24.02.2020
RECENZJE
OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - P » Pell, Axel Rudi - 2011 - The Ballads IV
Pell, Axel Rudi - 2011 - The Ballads IV
ARP
1. Where the Wild Waters Flow
2. Holy Diver
3. Hallelujah
4. Northern Lights
5. Noblesse Oblige (Opus #5 Adagio Contabile)
6. Love Gun
7. Glory Night
8. In the Air Tonight
9. Touching My Soul
10. Like a Child Again
11. No Chance to Live
12. Haunted Castle Serenade (Opus #4 Grazioso e Agresso)
13. Curse of the Damned

Rok wydania: 2011
Wydawca: SPV/Steamhammer
http://www.axel-rudi-pell.de



Kiedyś zastanawiałem się jaki album powinien otrzymać najniższą ocenę. Nawet początkujący muzycy, jeśli nie mają umiejętności nadrabiają chęciami, pomysłami... charyzmą! Takie ich potraktowanie byłoby niesprawiedliwe.
Więc chyba takie krótkie przemyślenie na zasadzie odwrotności doprowadzi nas do rozwiązania tegoż problemu filozoficznego. Taki przypadek następuje kiedy doskonali instrumentaliści (+wokalista) próbują po raz kolejny sprawdzoną metodą nabić swoje kiesy. A nagranie krążka o wiele mówiącym tytule "Ballads IV" i do tego trwającego 74 minuty potrafi nadwyrężyć nerwy każdego sympatyka ostrych brzmień.

W przypadku Axla Rudiego Pella od lat formuła jest taka - kilka utworów własnych odrzeć z elektryki i zagrać o połowę wolniej (koniecznie dodać pianino zamiast gitary rytmicznej).
Trochę więcej inwencji kosztuje zrealizowanie coverów, z których część była ostrymi utworami w oryginale. A, zapomniałbym o obowiązkowych instrumentalach... które w tym konkretnym wypadku po prostu wieją nudą.

Włączamy więc (nie ukrywam, że z pewnymi uprzedzeniami) płytę i tak po niezłym otwieraczu (nie zwiastującym katastrofy, a nawet całkiem przyjemnym), następuje profanacja klasyka DIO "Holy Diver", okraszona mdłą solówką. Następnie utwór Leonarda Cohena, który przeżarł mi się w oryginale lata temu... Fragmentarycznie broni się "Northern Lights" (solówka wywołuje sensacje żołądkowe).
Cover Kiss... przearanżowany jest z kolei bez sensu (dzwonki i bongosy dobijają).
Kolejny jasny punkt to "Glory Night"... zjadliwe do pewnego stopnia. Najlepsze na płycie "In the air tonight" Phila Collinsa to łyżka miodu w tej beczce dziegciu (wiem, wiem - przysłowiu było na odwrót). To utwór, który zasługuje na uwagę, i kolejna pozycja, która nie pozwala skreślić tej pozycji bez mrugnięcia okiem. Przydałoby się jednak nieco umiaru w końcówce... chłopaki się trochę rozpędzili i zapędzili... Ale generalnie jestem na "tak".
Jesteśmy w połowie, ale nie brnijmy na zasadzie trak-by-track w głąb tego krążka, dalej nie ma sensu zatrzymywać się choćby na akapit.

Sam nie wiem. Może każdy z tych utworów dodany do NORMALNEJ płyty byłby fajnym eksperymentem. Nie - nie każdy, część na pewno. Zebranie tego wszystkiego na jednym krążku i to pod takim szyldem wydaje się po prostu żenującym zabiegiem.

Płyta, a może jej formuła - jest słaba, dramatyczna, nudna i wydaje się istnym wyciągnięciem ręki po kasę fanów. Przyznam, szczerze, że czuję się uprawniony do takiej opinii jako, że posiadam na swojej półce wiele płyt Axla Rudiego Pella (zresztą jeśli chodzi o płyty regularne moim zdaniem również zaczął zjadać swój ogon).

Szkoda, że tak świetni muzycy marnują się na takim wydawnictwie. Jeśli natomiast powstanie płyta Balads 5, to znaczy że w ludziach pozostało jeszcze wtłoczone przez magazyn BRAVO zamiłowanie do składanek tego typu...
Jako że wierzę w ludzi, a i naiwność Pella nie powinna sięgnąć tego poziomu zobliguje się, że jeśli takowa powstanie - zjem brukselkę i marchewkę na gęsto do jednego posiłku (chyba i tak będzie dla mojego żołądka zdrowsze niż słuchanie kolejnej jego płyty z balladami).

Kilka jasnych punktów nie pozwala mi wystawić oceny zdecydowanie negatywnej... ale faktem jest, że słabe utwory potrafią tu obrzydzić nawet te lepsze.
Słabą płytę z jednym świetnym kawałkiem i dwoma zrywami nadal oceniam jako słabą... z tym że ocena zakotwiczy w wyższej części skali. Wybronił się więc Pell, a warunki postawione na wstępie nie wystarczyły by jednoznacznie zdyskredytować to wydawnictwo... chyba że...

3/10

Piotr Spyra



Komentarze