13.08.2020
RECENZJE
BATUSHKA – Раскол/Raskol

ABEL GANZ - The Life of the Honey Bee and Other Moments of Clarity

STEEL PROPHET - The God Machine

DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - S » SACRILEGIUM - 2015 - Sleeptime
SACRILEGIUM - 2015 - Sleeptime

SACRILEGIUM - Sleeptime


SACRILEGIUM - Sleeptime

CD 1 - "Sleeptime"
1.Dawn
2.Empty Side of Soul
3.Unholy Dream
4.Silence
5.Darkness...
6.Twilight







CD 2 - "Rarities"
REH Tape 1993
1.Unholy Dream
2.Empty Side of Soul
3.Pazuzu*
4.Empire of Evil*
LIVE 1993
5.Unholy Dream
6.Empire of Evil*
7.Empty Side of Soul
8.Silence
9.In League with Satan (Venom cover)
* never before released

Rok wydania: 2015
Wydawca: Witching Hour Productions
https://pl-pl.facebook.com/SacrilegiumOfficial/





Wielu osobom nazwa Sacrilegium zapewne obca nie jest. Tym, którzy jednak jej nie kojarzą nadmienię, iż chodzi o przedstawiciela rodzimej black metalowej sceny, którego początki kariery sięgają wczesnych lat 90-tych. W roku 1994 zespół zadebiutował wydawnictwem „Sleeptime”, pierwotnie wydanym przez Pagan Records oraz amerykańską wytwórnię Wild Rags Rec. 21 lat później, dzięki Witching Hour, ukazała się reedycja tegoż dema w formie okazałego dwupłytowego digipacku.

Na ogół, po tego typu muzyce, spodziewać się można okładki równie zadziornej i kontrowersyjnej – zwiastującej z czym potencjalny odbiorca będzie miał do czynienia decydując się konsumpcję danego „dzieła”. W tym przypadku, na pierwszy kontakt wystawiony został ciekawy i minimalistyczny „Hypnoz”, obraz zupełnie odmienny od pierwotnie zdobiącego oryginalne wydanie . Owszem, zwraca uwagę, lecz na tle reszty oprawy graficznej płyty i muzyki na niej zawartej, wypada nad wyraz łagodnie. Nieobeznanego z tematem słuchacza może to wprowadzać nieco w błąd, gdyż w moim odczuciu subtelność okładki nie koresponduje z brutalną treścią „Sleeptime”, zarówno wizualną (bogatą w zdjęcia), jak i dźwiękową.

Wracając do dania głównego - pierwszą jego część stanowi wspomniane wcześniej demo. Ponad trzydziestominutowy, encyklopedyczny przykład starego, surowego, ordynarnego black metalu. Na przekór tytułowi, bardzo daleko mu do onirycznych klimatów i urzekających melodii przepełnionych słodkimi chwilami ukojenia. Brudny i zły, a przy tym pełen diabolicznego uroku, który być może nie wszystkim przypadnie do gustu, ale tego naprawdę dobrze się słucha. W ten ponury świat dźwięków wprowadza słuchacza instrumentalny „Dawn” o dość niewyszukanej aranżacji i ewidentnie plemiennym wydźwięku. Całość zaś zamyka „Twilight” utrzymany w tym samym klimacie. Natomiast pomiędzy świtem a zmierzchem następuje prawdziwie dzika kanonada, całkiem udanych utworów. W nich zaś, znamienny dla gatunku, jazgotliwy wokal, co rusz, z dziką lubością wypluwa kolejne wersy herezji i bluźnierstw.

Przyznam szczerze, że nie słuchałem oryginalnego pierwszego wydania, ale podstawowa część reedycji pomimo upływu lat, brzmi dość dobrze, choć w tym przypadku oznacza to: podle, brudno i na tyle nieprzyjemnie, na ile wymaga tego konwencja gatunku. Nie wiem ile w tym ingerencji nowoczesnej techniki i realizatorskich sztuczek, ale z pewnością przy pierwszym odsłuchu brzmienie pozytywnie zaskakuje, zwłaszcza gdy z tyłu głowy jarzy się ostrzegawczy napis „black metalowe demo sprzed prawie ćwierć wieku”.

Część druga „Sleeptime”, czyli całkiem spory bonus, stanowią nagrania (w tym nigdzie nie publikowane) z próby oraz koncertu z 1993 roku. Nie lada to gratka, lecz raczej dla koneserów, niż przypadkowego odbiorcy, gdyż jakość dźwięku nie jest najlepsza, ale nie wolno zapominać o okolicznościach zarejestrowania tego materiału. Niemniej jednak zawartość godna jest uwagi i cieszy niezmiernie fakt jej umieszczenia na albumie.

Obecnie rodzime ciężkie granie całkiem zasłużenie przeżywa chwile triumfu i staje się na tyle znane, że powstają twory chcące uszczknąć tego sukcesu nieco dla siebie, czego przykładem jest chociażby Groza „Unified in Void”. Chwytliwa polska nazwa, muzyka jakby Mgły, a zespół niemiecki. Tym bardziej taka sentymentalna wycieczka w przeszłość jak „Sleeptime” jest pożądana. Warto zerknąć nie tylko na to co nowe i świeże, ale również, na dokonania zespołów sprzed wielu lat, które w mniejszym lub większym stopniu uległy zapomnieniu.

Robert Cisło
Komentarze