25.01.2020
RECENZJE
ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - T » Tangent, The - 2015 - A Spark In The Aether. Music That Died Alone: Volume Two
Tangent, The - 2015 - A Spark In The Aether. Music That Died Alone: Volume Two
The Tangent - 2015 - A Spark In The Aether


1. A Spark In The Aether 04:22
2. Codpieces and Capes 12:33
3. Clearing The Attic 09:34
4. Aftereugene 05:47
5. The Celluloid Road 21:36
6. A Spark In The Aether (Part 2) 08:15
7. San Francisco Radio Edit 04:59



Rok wydania: 2015
Wydawca: Inside Out
http://www.thetangent.org






To już ósmy studyjny album w dorobku dowodzonego przez Andy Tillisona zespołu. I chociaż praktycznie żadna z płyt nie została nagrana w identycznym składzie, The Tangent posiada swój własny, rozpoznawalny styl. Opiera się on w głównej mierze na rozbudowanych kompozycjach, stojących na wysokim poziomie instrumentalnym. Oczywiście nic w tym dziwnego, bo lider zespołu (trochę podobnie jak Robert Fripp), do realizacji swoich muzycznych wizji korzysta ze współpracy znamienitych muzyków. Tym razem w składzie The Tangent, u boku Tillisona znaleźli się po raz kolejny: Jonas Reingold - bas (Karmakanic, The Flower Kings), Theo Travis - saksofon, flet (Steven Wilson, Robert Fripp, Gong…), a także gitarzysta, który grał już na płycie „COMM” - Luke Machin (Maschine). Nową twarzą w zespole jest natomiast szwedzki perkusista Morgan Ågren (Mats / Morgan Band, grywał również w Kaipie i u Devina Townsenda).

Wracając do stylu zawartego na najnowszej płycie, muzyka jaką prezentują, to ponownie - wysokiej próby rock progresywny, głęboko zanurzony w jazz-rockowych klimatach. Płyta jest jakby muzyczna kontynuacją debiutanckiego albumu - nagranego w 2003 roku „The Music That Died Alone”, świadczy o tym już jej podtytuł („The Music That Died Alone: Volume Two”), a także szata graficzna. Rozpoczyna się od kompozycji tytułowej, bardzo witalnej i dynamicznej. Jest to zarazem najkrótsza forma na płycie (niespełna 5 minut). Jeżeli chodzi o The Tangent to faktycznie jest to taka muzyczna Iskra. Zdecydowanie bardziej rozbudowana „Codpieces and Capes” jest w pewnym sensie kontynuacją tego klimatu. Tego rodzaju kompozycje, można by śmiało zestawić z muzyką kolegów po fachu zza oceanu - formacją Spock’s Beard. Lekko jazzującym feelingiem, czaruje kolejna kompozycja „Clearing The Attic” (fajne partie fletu, no i Hammondów). Bardziej rozimprowizowane „Aftereugene” (sugeruje to już nawet sam tytuł), jest natomiast wyraźnym nawiązaniem do floydowskiego „Careful With That Axe, Eugene”. „The Celluloid Road”, to z kolei najdłuższy fragment płyty - 21 minut świetnych pod względem instrumentalnym momentów, z charakterystycznymi wokalizami Tillisona. Fajny klimat robią tutaj instrumenty dęte. Następnie dostajemy kontynuację początkowego tematu „A Spark In The Aether (Part 2)”. Tym razem iskra żarzy się delikatniejszym blaskiem i jest zdecydowanie bardziej „ujazzowiona”. Płytę wieńczy wyjęty z kompozycji „The Celluloid Road” fragment - „San Francisco” (Radio Edit), dynamiczny i ruchliwy dźwiękowo niczym ulice wielkiego miasta. To kolejny miejski rys dźwiękowy obok Londynu („Lost In London”, „Lost In London 25 Years Later”), Paryża („Perdu Dans Paris”), w szerokim repertuarze tej grupy.

Najnowsza płyta Tillisona i spółki z pewnością nie zawiedzie gustów sympatyków zespołu, chociaż każdy wymieniłby tutaj, spośród szerokiej dyskografii swojego faworyta. „A Spark In The Aether” dołączy z pewnością do grona i moich ulubionych, choć w tym względzie pierwsze „miejsce w kolejce” posiada niezmiennie płyta „A Place In The Queue”, z 2006 roku.

8,5/10

Marek Toma


Komentarze