28.09.2020
RECENZJE
EXLIBRIS - Shadowrise

THE BLACK NOODLE PROJECT - Code 2.0

KRŮK - Nibykwiaty

SPARKS – A Steady Drip, Drip, Drip

BATUSHKA – Раскол/Raskol

ABEL GANZ - The Life of the Honey Bee and Other Moments of Clarity

STEEL PROPHET - The God Machine

DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - I » ICED EARTH - 2017- Incorruptible
ICED EARTH - 2017- Incorruptible

ICED EARTH - Incorruptible


ICED EARTH - Incorruptible

1. Great Heathen Army
2. Black Flag
3. Raven Wing
4. The Veil
5. Seven Headed Whore
6. The Relic (Part 1)
7. Ghost Dance (Awaken The Ancestors)
8. Brothers
9. Defiance
10. Clear The Way (December 13th, 1862)

Rok wydania: 2017
Wydawca: Century Media
http://icedearth.com/





Ekipa Schaffera nagrała naprawdę solidną płytę, ale w moim odczuciu nieco łagodniejszą i bardziej melodyjną. Co mnie zaskoczyło, bo tendencja wydawała się zgoła odmienna. Już wstępniak zaskakuje wymuskanym brzmieniem, ale za nim idzie najmocniejszy kawałek płyty - więc jest ok. Później znajduje wiele powodów by narzekać na złagodzenie oblicza zespołu (do których nie mogę zaliczyć mojego kolejnego ulubieńca – „Seven headed whore”). Ale tak naprawdę nowa płyta może podobać się zarówno tym, którzy cenili Iced Earth za riffy jaki i melodie. Z rytmu wybija mnie nieco kawałek instrumentalny, który można było skrócić do przerywnika. Tematyka utworów iście heavy metalowa. Demonologia, teksty batalistyczne, kwestia braterstwa tak istotna dla odbiorców, ukłon w stronę rdzennych mieszkańców Ameryki – i nowość w repertuarze zespołu – aczkolwiek woda na młyn heavy metalowców – motyw piracki w „Black Flag”.

W sumie zespół trzyma się formuły czy też elementów sprawdzonych. Nie brakło akustycznej gitary w kawałkach, które do pewnego momentu można było nazwać powerballadami, emocjonalnych refrenów i garści soczystych solówek. Sama forma albumu również jest dobrym powodem do uszczuplenia budżetu. Każdy utwór zdobi osobna ilustracja, a wersję w digipacku wyposażono w plakat. Iced Earth ma u mnie spory kredyt zaufania. Nawet rewolucje w ich szeregach skutkowały albumami, które trafiały w moje gusta. Ten album zamówiłem dwa miesiące przed premierą, jeszcze przed ukazaniem się zwiastunów w postaci e-singli, których zespół wypuścił cztery. Jeśli natomiast ktoś sugeruje się właśnie nimi – i te kawałki go przekonały, powinien być zadowolony z całości. Mimo, że łaknąłbym bardziej szorstkiej produkcji, dla mnie - ogólne wrażenia - więcej niż pozytywne. Ale pana zza konsolety nie chciałbym widzieć w creditsach albumu kolejnego, nie zważając na jego referencje.

8/10

Piotr Spyra
Komentarze