26.05.2020
RECENZJE
RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1

NIGHTWISH - Hvman :||: Natvre

ADES NUMEN - War

INSIDE AGAIN - Nightmode


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - Q » QUANTUM FANTAY - 2019 - Yemaya Orishha
QUANTUM FANTAY - 2019 - Yemaya Orishha

QUANTUM FANTAY - Yemaya Orishha


QUANTUM FANTAY - Yemaya Orishha

1. Yemaya Orisha (Veautifull Mocean Pt1) (12:51)
2. Mami Wata (Veautifull Mocean Pt2) (9:56)
3. Riddles of the Sphinx (7:20)
4. Gemini Flower (8:03)
5. Serra da Estrela (7:12)

Rok wydania:2019
Wydawca: Progressive Promotion Records
https://www.facebook.com/QuantumFantay/
https://www.progressive-promotion.de/





Kolejna płyta Quantum Fantay, wydana pod skrzydłami Progressive Promotion Records, nie zbacza z obranego przez zespół muzycznego kierunku. Belgowie nadal eksplorują muzyczne rejony, które odkrył wcześniej, legendarny już, brytyjski Ozric Tentacles. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że Quantum Fantay, jest obecnie bardziej „ozricowy” od oryginału. Nawet sama okładka, swoją barwą, raz nagromadzeniem szeroko pojętych motywów przyrody, przypomina nam obrazy zdobiące płyty Ozric Tentacles. Postawmy przykładowo płytę „Yemaya Orishha”, obok „The Yumyum Tree”. Obie okładki ociekają zielenią, na obydwóch są motywy drzewa. Z tą tylko różnicą, że na ozricowym drzewie siedzi zabawny ludek, a obok drzewa Quantum Fantay, przemierza tajemnicza kobieca postać.

Wracając do sedna sprawy. Muzyka na „Yemaya Orisha”, również ocieka bujnymi niczym przyroda klawiszowymi plamami, pełnymi charakterystycznych plumkań, bulgotów, pogłosów, z dojrzałym, gitarowym kwiatostanem i delikatnym jak krople rosy brzmieniem fletu. Nagromadzenie takich muzycznych środków jest tak intensywne, jak przyroda w Puszczy Amazońskiej. Nasze ucho musi się mozolnie przedrzeć przez ten muzyczny gąszcz, ale sam kontakt z naturą owej muzyki , chociaż wymaga pewnego trudu, potrafi sprawić wiele przyjemności. Jeszcze raz nawiązując do okładki, na której widnieje kobieca postać. Na płycie słychać natomiast, w formie melorecytacji, żeńskie wokalizy (Maera, w kompozycji „Mami Wata” i Rafaela, w „Serra da Estrela”), które jeszcze bardziej ubogacają całość.

Warto zatopić się więc w ten charakterystyczny dźwiękowy świat, chociaż muzyka, z płyty na płytę niewiele się zmienia. Jest jak muzyczny atlas przyrody, pokazując różne gatunki, różne barwy i odcienie wybranej, muzycznej roślinności.

8/10

Marek Toma
Komentarze