26.05.2020
RECENZJE
FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride

TRANQUILLIZER 247 - Dziesięć

FIREWIND - Firewind

PARADISE LOST - Obsidian

FORCE OF PROGRESS - A Secret Place

KOMETY - Alfa Centauri

RESTLESS - Miasto Grzechu

THE BOOMTOWN RATS - Citizens Of Boomtown

KRZYSZTOF CUGOWSKI – 50/70

AUTOMB - Chaosophy

MUZOZOIC - Jazock?

NAKED ROOT - The Maze

CARNAL FORGE - Gun To Mouth Salvation

IKONODRAMA - Etched in the Spirit

THE MURDER CAPITALS - When I Have Fears

ABYSAL (THE ADAM JURCZYŃSKI PROJECT) - Return To The Live

DEPECHE MODE - Ultra

DELFINIA - Deep Elevation

ŁYDKA GRUBASA - Socjalibacja

IN2ELEMENTS - Cycles

JOHNOSSI - Torch//Flame

SILVERBONES - Wild Waves

THE STROKES - The New Abnormal

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1

NIGHTWISH - Hvman :||: Natvre

ADES NUMEN - War

INSIDE AGAIN - Nightmode

JENNER - The Test of Time


Nawigacja
Artykuły » Artykuły/Felietony » Redakcyjne podsumowanie roku 2019 cz. II
Redakcyjne podsumowanie roku 2019 cz. II
podsumowanie


Redakcyjne podsumowanie roku 2019 cz. II



Jak widziała rok 2019 redakcja ROCK AREA? Cześć druga podsumowania poniżej.


Witold Żogała





ŚWIAT:

FONTAINES D.C. – Dogrel
Scena punkowa ostatnimi czasy otrzymała ogromny zastrzyk nowych zbuntowanych dusz. Idles i Shame to gwiazdy roku 2018, zaś w ubiegłym mocnym akcentem w postaci debiutanckiej płyty Dogrel zameldowała się irlandzka ekipa z Fontaines D.C. Kontestatorzy znowu mają głos, gromki i donośny.

SHARON VAN ETTEN – Remind Me Tommorow
Zmienił się wizerunek Sharon, zmieniła się jej muzyka. Obecnie ze zdjęć patrzy na oglądającego dojrzała kobieta, a jej piosenki osiągnęły znacznie wyższy poziom. Więcej elektroniki nie zepsuły stylu artystki, za to pomogły stworzyć momentami mroczny, momentami melancholijny klimat. Adekwatny do bardzo osobistych tekstów nasiąkniętych smutkiem.

THE CLAYPOOL LENNON DELLIRIUM - South Of Reality
Les Claypool i Sean Lennon stworzyli płytę datowaną na lata sześćdziesiąte. Owszem można by się przyczepić że nie jest to wcale pomysł oryginalny ale jednak spośród wielu takich prób akurat ten duet wypada bardzo wiarygodnie. Claypool dał ich muzyce odrobinę wrodzonego szaleństwa, Lennon wniósł pierwiastek rodzinnej przeszłości, synergią wspólnych działań jest wyjątkowy album.

RIVAL SONS – Feral Roots
Nie trzeba się ślepo wzorować na konkretnych brzmieniach z lat przeszłych by stworzyć stylowy album wypełniony hard rockową energią jaką można spotkać na albumach sprzed kilku dekad. Świetna, dynamiczna jazda z kilkoma perełkami a Shooting Stars łapie za serducho jak żaden inny,

THE TWILIGHT SAD - It Won/t Like This All The Time
Szkoci od lat robią swoje. Utknęli na dobre w zimno falowych brzmieniach i bardzo dobrze! Może nie ma tutaj piosenki z potencjałem na przebój ale całość brzmi solidnie jak zwykle.

POLSKA

THE PAU – Raj
Strzeżcie się konformiści! Pojawiła się buntowniczka, która bezkompromisowo rozlicza bezmyślne życie homo consummatio. Paulinie Dudek wystarczyła gitara i punkowa natura by stworzyć niezwykle niepokorny i interesujący zestaw piosenek. Przywraca wiarę, że rock’n’roll nie jest staruszkiem ze sztucznym zgryzem w szklance. Przypomina o tym, dlaczego niegdyś buntownicy łapali za instrumenty by wyrazić swój sprzeciw. Korzysta z tego całkiem świadomie i perfekcyjnie.

