11.07.2020
RECENZJE
DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - I » ICEBERGS - 2017 - Requiem
ICEBERGS - 2017 - Requiem

ICEBERGS - Requiem


ICEBERGS - Requiem

1. The Show Is Over
2. Going Down
3. Queen Of The Mean
4. Blue Whisper
5. What Else
6. It's Not Enough
7. Feather
8. Mr & Mrs Sunshine
9. Sometimes
10. Requiem

Data wydania: 2017
Wydawca: Iceberg Music






Wizerunek góry lodowej, jest w pewnym sensie dobrą nazwą, na określenie muzycznego kształtu debiutanckiej płyty paryskiego kwintetu. Nie chodzi mi o to, że jest to muzyka zimna. Wprost przeciwnie, wyjątkowo gorąca właśnie, ale przecież góry lodowe odłączają się od lądolodu na skutek ocieplenia. W rzeczy samej chodzi o kształt owej materii. Góry lodowe potrafią przybierać różnorakie formy. Z jednej strony mogą być wzniosłe i strome, z drugiej zaś zdecydowanie mniej strzeliste, wręcz łagodne. Na dodatek nie wiadomo, jakie kształty czają się pod wodą, po której dryfują? Muzyka Paryżan również potrafi przybierać wielorakie kształty, mieszając ze sobą elementy rocka, jazzu, soulu, funky, bluesa, rock & rolla, nieco ostrzejszego fusion, a nawet gospel. Wszystko jednak współgra ze sobą, tworząc spójną, muzyczną bryłę. Sami muzycy swój monolit chętnie określają mianem „power soulu”.

Powłoką która sprawia, że nasza muzyczna góra lodowa tak błyszczy, jest bez wątpienia głos belgijsko-francuskiej wokalistki Mathilde Borsoni. Klimat jaki kreuje swoim śpiewem, prowokuje mnie, do przytoczenia przeróżnych analogii: Sam Brown, Diana Krall, Amy Winehouse, Beth Hart... Wokal jasnowłosej Mathildy, otulony jest jazzującymi klawiszami (Lorenzo Liuzzi), przepełnioną funkową aurą sekcją rytmiczną (Georges Dessaux - bas, Arnaud Bichon - perkusja) ) i okraszony, rockową pikanterią gitary (Eliott Stoltz)). Na dodatek, nader często do głosu dochodzą dęciaki. Praktycznie każda kompozycja ma nieco inne zabarwienie.

Pierwszy numer, nosi przewrotnie tytuł „The Show Is Over”, to bardzo energetyczny fragment, prawdziwa fuzja rocka i jazzu , w drugiej połowie klimat zmienia się o 180 stopni , to jakby zupełnie inny klimat, bardziej wzniosły i sentymentalny zarazem, w końcówce energia która zapoczątkowała tą szalona jazdę powraca. „Going Down”, zdecydowanie spokojniejszy, bardziej piosenkowy z soulową otoczką, i specyficznym klimatem, który tworzą tutaj instrumenty dęte, oraz ta niesamowita solówka w końcówce... „Blue Whisper”, to bardzo klimatyczny bluesowo-jazzowy fragment. Można sobie wyobrazić, że jesteśmy w przyciemnionym, zadymionym jazzowym klubie, pełnym aromatu koniaku i kawy. „Co jeszcze”? Dużo wysmakowanego jazzu znajdziemy w „What Else”. Dęciakami naszpikowana jest natomiast kompozycja „It's Not Enough”. Najwięcej funky znalazło się, w bardzo nośnym „Feather”, z obłędnym saksofonem w tle. Najbardziej zanurzony w blues rockowej aurze, jest natomiast, jeden z moich subiektywnych faworytów - „Sometimes”. Wiadomo - najbardziej rozbudowany strukturalnie.. Album wieńczy monumentalne, tytułowe „Requiem”, z partiami chóru (Ensemble Claudio Monteverdi Di Venezia” pod dyrekcją Massimo Piani).

Na tej płycie każdy numer przynosi więc nieco inny rodzaj emocji. Dużo tutaj subtelnego klimatu, który idzie jednak w parze z iskrzącą energią. Stare przysłowie wszak mówi: „kobieta zmienną jest”. Muzyka Icebergs, przejawia właśnie taki...kobiecy dualizm.
Chciało by się powiedzieć, płyń góro lodowa płyń... i tylko nam nie topniej!

7,5/10

Marek Toma

Komentarze