09.07.2020
RECENZJE
HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - Q » Queensryche - 1983 - Queensryche Ep.
Queensryche - 1983 - Queensryche Ep.
queensryche



1. Queen Of The Reich
2. Nightrider
3. Blinded
4. The Lady Wore Black
5. Prophecy



Rok wydania: 1983
Wydawca: EMI
http://queensrycheofficial.com/





Odnoszę wrażenie, że większość debiutów późniejszych grup progresywnych miało wspólny mianownik. Tak początki kariery Crimson Glory, Fates Warning, Savatage, czy właśnie Queensryche osadzone były raczej w estetyce heavy metalowej. Może i z pierwszymi zwiastunami progresywnego zacięcia, ale zarówno praca gitar jak i sekcji czerpała garściami ze sceny heavy. Jeśli mowa o albumach z początku lat 80-tych dochodzi jeszcze charakterystyczne brzmienie, nieco tubalne, z pewnym pogłosem. Na pewno wpływ miały na to ograniczenia sprzętowe i finansowe początkujących grup, ale w pewnym stopniu, domyślam się, że zamierzony nieco klimat. Mnie jako żywo kojarzy się zawsze z raczkującym gatunkiem doom. Klimat...

Pierwsze pięć utworów Queensryche, które ukazały się na EPce nazwanej nazwą zespołu zawiera jednakże masę elementów, które wychwycimy w kolejnych wydawnictwach. Oczywistym jest rozpoznawalny głos Geoffa Tate'a, ale też to co miało wpływ na krystalizację stylistyki grupy w latach późniejszych - czyli korelacja riffów i gitary nieprzesterowanej. EPka zawiera ważny utwór, z którego zdecydowanie wywodzi się nazwa zespołu (zastanawiam się czasem czy zespoły nie żałują próby własnej definicji na tak wczesnym stadium), następnie bardzo heavy metalowy "Nightrider"... to chyba na jego podstawie ktoś kiedyś twierdził, że Queensryche na początku był bardziej maidenowski od Iron Maiden. Zresztą "Blinded" i "Prophecy" wiele mu w tej konwencji nie ustępują. Za ważny uważam jednak utwór z jednej strony oparty na metalowych riffach, ale również za sprawą wstępu i wokaliz pretendujący do miana ballady - "The lady wore black".

Pełny album wydany rok później uważam za stylistyczną i klimatyczną kontynuację. Pewien rozwój grupa odnotowała po kolejnych dwóch latach, by apogeum popularności spotkało się z chłonnością rynku - co tłumaczy sukces. Acz przeskok jakościowy był ogromny.

Do pierwszych płyt Queensryche wracam jednak chętnie - nawet w kontekście porównania z dokonaniami podzielonej grupy. Zresztą o ile sam Geoff skupiał się na czasach O:M i Empire, tak jego koledzy swój powrót na heavy metalowe tory opierali w sporej mierze właśnie na utworach z początków kariery. Co ciekawe te utwory odgrywane na żywo obecnie - nic nie tracą na klimacie...

Tekst ten powstaje przed pierwszymi jesiennymi koncertami Operation: Mindcrime. Bedąc fanem wczesnej twórczości Queensryche pozostaje mieć nadzieję, że któryś z tych kawałków usłyszymy na żywo.

Piotr Spyra
Komentarze