14.12.2019
RECENZJE
DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype

MOTHER OF MILLIONS - Artifacts

TRIBULATION - Down Below

EUROPE - Europe

JAN METUS - Time Will Dissolve Our Shadows

JAN AKKERMAN - Close Beauty

REMEMBRANCE - Fall, Obsidian Night

PETR STEPAN & BRATRSTVO LUNY - Luna nad Iglau

DESTRUCTION - Born to Perish

GALLILEOUS - Moonsooon

ISSUN - Dark Green Glow

THE PAU - Raj

THE HOLEUM - Sublime Emptiness

RONNIE WOOD WITH HIS WILD FIVE - Mad Lad: A Live Tribute to Chuck Berry

BLACK STONE CHERRY - Black To Blues 2

RHAPSODY - Dawn of Victory

FLESHWORLD - The Essence Has Changed But The Detail Remains

YOGI LANG - A Way Out Of Here

MYSTHICON - Into the Dark (EP.)

ALHENA - Breaking the Silence...by Scream

ADAM JURCZYŃSKI - Beyond the Horizon

JOE BONAMASSA - Live At the Sydney Opera House

GHOST - Infestissumam


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - P » Palm Desert - 2009 - Dawn Of The Burning Sun
Palm Desert - 2009 - Dawn Of The Burning Sun

1. Fallen Star Awakening (2:23)
2. 10 000 Miles Away (4:19)
3. Imagine Eyes (4:12)
4. Wakatan (8:52)
5. Dawn Of The Burning Sun (4:05)
6. Highway Runaway (3:10)
7. If Only You Need A... (4:24)
8. Ubermensch (6:19)
9. Fucking Everything (5:00)
10. Endless Storm (1:53)

Rok Wydania: 2009
Wydawca: Bat Scull Fuck Dick Records




Pierwsze na co zwracamy uwagę w przypadku płyty Palm Desert, to przybrudzone brzmienie. Nawet wokale są nieco zbyt schowane pod ścianą gitar. Ma to jednak swój urok. Całość osadzona jest w klimacie southern rocka. W brzmieniu mankamentem są natomiast blachy. Te niestety sprawiają wrażenie kiepsko skompresowanej mptrójki.
Pochwalić natomiast należy zespół zarówno za ciężkie, przyjemne dla ucha riffowanie, nisko zestrojone gitary, jak i za wokalizy, które kojarzą się jednoznacznie z graniem amerykańskim... (cóż sama nazwa zespołu obliguje do przyjęcia pewnej konwencji czy wizerunku), nie bez wpływu na postrzeganie i pewne zaszufladkowanie albumu pozostają indiańskie zaśpiewy w kawałku ósmym. Wokalnie jest nawet bardzo dobrze. Mimo, że Wojtek Galuszka, nie dysponuje jakąś oszałamiającą skalą (lub jej nie prezentuje) nadrabia charyzmą. Przyznać, trzeba że w bardziej emocjonalnych fragmentach prezentuje ciekawą chrypę. Mniej za to podobają mi się fragmenty, gdzie wokalista manierą zbliża się do śpiewaków grungowych.
Pod koniec płyty zaskakuje, że zespół zdecydował się na umieszczenie utworu w języku polskim – przyznam, że w nim urok nieco pryska.
Same kompozycje na krążku również można pochwalić. Są ciekawe melodie, fajne riffy a nawet zmiany temp. Mnie najbardziej do gustu przypadły sprawiające wrażenie bardziej przemyślanych zwolnienia typowe dla post rocka... Fanów progresywnego grania skusić do sięgnięcia po krążek mogą solówki bazujące na dysonansach (w utworze siódmym), które wydają się być skierowane do bardziej wymagającego słuchacza…
Jakość nagrań pozostawia jednak wiele do życzenia. Całość brzmi jak nagranie z próby, rzutuje to niestety na odbiór albumu.
Muzykę, czy pomysły oceniłbym zatem na mocną ocenę dobrą... słaba produkcja sprawi, że w kryteriach przyjętych na serwisie ocena będzie jawić się jako przeciętna. Prawda jest jednak taka, że płyty słucha się cholernie dobrze.

5/10

Piotr Spyra
Komentarze