię być nazbyt obiektywny, ale wierzcie mi, nie znajduję u tego pana winy na żadną inną notę, niż 10.

10/10

Marek Toma
Komentarze