13.08.2020
RECENZJE
BATUSHKA – Раскол/Raskol

ABEL GANZ - The Life of the Honey Bee and Other Moments of Clarity

STEEL PROPHET - The God Machine

DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - S » Sacrilegium - 2016 - Anima Lucifera
Sacrilegium - 2016 - Anima Lucifera

SACRILEGIUM - Anima Lucifera


Sacrilegium - Anima Lucifera

1. Preludium
2. Heavenwings Shrugged
3. Angelus (Anima Lucifera)
4. Mare Tenebrarum
5. The Serpent Throne
6. ...And Soul
7. Venomous Spell Of Fate
8. Desiderium Immortalis
9. Anima Lucifera
10. Epilog

Rok wydania: 2016
Wydawca: Pagan Records
https://www.facebook.com/SacrilegiumOfficial





Długo przyszło czekać na nowy album pomorskiego przedstawiciela pogańskiego black/death metalu, grupy Sacrilegium, która w pewnych kręgach dorobiła się statusu legendy. Panowie po latach absencji postanowili raz jeszcze spróbować swoich sił na muzycznej scenie, czego dowodem jest wydany na początku bieżącego roku „Anima Lucifera”.

Wydawnictwo na wstępie intryguje ciekawą okładką, która budzi pewne skojarzenia wobec późniejszej twórczości szwajcarskiego Samael. Emanuje z niej magiczno – kosmiczny klimat o okultystycznym charakterze. Jej prostota, wyrazista forma i odpowiedni przekaz stanowią doskonałą zanętę, która prawdopodobnie zwabi niejedną zagubioną duszyczkę. Niestety forma, w jakiej otrzymałem ów album uniemożliwiła mi kompleksowe obadanie bookletu, dlatego o jego zawartości nic więcej powiedzieć nie mogę (a szkoda)...

A jak z dźwiękami? Próbując porównać, premierowy materiał do debiutu sprzed dwudziestu lat, z całą stanowczością można powiedzieć jedno. „Anima Lucifera” to całkiem inna bajka mając na względzie uwarunkowania stylistyczne. Nie oznacza to jednak, że zespół złagodniał, co to, to nie. Album jest drapieżny, intensywny oraz głęboko osadzony w specyfice rogatego black/death metalu. Jednak tym razem posiada on zdecydowanie mniejsze zabarwienie pogańską specyfiką, ale za to nie brakuje mroku. Zespół ewidentnie rozwinął skrzydła, dorósł, a muzyka wyraźnie ewoluowała i to w zdecydowanie dobrym kierunku. Zarówno pod względem techniczno – wykonawczym, jak również twórczym Sacrilegium zrobił ogromne postępy. Również pod względem realizacji nagrań oraz brzmienia czuć poważny progres. Całość brzmi selektywnie, wyraziście, a do tego cholernie agresywnie, więc na deficyt mocy (oczywiście tej ciemnej) narzekać nie można. Mimo dojrzałej produkcji, muzyka wciąż posiada pazur, który potrafi konkretnie poharatać. Dominują szybkie tempa oraz skłonność do zagęszczania dźwięków, jednak co pewien czas panowie pozwalają sobie na „nastrojowe” wtrącenia, klimatyczne tła (najczęściej występują one w początkowych częściach utworów). Można je spotkać m.in. w „Preludium”, wieńczącym całość „Epilog” z mroczną inwokacją, wyróżniającym się na tle reszty „The Serpent Throne”, jak również wstępie (klawisze budzą skojarzenia wobec „Christian Woman” Type O Negative) do „Angelus (Anima Lucifera)”. W tym też utworze (jak również przy okazji „Anima Lucifera”) pojawiają się teksty w ojczystej mowie, jednak ich rozszyfrowanie nie jest takie proste – maniera wokalna „Nantura” na to nie pozwala. Co prawda w tej materii jest o niebo (tfuuu.. piekło) lepiej niż przy okazji płyty „Wicher” z 1996r. to i tak bez książeczki liryki wydają się być jedną wielką niewiadomą.

Czego zabrakło do pełnego szczęścia? W sumie wszystko jest na właściwym miejscu, ale odczuwam niedosyt względem bardziej wyrazistych motywów, elementów, które zakotwiczyłby w świadomości na dłużej. Nawet po kilkukrotnym przesłuchaniu płyty, nie byłem w stanie przywołać (w myślach) zbyt wielu motywów. Tutaj wyróżnia się w zasadzie tylko instrumentalny fragment z „fortepianowym” motywem w „...And Sin”. Szkoda, że podobnych rozwiązań/smaczków nie zastosowano więcej, bo w ogólnej ocenie nowy album Pomorzan prezentuje się całkiem nieźle. Zabrakło jedynie pierwiastka lepszej przyswajalności, jeżeli tak to można ująć. Czy również dla innych będzie to stanowiło swego rodzaju barierę? To się dopiero okaże, kiedy to każdy zainteresowany z osobna będzie smakował najmłodsze dziecię Sacrilegium.

Wygłodniali fani zespołu prawdopodobnie z radością przyjmą ich premierowy materiał (ortodoksi prawdopodobnie stwierdzą, że zespół skończył się na płycie „Wicher”). Również reszta maniaków ciężkich klimatów o ekstremalnym namaszczeniu powinna zasmakować w diabolicznym „Anima Lucifera”. Płyta w ogólnym rozrachunku trzyma odpowiedni poziom, stąd też warto poświęcić jej czas, o ile oczywiście lubi się granie spod znaku ekstremalnego death/black metalu.

7/10

Marcin Magiera
Komentarze