11.07.2020
RECENZJE
DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - I » ICED EARTH - 1995 - Burnt Offerings
ICED EARTH - 1995 - Burnt Offerings

ICED EARTH - Burnt Offerings


ICED EARTH - Burnt Offerings

1. Burnt Offerings 07:22
2. Last December 03:24
3. Diary 06:03
4. Brainwashed 05:23
5. Burning Oasis 06:00
6. Creator Failure 06:03
7. The Pierced Spirit 01:54
8. Dante's Inferno 16:30

Rok wydania: 1995
Wydawca: Century Media
http://icedearth.com





"Burnt Offerings" nie jest ani najlepszym albumem ICED EARTH, ani pierwszym który trafił w moje ręce. Mam natomiast do niego sentyment, ponieważ jest unikalnie ciężki. Z biegiem czasu odniosłem wrażenie, że część konceptu "Plagues of Babylon" zbliżyła się mniejszą zawartością melodii a i ciężarem do tej płyty, jednakże tylko częściowo, więc zostawmy to jako ciekawostkę.
Na płycie z 1995 roku po raz pierwszy pojawił się wyśmienity Matt Barlow z niskim, głębokim głosem. Poprzedni wokaliści, pozostali zatem epizodami, bowiem Barlow nie dość że zagościł w zespole na lata, to później zaliczył udany comeback. Ale to również dygresja.

Zespół ICED EARTH z płyty na płytę poprawial jakość produkcyjną, ale i utwory stawały się coraz bardziej ambitne. I na poprzednich albumach nie brakowało rozbudowanych i zmiennych kompozycji, jednakże to co pojawiło się na opatrzonym wizerunkiem zasępionego diabła, albumie przyniosło zdecydowany jakościowy skok. "Burnt Offerings" śmierdzi zresztą siarką na kilometr. Na pewno na odbiór ciężaru wpływ ma że utwory są raczej wolniejsze (choć to też wrażenie, bo zrywów i galopad nie brakuje).
Utwór tytułowy jest do dziś jednym z moich ulubionych kawałków ekipy Jona Schaffera, a takie kawałki jak "Last December" czy epickie "Dante's Inferno" na lata zagościły w żelaznej setliście i stały się już klasykami.

Obiektywnie rzecz biorąc to dopiero kolejne albumy zdefiniowały styl zespołu, a trasy promujące dwie kolejne płyty zdobyły grupie rzesze fanów poza granicami ojczyzny. Ale "Burnt Offerings" wyrwany z dyskografii do dziś najbardziej zaskakuje - i to w pozytywnym tego slowa znaczeniu.

Zespół nie ma praw do wznowień swoich pierwszych płyt, Century Media obecnie pod skrzydłami SONY, bodaj nie zgodziło się ich odsprzedać. Stąd decyzja że ICED EARTH nagra je niebawem od nowa. Ten materiał w części już przeżył takie zabiegi za sprawą składanki "Days of purgatory" wierzę więc, że i tym razem ekipa albumu nie przekombinuje. Czego sobie i wam życzę, bo byłoby szkoda odrzeć go z "siary" i otrzeć z piekielnego pyłu.

Piotr Spyra
Komentarze