WOJCIECH CIURAJ – Iskry w popiele
Wojciech Ciuraj jest muzykiem, który przybył do nas z innej epoki. Jego koncepcja tworzenia wydaje się być znacznie wyidealizowana, ale właśnie takie podejście stanowi o jego wyjątkowości. Motyw Mickiewicza z debiutu okazał się być lekką przebieżką, bo na drugiej płycie spróbował opisać przebieg I Powstania Śląskiego i zrobił to wyśmienicie. Po prostu historyczna rzecz.

TRUPA TRUPA – Off the Sun
Eksportowy zespół z trójmiasta cały czas trzyma poziom. Umiejętność korzystania z psychodelii lat 60-tych by tworzyć piosenki we własnym unikatowym stylu opanowali do perfekcji już kilka płyt temu. Tym razem mniej eksperymentowali , a raczej zadbali o melodykę i śpiewność i w efekcie stworzyli bardziej od poprzednika przystępny a zarazem całkiem intrygujący album.

COCHISE – Exit: A Good Day To Die

Tym razem Cochise dopracował płytę w najdrobniejszych szczegółach i w efekcie otrzymaliśmy zbiór przebogatych aranżacyjnie piosenek. Ależ wielką frajdę sprawia delektowanie się poszczególnymi detalami kolejnych utworów. Oczywiście teksty nie mogą nam mknąć bo Małaszyński zawsze śpiewa o rzeczach istotnych. Słowa razem z muzyką tworzą niemal doskonałą całość.

VOO VOO – Za niebawem

Co tu dużo mówić, Wojciech Waglewski to klasa sama w sobie. Nie musi się zastanawiać czym zaskoczyć słuchacza na kolejnej płycie. Wystarczy, że weźmie gitarę do ręki i zamruczy swoim charakterystycznym głosem i wszystko układa się po swojemu. Z biegiem lat jego natura buntownika wcale nie pokornieje i w „Za niebawem” znowu daje o sobie znać, jak zwykle z elegancją wysokich sfer.


Patryk Pawelec





ŚWIAT:

L7 - Scatter the Rats
Od lat darzę te Panie miłością platoniczną. Może ich nowa płyta nie jest mistrzostwem świata, ale na nią czekałem najbardziej i sprawiła mi największą przyjemność.

RAMMSTEIN - Rammstein
Kolejna długo wyczekiwana przeze mnie premiera. Trudno deliberować, który album Rammstein jest najlepszy, bo każdy jest inny, ale ten już teraz jest w czołówce, a pewnie już niedługo "Aüslander" stanie się szlagrem na miarę "Ameriki".

SACRED REICH - Awakening
Słuchając tej płyty odniosłem wrażenie, że pod względem brzmienia brzmi hmmm... "starzej" niż dawne dokonania zespołu. Ale potem zrozumiałem, że pewnie tak właśnie musiało być. Pierwszy od ponad 20 lat studyjny album Sacred Reich niewątpliwie trzyma poziom i tętni oldschoolem.

AIRBOURNE - Boneshaker
Tego nie trzeba tłumaczyć. Jak AC/DC w końcu definitywnie odwiesi gitary na kołek, pozostawi po sobie godnych następców, w dodatku swoich krajan.

LINDEMANN - F&M

Dwie genialne płyty jednego roku wydane przez tego samego artystę to rzadkość w dzisiejszych czasach. Długą drogę ze wschodnioniemieckiego wówczas Schwerin przebył młody, krzepki perkusista zespołu First Arsch na front rockowych salonów. Czapki z głów przed Tillem Lindemannem.

