07.08.2020
RECENZJE
DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - L » L.Stadt - 2010 - EL.P
L.Stadt - 2010 - EL.P
L.STADT
1. Death of a surfer girl
2. Fashion Freak
3. Smooth
4. Ciggies
5. Charmin / Lola
6. Puppet song no1
7. Mumms attack
8. Sun
9. Jeff

Rok wydania: 2010
Wydawca: Mystic Production
http://www.myspace.com/lstadt




Za oknem niemal trzydzieści stopni Celsjusza! Duchota, patelnia, mikrofala, piekarnik - jakkolwiek kolokwialnie tego nie ujmiemy, rozpoczyna się lato. Człowiekowi za dnia nie chce się słuchać progresywnych suit, rozciągniętych do granic możliwości w czasie, meganastrojowych kompozycji. Pozostają one na nocne szaleństwa ze słuchawkami. Gdy zaś niebo przemierza na swoim błyszczącym rydwanie Helios, przychodzi ochota na coś... niezobowiązującego. Coś na wzór drugiego albumu naszych rodaków z L.Stadt.

"EL.P" to pełen szaleństwa kolaż najróżniejszych klimatów w słonecznej, surferskiej otoczce. Poczynając od "plastikowego" w duchu lat 80 brzmienia "Death of a Surfer Girl", szarpanych riffów "Smooth", kowbojskiego "Charmin / Lola", poprzez narkotykowe uniesienie w "Sun" i humorystyczne chórki w tle "Ciggies", a kończąc na pastiszowym "Mumms Attack", w którym usłyszymy sample ze starych horrorów, kabaretową wstawkę na pianinie i dziecięce chórki. Ot, takie "róbta co chceta", laboratorium niewyżytych muzyków, z którego - o dziwo - powstał naprawdę spójny album, spięty umowną, luzacką klamrą tematyczną. W rezultacie brzmi to dokładnie tak, jak mogłoby ostatnie Gorillaz, gdyby Damon Albarn umiał zachować pierwotny dystans do swojego "rysunkowego" projektu. Nawet głos Łukasza Lacha brzmi wyjątkowo podobnie do frontmana Blur. Długość płyty, którą normalnie bym skrytykował, porównując ad exemplum do najnowszej EPki Riverside, okazuje się idealna. Album skończy się kilka minut przed pierwszym skojarzeniem z jakimkolwiek synonimem słowa "nuda" i bardzo szybko powróci do odtwarzacza.

"EL.P" kupiłem w ciemno, zachęcony pozytywną recenzją w naszym największym czasopiśmie muzycznym i równowartości dwóch, spędzonych w sposób "studencko-piątkowy" godzin nie żałuję. Choć serca nie podbiło, słucha się tego z niemalejącą przyjemnością. Idealny wybór na czerwcowe popołudnia.

7,5/10

Adam Piechota

Komentarze