21.01.2020
RECENZJE
NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype

MOTHER OF MILLIONS - Artifacts

TRIBULATION - Down Below


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - T » Taping The Vein - 2002 - The Damage
Taping The Vein - 2002 - The Damage
ttv
1.The Ledge
2. Butterfly
3. Sugar Falls
4. Bautiful
5. Again
6. The Damage
7. Fingertrips
8. Broken
9. Hurricane
10. Everything
11. Falling In

Rok Wydania: 2002/2010
Wydawca wznowienia: Metal Mind Productions
http://www.myspace.com/tappingthevein




W Internecie można spotkać się z opinią, że Tapping The Vien gra rocka gotyckiego. Nic bardziej mylnego, moim zdaniem muzyka jaką proponuje ta pochodząca z Filadelfii formacja ma tyle wspólnego z gotykiem, ile większość budowanych w ostatnim czasie kościołów w Polsce. Może wiec neogotyk? Powiedziałbym raczej architektura współczesna. Tappig The Vein swoją muzyka niczym akrobata z tyczką w ręce, balansuje na cienkiej linie rozciągniętej pomiędzy popem a rockiem. Tyczka przechyla się jednak znacznie bardziej w stronę rockowej estetyki. Muzyka naszpikowana została przez Erica Fishera dosyć poważnie elektroniką, kontrapunktem do elektroniki jest jednak prawdziwie rockowa, dosyć zadziorna gitara Marka Burkerta oraz wyrazisty, bardzo ciekawy wokal Heather Thomson. Jej zaletą jest to, że potrafi śpiewać zarówno subtelnie jak i zdecydowanie drapieżniej, z charakterystycznym wokalnym pazurem.

Płyta zawiera 11 kompozycji w zwartych radiowych ramach, nie przekraczających 5-ciu minut (w ostatni utworze nieco zaszaleli, jest 6:01), co akredytuje ją do tego, aby mogły gościć na antenie radiowej. Mimo wspomnianej zadziorności płyta nie pozbawiona jest pewnej dozy przebojowości. Mimo wszystko materiał pasował by raczej do tzw. dobrze "rockujących" stacji radiowych a nawet "antyradiowych". Do promocji płyty chyba najbardziej nadawał by się pierwszy z utworów, mający wszelkie predyspozycje headlinera - "The Ledge". Ja osobiście wyróżniłbym w szczególności kompozycje "Fingertrips" oraz "Hurricane", chociaż płyta jako całość jest dosyć równa.

Jednym słowem całkiem przyjemne, niebanalne, jednak nie absorbujące wszystkich zmysłów granie. Płytkę poleciłbym w szczególności tym recenzentom RA (bez obrazy ;)), którzy boją się babskich wokali jak diabeł wody święconej, a dzięki temu dyskryminujących niejednokrotnie ciekawe i warte uwagi wokalistki :). Nie da się bowiem ukryć, że największym atutem tej pyty jest właśnie wokal. Muzyka jest tylko dyskretną, aczkolwiek wyrazistą ramką, w która wpasowany jest urokliwy, "wokalny portrecik".

7/10

Marek Toma
Komentarze