POLSKA:

WARBELL - Plague
Ta płyta powaliła mnie absolutnie. Większość młodych zespołów grzebie przy nagraniach latami w komfortowych warunkach i nie wychodzi z tego nic interesującego. Warbell jest inny. Warbell jest genialny. Jak już wspominałem w recenzji droga do powstania tego wydawnictwa była wyboista, usłana roszadami personalnymi i przymusowymi przerwami w nagraniach. 95% kapel będących na tym samym szczeblu kariery co ekipa z Jeleniej Góry zniechęciło by się i puściło nierzadko dobre kompozycje w niepamięć. Członkowie Wojennego Dzwonu sumiennie doprowadzili wszystko do końca, wypracowali profesjonalne brzmienie, zadbali o jakość wydania i promocję. No i Karolina. Oddech tej rudowłosej piękności, towarzyszący jej wszechpotężnemu ryknięciu z odmętów przepony już niedługo wywoła dreszcze na plecach Alissy White-Gluz i Tatiany Shmaylyuk.

KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI - Popiór
Nazwa Kat przez szereg ostatnich lat ze statusu rodzimej legendy zeszła do rangi obiektu kpin przechodzących przez pryzmat konfliktu na linii Piotr Luczyk-Roman Kostrzewski. Ten pierwszy woli kombinować i udowadniać na siłę swoje znaczenie dla sceny, drugi zaś robi swoje i wychodzi mu to świetnie. Wraz z Jackiem Hiro stworzył dzieło na miarę "Bastarda" czy "Róż miłości".

PIDŻAMA PORNO - Sprzedawca jutra
Grabaż, kolejny weteran rodzimej sceny rockowej swobodnie podążający własnymi ścieżkami. W starym-nowym składzie wysmarował genialny longplay.

DAS MOON - RMX Live
Tak jak Alissa i Tatiana wkrótce poczują na barkach tchnięcie Karoliny z Warbell, tak Skye Edwards i Ellie Goulding wkrótce oddczują obecność Kamili z Das Moon. Album koncertowy co prawda nie oddaje w pełni jej geniuszu, ale jest niezłą zachętą do zobaczenia grupy na żywo i doświadczenia na własne oczy i uszy magii, którą podczas swoich występów serwuje Kamila wraz ze swoimi nie mniej utalentowanymi kolegami.

LEASH EYE - Blues, Brawls & Beverages
Nowy skład, nowy głos, odświeżony styl. Mimo tych niuansów tą płytą Leash Eye ugruntował swoją pozycję na naszym podwórku, wypracowywaną latami z Sebastianem Pańczykiem w składzie. Znany ze Steel Habit Łukasz Podgórski bez problemu doskoczył do wysoko zawieszonej przez poprzednika poprzeczki, zaś instrumentaliści po raz kolejny zaserwowali nam dawkę solidnego, męskiego metalu. Mam nadzieję, że na kolejny krążek nie trzeba będzie czekać kolejnych 6 lat.

Mariusz Fabin





ŚWIAT:

THE CRANBERRIES - In The End
Niebawem minął dwa lata, odkąd nie ma już Dolores i jej charakterystycznego głosu. Na szczęście jednak niedługo przed śmiercią udało jej się zarejestrować wersje demo do nowego krążka. Pozostali muzycy długo zastanawiali się nad ukończeniem pracy przy albumie. Opłaciło się. „In the end” to przepiękna, momentami melancholijna, ale i bardzo przeszywająca płyta. Co prawda zdarzają się małe fragmenty, gdzie utwory zdają się być niedopracowane. Tak jakby czekały na ostateczny szlif, mimo to nie zaburzają one w odbiorze całości. Kompozycje, które warto wyróżnić to przede wszystkim „All Over Now” z tekstem, który powoduje ciarki na plecach. Poza nią jest jeszcze jedna perła. To „Catch Me If You Can”. Znajdziemy tam cudnej urody pianinko o jeszcze piękniejszą grę smyczków. Ten album zdaje się być podziękowanie za te lata na scenie. Niestety już nie do zobaczenia, no, chyba, że z DVD lub usłyszenia z płyt.

