30.05.2020
RECENZJE
ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - Q » Qaanaaq - 2016 - Escape From The Black Iced Forest
Qaanaaq - 2016 - Escape From The Black Iced Forest

QAANAAQ - Escape From The Black Iced Forest




1. Body Walks
2. Eskimo's Wine Is A Dish Best Served Frozen
3. Untimely At Funerals
4. High Hopes
5. Red Said It Was Green


Rok wydania: 2016
Wydawca: Metal Scrap Records
https://www.facebook.com/qaanaaqmetalband/




Qaanaaq w północno-zachodniej Grenlandii, utożsamiana niegdyś z krańcem świata - Ultima Thule, jest jedną z najdalej położonych na północ miejscowości na świecie, ale to także nazwa włoskiego zespołu z Bergamo, debiutującego albumem „Escape From The Black Iced Forest”. Cóż, mogłoby się wydawać, iż temat skutej lodem północy to w głównej mierze domena black metalowych kapel, tudzież grup pokroju Amon Amarth, hołubiących piękno tradycji i mitologii nordyckich. Tym razem mamy do czynienia z czymś w rodzaju awangardowo-progresywnego doom metalu, podanego w bardzo ładnej oprawie graficznej z dominantą błękitów, utrzymanej w komiksowej estetyce, a do tego zmyślnie opracowane i trudne do rozszyfrowania zarazem logo z nazwą zespołu.

W zasadzie mógłbym napisać, że płyta ta zabiera słuchacza w podróż przez mroki i dzieje surowej krainy, bo doświadczyć tu można opowieści zarówno o apokalipsie z trupami w tle, jak i nawiązujących do Eryka Rudego, przekonującego niegdyś, iż północny ląd jest miejscem idealnym do zasiedlenia. Jednak dla mnie, ta podróż jest nudna.

Aranżacje długie niczym maidenowskie kompozycje, utrzymane w tempach średnich i wolnych, ogólnie nie powalają przesadną wirtuozerią, choć zdarzają się bardzo dobre momenty. Riffy bardzo proste, niekiedy wręcz prymitywne, a brzmienie gitary bywa okropnie plastikowe i irytująco brzęczące. Rozbudowane partie klawiszowe, nadają co prawda smaku utworom, ale często niestety dźwiękami swymi przypominają rzewne melodie z plików midi tudzież gier rodem z archaicznego 8-bitowca i chwilami bardziej przeszkadzają niż urzekają. Chociaż to poniekąd doom metal, to brakuje w tym wszystkim solidnego uderzenia i krzty charyzmy, bo ani to zbyt mocne, ani zadziorne i mimo przejętego growlu wokalisty materiał na debiucie włoskiej ekipy nie przygniata ciężarem, a i emocji w tym raczej mało.

Wszystko to powoduje, że album nie wywiera na mnie jakiegoś szczególnie pozytywnego wrażenia i w ogólnej ocenie wypada nijako. Nawet cover „High Hopes” nie podnosi zbytnio atrakcyjności niniejszego wydawnictwa, choć wykonaniem idealnie pasuje do reszty kompozycji znajdujących się na „Escape From The Black Iced Forest”.

Nie jest to porywający album.

3,5/10

Robert Cisło
Komentarze