31.10.2020

Nawigacja
Artykuły » Recenzje - W » WAVE - 2020 - [Dream]
WAVE - 2020 - [Dream]

WAVE - [Dream]



WAVE - [Dream]

1.Pavement Reefs 6:46
2.See-through Shap 4:48
3.Night Wishes 7:44
4.Dark 5:48
5.So Cold 7:06
6.Hyper 8:46
7.Dream 7:15

Rok wydania: 2020
Wydawca: Lynx Music




Wave na swoim trzecim studyjnym albumie „Dream”, to już trochę inna bajka niż Wave, z debiutanckiego „Me and Reality”. I chyba ta najnowsza bajka jaką snują Kielczanie, ze względu na swą tajemniczą, melancholijną aurę, nieco bardziej mnie przekonuje. Mniej tutaj wyrazistych rockowych konturów, a więcej przestrzeni, w których można wyróżnić elementy ambientu, a nawet jazzu. Chociaż już na wspomnianej pierwszej i poprzedniej płycie, można było usłyszeć klimaty, w którym obecnie obraca się zespół.

Okładka płyty kojarzyć się może z filmem „Vanilla Sky” w reżyserii Cameron Crowea, z Tomem Cruisem w roli głównej. Film obfituje w liczne zwroty akcji i sceny, w których ciężko jest odróżnić wydarzenia realne, od sennych marzeń i wytworów wyobraźni. Trochę podobnie jest z muzyką zawartą na „Dream”, która również bogata jest w liczne zwroty akcji i senne, odrealnione klimaty.

Już od pierwszych dźwięków „Raf koralowych”, zanurzamy się w wyjątkową aurę którą kreują: soczysta perkusja, oszczędne gitary, a przede wszystkim lekko jazzujące, klasyczne klawisze, Pojawia się nawet delikatny dźwięk smyków. Wokal tutaj jakby w półszepcie. Na zakończenie słychać w oddali dźwięk burzy, która wprowadza słuchacza w kolejny, równie niespieszny, „ See-through Shap”. Czasami klimat może kojarzyć się tutaj z szczecińskim Lebowskim. Wyrazisty bas, flażoletowe muśnięcia strun i delikatny wokal, formułują jakby „Night Wishes”, przepełniony senną aurą. Mistrzowskie kreowanie klimatu - utrzymywanie odpowiedniej gęstości muzycznej mgiełki. „Dark” , tutaj sam tytuł sugeruje, że musi być mrocznie. Niepokojące klawisze, szeptany wokal... Kluczymy w lekko jazzujących mrocznych zaułkach. „So Cold”, jakby dla kontrastu bardziej przestrzenny, gdzieś przewija mi się tutaj skojarzenie, z włoskim Nosoud Giancarlo Erry. Kompozycję ubogaca, wzniosła damska wokaliza w końcówce. „Hyper”, również od samego początku hipnotyzuje swoim klimatem - przestrzenne pogłosy i oszczędne, ale wyraziste partie instrumentów. Potem dla kontrastu chwilowo wchodzą ostrzejsze gitary. I jeszcze jeden element, kreujący tutaj klimat późniejszych płyt Talk Talk - harmonijka ustna. Na zakończenie, przepiękne, tytułowe „Dream”, również z damskimi wokalizami w tle. Ukoronowanie pięknego klimatu całego albumu.

Na poprzednich płytach zespół jakby poszukiwał jeszcze swojej własnej muzycznej drogi. Moim zdaniem, obrał właściwy kierunek. To najdojrzalszy i najciekawszy album kieleckiej formacji, a zarazem jedna z bardziej urzekających rodzimych pozycji, które kręcą się obecnie w szufladzie mojego domowego odtwarzacza. Przyznam, że niechętnie ją ostatnio z tego miejsca wyjmuję.

9/10

Marek Toma