26.05.2020
RECENZJE
FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1

NIGHTWISH - Hvman :||: Natvre

ADES NUMEN - War

INSIDE AGAIN - Nightmode

JENNER - The Test of Time


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - T » T.H.L. - 2014 - Thirteenth Hell Level
T.H.L. - 2014 - Thirteenth Hell Level
thl

1. Master Domino
2. Born To Be Wild
3. Really Cruel
4. Honky Tonk Woman
5. Erythroxylum
6. Longway To Redemption
7. War
8. Somewhere
9. Forget
10. Sociopathic

Rok wydania: 2014
Wydawca: THLTH
https://www.facebook.com/ThirteenthHellLevel




Gdzieś na pograniczu muzyki hardrockowej, klimatów southernowych i estetyki bluesowej wiele zespołów zaczyna swoją walkę o styl i brzmienie. Z biegiem czasu, prób, wydawnictw, często - gęsto grupy takowe potrafią wykrzesać własny punkt widzenia i tenże zaprezentować szerszemu audytorium. Poniżej opisani są raczej na początku tej drogi.


Dość fajna okładka i schludnie wydany album to chyba największe zalety debiutanckiego krążka Thirteenth Hell Level. Problemem jest, że ta płyta w ogóle się ukazała. Powinna pozostać w archiwum zespołu jako demo, bo brzmi słabo. Realizacja materiału pozostawia sporo do życzenia. Brzmi dość garażowo, tubalnie. Same kompozycje też mają swoje za uszami. We własnych kompozycjach zespół jeszcze jako tako się broni, ba - udaje im się nawet wzbudzić zainteresowanie. Gorzej jeśli chodzi o covery. Grupa porwała się na kilka klasyków - i niestety zszargali świętości. Generalnie na początku trzeba się przełamać, bowiem sama formuła brudnego southernowego hard rocka z wysoko śpiewająca wokalistką, delikatnie mówiąc jest trudna do przyswojenia. Czasem mawiam, że dramatu nie ma... tym razem na siłę szukam jasnych punktów. Już kiedy zapomniałem o nieszczęsnym "Born to by wild", czy "Honky tonk woman", a środek albumu zaczynał nastrajać optymistycznie - nastrój legł w gruzach za sprawą balladowej kompozycji, która może i naszpikowana jest ciekawymi melodiami gitar solowych, ale ani to dobre rytmicznie, ani melodycznie nie pozostaje w pamięci. Jeśli miałbym wyróżnić jakąś kompozycję, to będzie to "Somewhere", bardziej akustyczny kawałek, gdzie zespół ociera się o poprock czy może klimaty Blackmore's Night. Mam tylko retoryczne pytanie - czemu na tej płycie po jednym z lepszych kawałków zawsze następuje jeden z najgorszych?

Podsumowanie? Instrumentalnie jest porządnie, wokalnie OK... z tym, że momentami nieco mi się to wszystko gryzie. Wykonanie coverów żenuje, materiał autorski niezły. Brzmienie słabe. Czy sięgnę po kolejną produkcję zespolu? Oczywiście - mam przecież gwarancję, że gorsza nie będzie... No chyba że w trackliście zobaczę kilka coverów, wówczas zaniecham. Jak wspomniałem na wstępie zespół wydaje się być na początku swojej drogi. Poszukuje, przez co materiał jest stylistycznie rozrzucony od heavy przez hard rock po lżejsze brzmienie. Cóż może na "12th Earth level", będziemy mieli już całkiem udany zestaw utworów, a "11th Heaven level" będziemy wychwalać pod niebiosa. W "odkrywce" potraktowałbym nieco bardziej pobłażliwie. Ocena jest surowa, ale myślę, że sprawiedliwa, z czego zresztą wytłumaczyłem się w powyższych akapitach.

3/10

Piotr Spyra
Komentarze