26.09.2020
RECENZJE
EXLIBRIS - Shadowrise

THE BLACK NOODLE PROJECT - Code 2.0

KRŮK - Nibykwiaty

SPARKS – A Steady Drip, Drip, Drip

BATUSHKA – Раскол/Raskol

ABEL GANZ - The Life of the Honey Bee and Other Moments of Clarity

STEEL PROPHET - The God Machine

DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - G » Gamma Ray - 2012 - Live - Skeletons & Majesties
Gamma Ray - 2012 - Live - Skeletons & Majesties
gamma rayCD1
1. Welcome (Intro)
2. Anywhere In The Galaxy
3. Men, Martians and Machines
4. The Spirit
5. Wings Of Destiny
6. Farewell
7. Gamma Ray
8. Money
9. Time To Break Free
10. Rebellion In Dreamland (Acoustic)
11. Send Me A Sign (Acoustic)

CD2
1. Induction
2. Dethrone Tyranny
3. Watcher In The Sky
4. Hold Your Ground
5. A While In Dreamland
6. Rise
7. Brothers
8. Insurrection
9. Future World

Rok wydania: 2012
Wydawca: Ear
http://www.gammaray.org/




Coś mam ostatnio szczęście do recenzowania pożegnalnych albumów koncertowych. Tak było z „Under Flaming Winter Skies” Stratovarius. Tak też jest w przypadku „Live - Skeletons & Majesties” Gamma Ray. Mało tego! Obydwa koncerty były pożegnaniem z dotychczasowymi perkusistami, odpowiednio: Jorgiem Michaelem i Danielem Zimmermannem.

Na tym jednak koniec podobieństw (no może jeszcze poza tym, że są to wydawnictwa podwójne i jest ten sam wydawca).

Gamma Ray poznałem w okresie gdy wydali album „Land of the Free” i w zasadzie po dziś dzień uważam ten krążek za szczytowe osiągnięcie grupy. Później bywało różnie z niestety pojawiającym się zarzutem zjadania własnego ogona. To jednak nie miejsce i czas aby oceniać studyjne wydawnictwa zespołu. Koncertowy album to Gamma Ray w niezwykle wysokiej formie.

Zespół wziął na warsztat przekrojowy materiał (zgodnie z zapowiedziami miało się tu znaleźć sporo utworów, których formacja na żywo nie grała bądź robili to rzadko) i tym sposobem mamy tu całkiem spore grono kompozycji, które w oryginale śpiewał Ralf Scheepers. To jest coś co lubię. Mieć możliwość porównać dwóch wokalistów, sposób ich śpiewu i interpretacji. Choć Kai Hansen wokalnie nie może się w żaden sposób równać z Ralfem to w starszych utworach wypadł bardzo przekonująco. I to właśnie te starsze kompozycje wypadają najlepiej. Do pewnego czasu Gamma Ray tworzyli fajne metalowe hymny z wpadającymi w ucho melodiami. Od kilku lat zespół jakoś zabrnął w zaułek pod tytułem „melodyjny heavy metal …ale gdzie melodie”?

Na scenie nie zabrakło gościa a okazuje się nim sam Michael Kiske, który zaśpiewał w „Time to Break Free”, „A While In a Dreamland” oraz… „Future Word” z dorobku Helloween. Czapki z głów. Ten gość ma głos jak dzwon. Andi Deris (obecny wokalista Helloween), z całym szacunkiem, może mu czyścić buty.

Przyjemna płyta, wiele wspomnień i melodii, które kiedyś osłuchiwałem do bólu na swoim magnetofonie. Świetne podsumowanie pewnego etapu w historii zespołu.

Piotr Michalski
Komentarze