28.09.2020
RECENZJE
EXLIBRIS - Shadowrise

THE BLACK NOODLE PROJECT - Code 2.0

KRŮK - Nibykwiaty

SPARKS – A Steady Drip, Drip, Drip

BATUSHKA – Раскол/Raskol

ABEL GANZ - The Life of the Honey Bee and Other Moments of Clarity

STEEL PROPHET - The God Machine

DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - I » IAMX -2011 - Volatile Times
IAMX -2011 - Volatile Times
iamx1. I Salute You Christopher (2:59)
2. Music People (4:31)
3. Volatile Times (5:12)
4. Fire And Whispers (4:26)
5. Dance With Me (3:46)
6. Bernadette (5:23)
7. Ghosts of Utopia (4:27)
8. Commanded by Voices (4:34)
9. Into Asylum (2:32)
10. Cold Red Light (5:00)
11. Oh Beautiful Town (6:15)

Rok wydania: 2011
Wydawca: 61 Seconds Records
http://www.myspace.com/iamx




   Złośliwcy już przy wydanym dwa lata temu "Kingdom of Welcome Addiction" wróżyli IAMX całkowite wyczerpanie stosowanej formuły. Chciałbym stanąć w obronie tak uwielbianego przez Polaków (co z tego, że młodszej daty?) Chrisa Cornera. Facet stworzył na tamtym albumie rewelacyjny zestaw utworów, które sprawdzony dwukrotnie już sposób (czyli brudne, elektroniczne, trip-hopowe pejzaże o stałym, tanecznym rytmie i przesiąknięte niepoprawną seksualnością teksty) wyniosły na nowy poziom słuchalności. Płyta roznosiła głośniki, wprowadzała w przyjemny trans. Jakże więc zaskoczony byłem, widząc we wrocławskim Empiku "Volatile Times", okraszony przepiękną okładką, czwarty studyjny krążek IAMX. Szkoda tylko, że zachwyt grafiką stanowił emocjonalny szczyt mojej znajomości z tym dziełem.

   Co się zmieniło w muzyce IAMX? Jej poziom, drogi Czytelniku. Z narkotycznych wyżyn spadł na nudne do automatycznego ziewania doliny. Nie ma "pierdolnięcia", brakuje kompozycji w stylu tytułowego reprezentanta "Kingdom of Welcome Addiction" czy chociaż "The Great Shipwreck of Life". Nie ma buntowniczych refrenów wyśpiewanych na tle syntezatorowych ścian, powodujących niekontrolowane fale ciarek na ciele. Ich pozostałości to przyjemne "Music People", prawdziwie "cornerowy" "Ghosts of Utopia" i może tytułowy "Volatile Times". Trzy tytuły z jedenastu. Pozostałe kompozycje zwalniają i nie dopuszczają do dźwiękowych eksplozji. I byłoby to do przyjęcia, gdyby prezentowały poziom starych ballad IAMX, poruszały sado-masochistycznymi wyznaniami i prawdziwym muzycznym smutkiem. Tak nie jest. Jest za to kilka kompozycji, o których nie potrafię napisać słowa z pamięci. "Bernadette"? Nie kojarzę, sekundka. (Autor puszcza utwór numer sześć). Ach, to ten utwór. No cóż, z braku laku może być. Tę samą czynność zmuszony byłbym powtórzyć przy "Commanded by Voices", "Fire And Whispers" lub "Into Asylum", ale raz, że uważam to za urąganie Twojej inteligencji, Czytelniku, dwa, że preferuję zdania wielokrotnie złożone, nie "gadu-gadulkowe" prostaczki.

   "Smutno mi, Boże". Słucham "Volatile Times" od momentu premiery (marca) i wciąż czuję cholerny niedosyt. Nie należę do recenzentów - szaleńców, którzy największą przyjemność czerpią ze zjeżdżania płyty po płycie i wystawiania im lekką ręką całej palety niższych ocen. Nie przemawiają do mnie argumenty Starych Gwardii, że zespół "nigdy już nie nagra rzeczy takiej, jak album X", w każdej nowości szukam pozytywów i elementów godnych pochwały. Jakby zaś tego było mało, to jeszcze - pisząc wprost - tak bardzo lubię IAMX, że serce mnie boli na samą myśl o akcie, który teraz muszę wykonać. Słucham pięknego "Oh Beautiful Town", które stara się (bez skutku) zakryć wszelkie niedoskonałości poprzednich utworów, siorbię niekulturalnie zieloną herbatę i przyznaję rację wspominanym na początku recenzji złośliwcom. Panie Corner, czas zmienić formułę. Pójść krok do przodu, żeby nigdy więcej nie nagrać tak cholernie przeciętnego wydawnictwa.

5,5/10

Adam Piechota
Komentarze