28.01.2020
RECENZJE
ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - I » IAMX -2011 - Volatile Times
IAMX -2011 - Volatile Times
iamx1. I Salute You Christopher (2:59)
2. Music People (4:31)
3. Volatile Times (5:12)
4. Fire And Whispers (4:26)
5. Dance With Me (3:46)
6. Bernadette (5:23)
7. Ghosts of Utopia (4:27)
8. Commanded by Voices (4:34)
9. Into Asylum (2:32)
10. Cold Red Light (5:00)
11. Oh Beautiful Town (6:15)

Rok wydania: 2011
Wydawca: 61 Seconds Records
http://www.myspace.com/iamx




   Złośliwcy już przy wydanym dwa lata temu "Kingdom of Welcome Addiction" wróżyli IAMX całkowite wyczerpanie stosowanej formuły. Chciałbym stanąć w obronie tak uwielbianego przez Polaków (co z tego, że młodszej daty?) Chrisa Cornera. Facet stworzył na tamtym albumie rewelacyjny zestaw utworów, które sprawdzony dwukrotnie już sposób (czyli brudne, elektroniczne, trip-hopowe pejzaże o stałym, tanecznym rytmie i przesiąknięte niepoprawną seksualnością teksty) wyniosły na nowy poziom słuchalności. Płyta roznosiła głośniki, wprowadzała w przyjemny trans. Jakże więc zaskoczony byłem, widząc we wrocławskim Empiku "Volatile Times", okraszony przepiękną okładką, czwarty studyjny krążek IAMX. Szkoda tylko, że zachwyt grafiką stanowił emocjonalny szczyt mojej znajomości z tym dziełem.

   Co się zmieniło w muzyce IAMX? Jej poziom, drogi Czytelniku. Z narkotycznych wyżyn spadł na nudne do automatycznego ziewania doliny. Nie ma "pierdolnięcia", brakuje kompozycji w stylu tytułowego reprezentanta "Kingdom of Welcome Addiction" czy chociaż "The Great Shipwreck of Life". Nie ma buntowniczych refrenów wyśpiewanych na tle syntezatorowych ścian, powodujących niekontrolowane fale ciarek na ciele. Ich pozostałości to przyjemne "Music People", prawdziwie "cornerowy" "Ghosts of Utopia" i może tytułowy "Volatile Times". Trzy tytuły z jedenastu. Pozostałe kompozycje zwalniają i nie dopuszczają do dźwiękowych eksplozji. I byłoby to do przyjęcia, gdyby prezentowały poziom starych ballad IAMX, poruszały sado-masochistycznymi wyznaniami i prawdziwym muzycznym smutkiem. Tak nie jest. Jest za to kilka kompozycji, o których nie potrafię napisać słowa z pamięci. "Bernadette"? Nie kojarzę, sekundka. (Autor puszcza utwór numer sześć). Ach, to ten utwór. No cóż, z braku laku może być. Tę samą czynność zmuszony byłbym powtórzyć przy "Commanded by Voices", "Fire And Whispers" lub "Into Asylum", ale raz, że uważam to za urąganie Twojej inteligencji, Czytelniku, dwa, że preferuję zdania wielokrotnie złożone, nie "gadu-gadulkowe" prostaczki.

   "Smutno mi, Boże". Słucham "Volatile Times" od momentu premiery (marca) i wciąż czuję cholerny niedosyt. Nie należę do recenzentów - szaleńców, którzy największą przyjemność czerpią ze zjeżdżania płyty po płycie i wystawiania im lekką ręką całej palety niższych ocen. Nie przemawiają do mnie argumenty Starych Gwardii, że zespół "nigdy już nie nagra rzeczy takiej, jak album X", w każdej nowości szukam pozytywów i elementów godnych pochwały. Jakby zaś tego było mało, to jeszcze - pisząc wprost - tak bardzo lubię IAMX, że serce mnie boli na samą myśl o akcie, który teraz muszę wykonać. Słucham pięknego "Oh Beautiful Town", które stara się (bez skutku) zakryć wszelkie niedoskonałości poprzednich utworów, siorbię niekulturalnie zieloną herbatę i przyznaję rację wspominanym na początku recenzji złośliwcom. Panie Corner, czas zmienić formułę. Pójść krok do przodu, żeby nigdy więcej nie nagrać tak cholernie przeciętnego wydawnictwa.

5,5/10

Adam Piechota
Komentarze