29.01.2020
RECENZJE
ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - T » TANGENT, THE - 2017 - The Slow Rust Of Forgotten Machinery
TANGENT, THE - 2017 - The Slow Rust Of Forgotten Machinery

THE TANGENT - The Slow Rust Of Forgotten Machinery


THE TANGENT - The Slow Rust Of Forgotten Machinery

1. Two Rope Swings (6:32)
2. Dr. Livingstone (I Presume) (11:58)
3. Slow Rust (22:31)
4. The Sad Story Of Lead and Astatine (16:00)
5. A Few Steps Down The Wrong Road (17:31)

Rok produkcji: 2017
Wydawca: InsideOut
http://www.thetangent.org/





Jak pisałem przy okazji recenzji poprzedniej płyty The Tangent - „A Spark In The Aether. Music That Died Alone: Volume Two”, najlepszym albumem ekipy Andy Tillisona niezmiennie pozostaje „A Place In The Queue”, z 2006 roku. I chociaż subiektywnie, nic się pod tym względzie nie zmieniło, to każda kolejna płyta zespołu, była gwarancją muzyki na wysokim poziomie. Tak jest i tym razem. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że nowy, dziewiąty już, studyjny album, notuje pewną zwyżkę niezmiennie wysokiej formy.

Powszechnie wiadomo, że Andy Tillison lubi żonglować muzykami, podobnie jak maestro Robert Fripp. Tym razem jednak, jeżeli chodzi o skład zespołu, niewiele sie zmieniło. Andy Tillison raczy nas dużą porcją rasowych hammondowych dźwięków, swoją grą na wiośle ponownie czaruje młody, zdolny gitarzysta, (lider swojej macierzystej prog-metalowej formacji Maschine) Luke Machin, który zajął się również produkcją albumu. Soczyste partie basu gwarantuje obecność Jonasa Reingolda (Karmakanic, The Flower Kings). Partiami saksofonu i fletu ozdobił ten materiał, ponownie Theo Travis. Tym razem w składzie, znalazł się jeszcze jeden klawiszowiec, a wyrażając się ściślej, pani grająca na klawiszach - Marie-Eve de Gaultier , która wspomaga również Andy Tillisona wokalnie. Kogoś w tym składzie zabrakło? Perkusisty. Po raz pierwszy w historii The Tangent, za perkusją zasiadł bowiem, sam mistrz przedsięwzięcia Andy Tillison.

Jeżeli chodzi o tematykę tekstów, Andy Tillison (podobnie jak Roger Waters), jest artystą zaangażowanym. Mamy wiec tutaj sporą dawkę współczesnej publicystyki, komentującej polityczne problemy współczesnego świata: wojenne okrucieństwo, tragiczne losy uchodźców, a nawet sytuacja dzikich zwierząt, w nowoczesnym konsumenckim świecie.
Podobne, niełatwe tematy, ubrane są jednak, w wyjątkowej urody dźwięki. Kompozycje wyróżnia nie tylko muzyczne bogactwo, ale sama ich długość. Pierwszy utwór to zaledwie 6 minut muzyki. Potem następują prawdziwe progresywne „długasy”. Najdłuższy „Slow Rust”, to przeszło 22 minutowe szaleństwo. Jeżeli chodzi o muzykę właśnie, Andy Tillison nie musi nic udowadniać, to kolejna szlachetna porcja zaangażowanego rocka progresywnego, podparta znakomitym instrumentalnym warsztatem. W tej muzyce, jest z jednej strony pewien symfoniczny rozmach, z drugiej zaś, zwiewne jazzujące odjazdy, w stronę chilloutowych, smooth jazzowych klimatów.

The Tangent to bez wątpienia poziom światowy, jednak i w naszym kraju, znalazły by się zespoły potrafcie kreować podobne, zacne muzyczne klimaty, chociażby pochodzący z Zawiercia Brain Connect, czy chyba jeszcze mniej znana szerszej publiczności, wrocławska formacja Halucynacje.

9/10

Marek Toma
Komentarze