14.07.2020
RECENZJE
DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - E » Elora - 2013 - Crash
Elora - 2013 - Crash
elora

1. Se Taire (4:13)
2. Elle Espere (3:55)
3. Anne Lumiere (5:15)
4. Ici Encore (6:08)
5. L’Espoir part I (5:38)
6. L’Espoir part II (6:57)
7. Controle (5:44)
8. En Paix (6:21)
9. Elle (4:56)
10. Crash (8:45)

Rok wydania: 2013
Wydawca: PPR
http://elorarock.com/






Rok 2004 to z pewnością bardzo ważna data w życiu Jean-Vincenta Fillipini. W tym roku bowiem, przyszła na świat jego córka – Elora. A skoro, w tym samym okresie Jean - Vincent tworzył swój zespół, postanowił nazwać go właśnie jej imieniem. Obok Jean-Vincenta Fillipini (gitara basowa), tą pochodzącą z Marsylii, francuską formację tworzą: Lionel Giacobe (gitara), Patrice Cannone (klawisze), Anastasia Mousali (wokal), Damien Dahan (wokal) oraz Julien Beaumont (perkusja). 2004 rok, praktycznie w tym samym okresie wydana została płyta „Amnésie”- debiutancki album ich rodaków z Lazuli (obecnie mają już na koncie cztery). „Crash” jest tymczasem debiutanckim, pełnym krążkiem Elory. Wydała ją coraz prężniej działająca wytwórnia Progressive Promotion Records (tak, ta sama, która wydała m.in. ostatnią płytę naszego rodzimego Retrospective). Dlaczego wspomniałem w tym właśnie miejscu o formacji Lazuli? Ponieważ obie formacje mają kilka istotnych cech wspólnych: obydwa zespoły są przedstawicielami (nie tak bogatego przecież) francuskiego rynku, jeżeli mówimy o szeroko pojętą muzykę progresywną. Kolejna cecha wspólna - teksty obydwu zespołów śpiewane są po Francusku. Z tą jednak różnicą, że muzykę Elory tworzą dwa, równoległe wokale, męski i żeński! I właśnie największym problemem w przyswojeniu sobie tego materiału, były dla mnie te bardzo specyficznie brzmiące, francuskojęzyczne wokale. Ale patrząc z drugiej strony, zdaję sobie teraz sprawę z tego, że podobne odczucia mają pewnie mieszkańcy różnych zakątków naszego globu, słuchający muzyki naszych rodzimych zespołów, których teksty śpiewane są w ojczystym języku!

Muzyka jaką proponują nam Francuzi nie posiada typowej neo-progresywnej aury. Muzycznie bliżej im chyba do brzmienia późniejszych płyt Porcupine Tree, znaleźć można tutaj również pewne, muzyczne analogie do naszego Riverside (wystarczy posłuchać chociażby kompozycji „Controle” albo „Elle”). Natomiast brzmienie gitar Lionela Giacobe, czasami przywodzi mi na myśl niemiecką formację Sieges Even. Płyta złożona jest z dziesięciu kompozycji swoim czasem oscylujących gdzieś w granicach pięciu minut. Wyjątkiem jest nieco bardziej rozbudowany tytułowy, ośmiominutowy „Crash”. Zespołowi udało się uzyskać na tej płycie specyficzny, nieco klaustrofobiczny klimat. Album muzycznie jest bardzo równy, można tutaj nawet zarzucić, że za mało tu bardziej charakterystycznych momentów, które zapadają w pamięci słuchacza na dłużej. Osobiście po pierwszej „wizycie” płyty w moim odtwarzaczu, najbardziej utkwiła mi w pamięci pierwsza kompozycja - „Se Taire” oraz (chyba najbardziej iskrzący od gitarowych solówek) „L’Espoir part I” zgrabnie połączony z „L’Espoir part II”, oraz wspomniany, najdłuższy, pachnący nieco floydowską aurą „Crash”. Jednak gdy z materiałem tym, pobędzie się nieco dłużej, można odkryć tutaj wiele intrygujących muzycznie momentów.

Podsumowując, „Crash”, to niewątpliwie bardzo obiecujący debiut. Jednak nie jest to debiut na miarę tego aby Marsylia od tej pory postrzegana mogła być jako stolica „progresywnej Europy”. W ich muzyce tkwi jednak potencjał, który wierzę, w pełni wykorzystany zostanie na kolejnych wydawnictwach.

7/10

Marek Toma
Komentarze