30.05.2020
RECENZJE
ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - E » Eclipse - 2015 - Armageddonize
Eclipse - 2015 - Armageddonize
eclipse

1. I Don't Wanna Say I'm Sorry
2. Stand On Your Feet
3. The Storm
4. Blood Enemies
5. Wide Open
6. Live Like I'm Dying
7. Breakdown
8. Love Bites
9. Caught Up In The Rush
10. One Life - My Life
11. All Died Young

Rok wydania: 2015
Wydawca: Frontiers
https://www.facebook.com/EclipseSweden



Zespół ECLIPSE od kilku wydawnictw nie zaskakuje. Ale to zdanie wcale nie miało być zarzutem. Pionierzy nowej fali szwedzkiego hard rocka (jeszcze sprzed czasów sleeze), raczą nas nieodmienne bardzo dobrymi krążkami. Ultramelodyjne, energetyczne granie, które stroni przy tym od powtarzalności nudy i banału - to coś czego oczekuję po każdej ich kolejnej płycie - i na szczęście za każdym razem oczekiwania te zostają spełnione.

Chwytliwe refreny, które kołaczą się po głowie, riffowanie które sprawia że przytupujemy i machamy głową oraz jakaś wyjątkowo dobra ręka do produkcji, dzięki której mimo gęstych klawiszowych ścian, serwowanych nieoszczędnie - muzyka nie traci pazura. Niby wszystko jest do bólu przewidywalne, ale nieodmiennie każda ich produkcja sprawia, że reaguję entuzjazmem. Eclipse wyjątkowo potrafi w tym gatunku utrzymać w napięciu od pierwszego do ostatniego dźwięku. Zaskakujące jest to, że płyta nie tylko utrzymuje napięcie, to nawet z biegiem trwania to odczucie się potęguje. Przy okazji "Armageddonize" zwróciłem uwagę na dodatkowy smaczek - wplecione tu i owdzie akustyczne elementy, a to pianina a to gitary, czasem zaszyte pomiędzy tumult instrumentów i trudne do wyłapania... tym bardziej doceniam taką staranność. W całym urodzaju dobrych utworów odstępstwami stylistycznymi są power-ballada "Live Like I'm Dying", która wywołuje odruchowe przytaknięcie aprobaty, jakby jeszcze szybszy i bardziej charakterny od reszty "Love bites" i "Stand on your feet", który swobodnie przyrównam energią do utworu tytułowego z płyty poprzedniej. Nawet southernowo-pudlowy wstęp do "Breakdown", jest tu urokliwy, bo przywodzi na myśl choćby wczesne Bon Jovi. Jeśli chodzi o Eclipse, z powodzeniem mogą single wybierać losowo. Każdy kawałek jest reprezentatywny i zachęci do sięgnięcia po krążek.

Dla sympatyków melodyjnego hard rocka i AOR z pazurami - pozycja obowiązkowa.
Wracając do wstępu - Eclipse raczy nas płytą, która jest tak dobra jak poprzednia - czyli bardzo dobra. To jeden z tych zespołów o który pytacie z nadzieją, na otrzymanie odpowiedzi, że u nich bez zmian.

8,5/10

Piotr Spyra
Komentarze