26.05.2020
RECENZJE
RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1

NIGHTWISH - Hvman :||: Natvre

ADES NUMEN - War

INSIDE AGAIN - Nightmode


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - Z » Zen Rock And Roll - 2011 - Undone
Zen Rock And Roll - 2011 - Undone
Zen

1. All in the Dark (4:16)
2. At the First Glance (6:03)
3. Undone (3:30)
4. Antiquated Love Song (4:19)
5. Strange (4:15)
6. Concerto for the Original Sinners (14:41)
7. Lament (2:14)

Rok wydania: 2011
Wydawca: ProgRock Rec.





Zen Rock and Roll czyli tak naprawdę Jonathan Sanders nie zasypuje gruszek w popiele i po wydaniu dwóch, nie oszukujmy się, dość średnich płyt (debiutancki "End of the Age" był bardzo przeciętny, nieco lepiej było przy drugim "The Birthright Circle") właśnie prezentuje światu trzecie wydawnictwo - "Undone".

Gdy zobaczyłem w kopercie płytę tego projektu w pierwszym momencie załamałem ręce, że przyjdzie mi się zmagać z kolejnymi dźwiękami autorstwa tego muzyka. Cóż jednak robić, trzeba być twardym... płyta ląduje do odtwarzacza, start i.... czy to wciąż Zen Rock and Roll? Na początek delikatny i dość zwiewny "All in the Dark" ale zaraz po nim serwowany jest wyśmienity "At the First Glance". To lubię, świetna melodia, rewelacyjna linia melodyczna zwrotki i niezły nieco skoczny refren. Jest feeling, jest luz, podoba mi się! Lecimy dalej "Undone" to kompozycja utrzymana nieco w klimacie The Tangent. "Antiquated Love Song" to ballada, której trzon opiera się o głos wokalisty i dźwięki pianina a smaczku całości dodaje fragment zagrany na flecie. Tym sposobem dochodzimy do "Strange", które jest kolejnym mocnym punktem płyty, z nośnym, emocjonalnym refrenem i wyraźnie zarysowanymi Hammondami w zwrotce. "Concerto for the Original Sinners" to dla odmiany kolosalnych rozmiarów instrumental, w którym miesza się wszystko od dźwięków kojarzących się z kolędami poprzez muzykę filmową po psychodelę rodem z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Utwór trwa niemal piętnaście minut ale nie można się przy nim nudzić, dzieje się dużo i jest co słuchać. Na sam koniec niezwykle urokliwy i łagodny "Lament" i koniec - okazuje się, zę całość trwa niecałe czterdzieści minut.

Mówi się, że trzeci album jest prawdziwym sprawdzianem dla muzyka. Jonathan Saunders zdał ten egzamin celująco. Po dwóch "takich sobie" płytach zaserwował krążek, który powinien przypaść do gustu zwolennikom progresywnego grania mocno osadzonego w klimatach sprzed kilkudziesięciu lat. Bardzo pozytywne zaskoczenie!

8/10

Piotr Michalski



Komentarze