RACHID TAHA - Je Suis Africain
Tak się jakoś złożyło, że w moim subiektywnym podsumowaniu roku 2019 pierwsze lokaty zajęli Artyści, których już nie ma. I tym razem płyta muzyka, który odszedł przedwcześnie w roku 2018. Natomiast Jego ostatni krążek ujrzał światło dzienne w roku 2019. Rachid Taha był Algierczykiem, który przeniósł się do Francji. Był to muzyk , który doskonale łączył klimat muzyki arabskiej z klimatami europejskimi takimi jak rock, czasem muzykę klubową. Nigdy jednak nie traciło to ducha muzyki z czarnego lądu. Tak jest również na jego ostatnim albumie – „Je Suis Africain”. W przeciwieństwie do The Cranberries jest to album bardzo lekki, radosny i przesiąknięty wręcz jasnymi barwami. Przykładem może być chociażby tytułowa kompozycja, która spokojnie mogłaby być hymnem mistrzostw narodów Afryki w piłce nożnej lub chociażby hitem karnawału. Innym przykładem na jasny koloryt albumu może być chociażby „Insomnia” ,”Wahdi” które śpiewane jest w duecie z młodą piosenkarką Flèche Love. I tylko żal, że i tym razem nie będzie dane usłyszeć owego materiału na żywo.

THE HU - Gereg
Nie mogło być inaczej. Mongolscy jeźdźcy zdobywają kolejne kluby, festiwale, stany w Ameryce. Znaczna większość tras koncertowych jest wyprzedana. Co jak na nowicjuszy z debiutanckim albumem w dłoni jest nie lada wyczynem. Co sprawia,że albumem „Gereg” zawojował świat? Oryginalność. Jeszcze się nie zdarzyło by na metalowych salonach można było usłyszeć język mongolski, a muzycy dzierżyli w dłoniach egzotyczne-niemetalowe instrumenty. Co warto wyróżnić z debiutanckiego albumu? Przede wszystkim „Wolf Totem”. Kompozycja doczekała się już wersji anglojęzycznej, gdzie gościnnie śpiewa wokalista Papa Roach – Jacoby Shaddix. Inną wyróżniającą się kompozycją jest „The Great Chinggis Khaan”. Tam usłyszymy charakterystyczny mongolski zaśpiew. Co ciekawe album „Gereg” nie posiada słabszych momentów, stąd trudno o wybór jednej kompozycji, dlatego warto przesłuchać cały album.

PETR ŠTĔPÁN & BRATRSTVO LUNY - Luna Nad Iglau
Lidera czeskiej grupy XIII. Století – Petra Štěpána zna chyba każdy, kto słuchał audycje Tomasza Beksińskiego lub choć trochę interesuje się rockiem gotyckim lub muzyką czeską. Trzynastka ma następców. Jest to Bratrstvo Luny, które z powodzeniem reprezentuje nurt gotycki u naszych południowych sąsiadów. Nie przypadkiem jest,że trzynastolecie Bratrsva zespół postanowił uczcić płyta specjalną. Oto bowiem najlepsze kompozycje zostały nagrane na nowo. Tym razem jednak za wokale odpowiedzialny jest Petr. I trzeba przyznać, że zrobił to fenomenalnie. W wielu miejscach dał nowego ducha, dzięki czemu słucha się tego wybornie. Przykładem może być tu „Fantasmagorie”, „Nomen rosae”. Na płycie nie zabrakło także hołdu dla pierwszej kapeli braci z Jihlavy- punkowej legendy H.N.F. Co ciekawe w nowej aranżacji brzmi o wiele lepiej niż ta, którą można usłyszeć na przegrywanych pirackich kasetach magnetofonowych.

RAMMSTEIN - Rammstein
Długo się zastanawiałem czy w rankingu zamieścić „Zapałczany” album Rammstein czy solową płytę Tilla. Uznałem jednak, że pomimo iż obie płyty są bardzo dobre to jednak R+ ukazał się wcześniej dzięki czemu było więcej czasu na osłuchanie się z materiałem. Jak na każdej płycie Rammstein nie mogło zabraknąć ostrych tekstów, ciężkich riffów i kolejnego przekraczania granic dobrego smaku. Taki jest Rammstein. Jednak coś co jest nowe można usłyszeć chociażby w „Puppe”. Ależ tam Till szaleje jak opętany. Interesujące są gitary w „Deuchland” czy dający do wielu interpretacji „Ausländer”. Rammstein to również niesamowite widowisko i z tego co można zaobserwować nowe utwory doskonale sobie radzą z miotaczami ognia czy płonnym wózkiem dziecięcym.
Komentarze