03.07.2020
RECENZJE
ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - Q » QUO VADIS - 2017 - Born to Die (II wydanie)
QUO VADIS - 2017 - Born to Die (II wydanie)

QUO VADIS – Born to Die (II wydanie)


QUO VADIS – Born to Die (II wydanie)

01. Orient Express
02. Abel i Kain
03. Wino i sól
04. Born to Die
05. Hiroshima
06. Motörhead
07. Quo Vadis II
08. Bóg postanowił odejść…
09. Beauty of the Lake
10. Dwugłowy orzeł
11. Rzeźnik 2016

Rok wydania: 2017
Wydawca: Jimmy Jazz Records
http://www.quovadis.metal.pl/





QUO VADIS to nazwa, która każdemu szanującemu się (mniej lub bardziej) sympatykowi polskiego metalu nie powinna być obca. Szczecińska formacja przez lata dorobiła się statusu legendy rodzimego thrashu i choć w swojej karierze miała momenty te lepsze jak i gorsze, wciąż ma wiele do zaoferowania, o czym najlepiej świadczyć może ich dziewiąty album.

Wydany w 2016 „Born to Die” niefortunnie uszedł mojej uwadze, ale jak to mawiają, poniektórzy „co się odwlecze, to nie uciecze”. Tak też wznowienie tegoż tytułu wpadło w moje łapska, o co niespodziankowo zadbała wytwórnia Jimmy Jazz Records! Skąd jednak pomysł na kolejne wydanie tej samej płyty i to w przeciągu tak krótkiego okresu czasu? Otóż najpierw album ukazał się bez wsparcia jakiegokolwiek wydawcy - zespół zrobił to własnym sumptem. Z jego dostępnością było różnie i pewnie stąd decyzja ponownego wydania, ale już za pośrednictwem wytwórni, ot cały szkopuł. Fanów zespołu powinien ucieszyć fakt, że nowa edycja zawiera dodatkowy kawałek! I choć „Rzeźnik 2016” nie jest premierową kompozycją, a tzw. klasykiem z przeszłości, to jego odnowiona wersja robi dobre wrażenie. Skupmy się jednak na rzeczy najważniejszej, czyli tym, co nowe.

Ku mojemu zaskoczeniu - po pierwszym uruchomieniu byłem tęgo zaintrygowany (w pozytywnym sensie) - moje uszy dostały porządnego kopniaka. Nie dość, że utwory kąsają metalowym jadem, brzmią soczyście i kalorycznie, to jeszcze (lirycznie) poruszają tematy egzystencjalnie aktualne. To stanowi wielki atut „Born to Die” i powiem więcej - rezygnacja z anglojęzycznych tekstów byłaby w tym przypadku lepszym posunięciem. O sile wyrazu tego wydawnictwa decyduje właśnie wymowna i mocna siła przekazu, która przy użyciu języka polskiego dostaje dodatkowego kopa! Czuć w tym naturalną siłę, przekonanie, że krzyczano - śpiewane frazy nie są tylko i wyłącznie przypadkowym zlepkiem słów z serii pt. „byle coś było”. Z drugiej strony nie są to poetyckie wywody tylko mocna treść, która w połączeniu z treściwą muzyką ma w sobie odpowiednią siłę! Uzupełnienie wyrazistego przykazu stanowi wymowna okładka, pasująca nie tylko do samego tytułu płyty, ale również do tematycznej zawartości wydawnictwa. Pod tym względem zadbano o ogólną spójność z zachowaniem klimatycznej ciągłości.

Natomiast muzyka sama w sobie - mimo instrumentalnego zaawansowania, technicznego obycia i dźwiękowego zaognienia, obfituje w wyrazisto - przejrzyste formy o pokaźnej sile rażenia. Zespół wprawnie łączy elementy klasycznego thrashu/heavy z nowoczesnością (szczególnie produkcyjną) oraz ciężarem pozwalając sobie również na śmiałe wtrącenia ekstremy spod znaku death metalu, co słychać już przy okazji otwierającego „Orient Expressu” rozpoczynającego się orkiestracją - intro. Panowie zdecydowanie preferują mocniejsze brzmienia poparte intensywnie aktywną muzyką. Sprzyja temu dudniąca i drapieżna praca sekcji rytmicznej, bezceremonialnie napędzająca dobrze naoliwioną maszynę. Wtórują temu żarliwie aktywne gitary, które gęsto eksponują kolejne pomysły, ale bez zbędnej (w tym przypadku) awangardy. Tutaj chodzi przede wszystkim o odpowiedni cios i to sprawdza się w tym przypadku wręcz idealnie. Uzupełnieniem dźwiękowych szaleństw jest agresywny wokal Tomasza Skuzy - jego partie mimo agresji nie są pozbawione melodyjności. To przekłada się na obecność motywów (nie tylko refrenów, ale także zwrotek), potrafiących na dłużej zakotwiczyć w świadomości słuchacza. Pojawiają się też miłe niespodzianki jak choćby wpadający w ucho, specyficzny motyw wokalny w trakcie „Abel i Kain”, silnie przywołujący na myśl manierę Romana Kostrzewskiego, czy też zwracające na siebie uwagę chórki wokalne jak choćby ten lekko orientalny w refrenie do „Wino i Sól” oraz anglojęzyczny podczas zwolnienia „Motörhead”. Nie brakuje także fachowych solówek gitarowych, których forma i styl potwierdzają techniczne zaawansowanie. Pod względem umiejętności panowie nie pozostawiają złudzeń - QUO VADIS to zespół doświadczonych muzyków. Dzięki temu kompozycje obfitują w ciekawe rozwiązania instrumentalne nierzadko o progmetalowym zacięciu, które doskonale uzupełniają nabrzmiałe struktury utworów. Co tu dużo mówić, jest czego posłuchać, a co najważniejsze, cieszy fakt, że zespół z takim stażem wciąż ma w sobie tyle żaru i werwy!

Dlatego skoro lubicie krajowe produkty spod znaku thrash metalu (w sumie nie ma tego tak wiele), sentymentem darzycie takie grupy jak KAT, TURBO, DRAGON, a nawet VADER itd. z wysokim prawdopodobieństwem przypadnie wam do gustu „Born to Die”. QUO VADIS nie wyjałowieli i choć brzmią nowocześniej (takie czasy) nie można im odmówić metalowego ognia - jest moc!

8,5/10

Marcin Magiera


Komentarze