30.05.2020
RECENZJE
ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - W » W.E.T. - 2013 - Rise Up
W.E.T. - 2013 - Rise Up
wet - rise up
1. Walk Away
2. Learn to Live Again
3. Rise Up
4. Love Heals
5. What You Want
6. The Moment
7. Bad Boy
8. On The Run
9. Broken Wings
10. Shot
11. Still Believe In Us
12. Still Unbroken

Rok wydania: 2013
Wydawca: Frontiers Records
profil Facebook




Przyznam szczerze, że byłem przekonany, iż W.E.T. będzie typowym jednorazowym projektem. Bardzo udany album debiutancki panów Soto, Matrenssona i Sall’a sprawił, ze muzykom nie w smak było zarzucić wspólne muzykowanie. I oto nakładem Frontiers, który bryluje w powoływaniu do życia projektów, otrzymujemy drugą plytę, którą zatytułowano „Rise up”.

Moje oczekiwania wobec tej pozycji były bardzo wygórowane, bowiem juz poprzedni album bardzo mi się podobał, czy zatem nowa pozycja te oczekiwania spełnia? To jest pytanie, na które odpowiedź wyczytacie między wierszami kolejnych akapitów... „Rise up”, jest płytą kapitalnie melodyjną, zróżnicowaną i wzorowo wyprodukowaną. Melodie są nośne, a element, który często gubi się przy tego typu produkcjach czyli dynamika i pewien pazur w tym przypadku zostały zachowane.

Gdybym powiedział, że album jest wyrównany, byłoby to delikatnie mówiąc - niedopowiedzenie.
Muzycy zostawili kilka asów w rękawie i dość umiejętnie zbudowali napięcie. Bowiem kiedy już możemy domniemywać, że wszystko wiemy o nowej produkcji projektu, w drugiej połowie albumu, pojawiają się utwory wyróżniające się ponad ogólne pozytywne wrażenie. Jednym z nich jest ciężki jak na standardy W.E.T. „On the Run”, kolejnym pozytywem jest następy w kolejności kawałek z iście springsteenowskim riffem, także i rockowych patentach grupa nie popada w banał. Cieszy też, że po raz kolejny zespołowi udało się udźwignąć konwencję ballady i w spokojnych utworach nie ma ani dłużyzny, ani przesłodzenia, ani też żadnego przekoloryzowania.

W kawałkach na nowej płycie wyłapiemy leppardowską przestrzeń czy vanhallenowskie zacięcie w gitarach. Generalnie może i całokształt przypomina AORowych mistrzów na dopalaczach - ale do jasnej Anielki - tej płyty słucha się wyśmienicie!
W pewnym momencie wydawało mi się, że płyta „jedynie” dorówna debiutowi, ale zrobiła coś więcej - ukazała nam coś innego. Nie wiem czy lepszego - ale zdecydowanie są to pozytywne wrażenia.

9/10

Piotr Spyra
Komentarze