26.05.2020
RECENZJE
RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1

NIGHTWISH - Hvman :||: Natvre

ADES NUMEN - War

INSIDE AGAIN - Nightmode


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - Q » Quantum Fantay - 2015 - Dancing In Limbo
Quantum Fantay - 2015 - Dancing In Limbo
Quantum Fantay -  2015 - Dancing In Limbo


1. Nimbo (11:11)
2. Rimbo (11:12)
3. Cacimbo (11:13)
4. Limbo (11:14)


Rok wydania:2015
Progressive Promotion Records
http://www.quantumfantay.com/






Rok po wydaniu „Terragai” (nasza recenzja tutaj), z belgijskiego Lokeren dochodzą do nas kolejne space-rockowe dźwięki. Quantum Fantay uraczył nas bowiem swoją kolejną, szósta już płytą studyjną. I nie ma mowy o żadnym zwrocie, jeżeli chodzi o muzyczne fascynacje. Quantum Fantay nadal brzmi jak stary, dobry Ozric Tentacles. Na dodatek na najnowszej płycie gościnnie zaszczycił Belgów swoją obecnością nie kto inny, jak sam Ed Wynne.

Może sama muzyka nie różni się diametralnie od tej, jaką mogliśmy usłyszeć na albumie poprzednim. Różnica wynika jednak chociażby z samej formy albumu. „Terragaia” zawierała dosyć sporą porcję materiału (70 minut). Muzyka była jakby ilustracją do wyimaginowanej wizyty obcej cywilizacji, która zawitała na naszą planetę. Materiał zawierał więc sporo elementów world music. Nowa płyta, odrywa nas natomiast od ziemi i zabiera do Limba (mitycznej otchłani gdzieś pomiędzy piekłem i niebem). Owa muzyczna wędrówka w zaświatach nie trwa jednak długo (to jedynie godzinna lekcja matematyki). Album zbudowany jest bowiem z matematyczną dokładnością. Każda z czterech kompozycji: „Nimbo”, „Rimbo”, „Cacimbo” i „Limbo” trwa zgodnie z kolejnością: 11:11, 11:12, 11:13, 11:14 minut. Trzymanie się zwartych ram czasowych musiało odbić się na samej muzyce, która nie jest tak rozwlekła jak na płycie poprzedniej. Na muzyczną jakość bez wątpienia mieli również goście. Nie tylko wyżej wymieniony lider Ozric Tentacles - Ed Wynne, ale także gitarzysta belgijskiej, power metalowej formacji Ostrogoth - Dario Frodo, grający na etnicznych instrumentach perkusyjnych Karel Baerens. Najbardziej materiał ten ubogacają jednak partie fletu Charelsa Sla.

Z charakteru muzyki można wywnioskować, że mityczne Limbo, to nie jakaś sterylna, smętna kraina. Słuchając „Dancing In Limbo”, odnoszę wrażenie, jakby muzycy mieli kontakt z prozą Maji Lidii Kossakowskiej. W jej powieści „Żarna niebios”, owe „Limbo”, jest miejscem bardzo „rozrywkowym”. Aniołowie paktują tam z diabłami. Grzeszą pychą, folgują z używkami, bywają w domach uciech i kasynach. Ekspresyjny charakter muzyki Quantum Fantay, wypisz wymaluj wprost idealnie nadawałby się jako się jako ścieżka dźwiękową do zobrazowania tej powieści. Kto wie, może znajdzie się śmiałek, który zdoła połączyć obie formy sztuki w jedną całość?

8/10

Marek Toma
Komentarze