21.11.2019
RECENZJE

• ISSUN - Dark Green Glow
• THE PAU - Raj
• THE HOLEUM - Sublime Emptiness
• RONNIE WOOD WITH HIS WILD FIVE - Mad Lad: A Live Tribute to Chuck Berry
• BLACK STONE CHERRY - Black To Blues 2
• RHAPSODY - Dawn of Victory
• FLESHWORLD - The Essence Has Changed But The Detail Remains
• YOGI LANG - A Way Out Of Here
• MYSTHICON - Into the Dark (EP.)
• ALHENA - Breaking the Silence...by Scream
• ADAM JURCZYŃSKI - Beyond the Horizon
• JOE BONAMASSA - Live At the Sydney Opera House
• GHOST - Infestissumam
• NIKKI STRINGFIELD - Harmonies for the Haunted
• MILLENIUM - The Web
• FRONTBACK - Don't Mind the Noise
• VISION DIVINE - When All The Heroes Are Dead
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• QUEENSRYCHE, FIREWIND, DARK SKY CHOIR - Kraków
• BEAST IN BLACK, MYRATH - Wrocław
• SACRED REICH - Kraków
• PROG THE NIGHT V - Łódź
• SOEN - Warszawa
• CLOSTERKELLER - Kraków
• RETROSPECTIVE, STARSABOUT, MAU&SCHNELLA - Piekary śląskie
• STEVE BOLTON, TAKAKARMA - Piekary Śląskie
• INO ROCK FESTIVAL - Inowrocław
• SCORPIONS - Gliwice
• RAMMSTEIN - Chorzów

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• RUMORE
• SETHEIST - Maksymina Kuzianik
• RUNIKA - Adrianna ''Aminae'' Janusz
• THE IRON MAIDENS - Nikki Stringfield, Wanda Ortiz, Courtney Cox
• KASIA SZUBERT
• DREADNOUGHT
• ÖDERBEAST- Maciek Zalasiński
• RPWL

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• NIKKI STRINGFIELD - Harmonies for the Haunted - Review
• FRONTBACK - Don't Mind the Noise - Review
• WARBELL - Plague - Review
• SETHEIST - Maksymina Kuzianik - Interview
• THE IRON MAIDENS - Nikki Stringfield, Wanda Ortiz, Courtney Cox - Interview
• POKERFACE - Xen Ritter - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - L » LION SHEPHERD - 2019 - III
LION SHEPHERD - 2019 - III

LION SHEPHERD - III


LION SHEPHERD - III

01. Uninvited
02. Good Old Days
03. What Went Wrong
04. Vulnerable
05. World On Fire
06. Fallen Tree
07. Toxic
08. The Kids Are Not All Right
09. Nobody
10. May You All Live In Fascinating Times

Rok wydania: 2019
Wydawca: Universal Music Polska
https://lionshepherd.net





Czy połączenie naturalnych emocji, wysublimowanego nastroju, rockowej szlachetności z delikatnością brzmień na polskiej scenie jest w ogóle możliwe? Biorąc pod uwagę bezmiar pompowanej zewsząd płytkości, infantylnych melodii, wydaje się to raczej mało prawdopodobne i tu Was zaskoczę. LION SHEPHERD – ten zespół zdaje się wyłamywać wszechobecnym (często niskim) standardom. Osoby sympatyzujące z twórczością Warszawiaków wiedzą, o czym mowa, a reszta? Zwolennicy muzycznych wrażeń z wyższej półki bezsprzecznie powinni baczniej przyjrzeć się (albo przysłuchać) temu, co przygotowali tym razem twórcy „Heat”.

Główni sprawcy zajścia, Haidar/Owczarek na początku bieżącego roku powrócili z trzecim krążkiem, a ten z reguły jest uważany za przełomowy (żeby nie być gołosłownym przytoczę kilka tytułów - trochę z innej bajki - może ktoś kojarzy: „Master of Puppets”, „Rust in Peace”, „Reign in Blood”). W przypadku LION SHEPHERD, premierowe dokonanie również odgrywa istotną rolę. Być może za wcześnie o tym mówić, ale w moim odczuciu jest to najlepsza rzecz, jaką stworzył ten zespół do tej pory. Słychać, że jest to materiał, w który włożono wiele siły, emocji, gdzie muzyka nie jest tylko i wyłącznie konfiguracją dźwięków, ale niesie ze sobą coś więcej. Mam tu na myśli pewne uduchowienie, osobisty pierwiastek. I może się mylę, ale odnoszę wrażenie, że „III” to taka bolesna piguła odwzajemniająca obecne realia, osobiste odczucia i przemyślenia. W tym przeświadczeniu utwierdzają przede wszystkim poszczególne teksty, a te w wyjątkowy sposób mają swoje naturalne odbicie w warstwie muzycznej. Nie jest to nowość w przypadku tej grupy, ale tym razem ta sztuka została jeszcze wyraźniej rozwinięta. Jednak nie tylko w tej materii dokonał się progres - z płyty na płytę zespół ewoluuje, nabiera kolorów, dojrzałości i tego nie sposób nie poczuć. Tym razem jaskrawości i charakteru dodał nowy nabytek, czyli perkusista Maciej Gołyźniak. Jego osoba, styl gry, nadały muzyce LION SHEPHERD innego oblicza. Muzyka stała się żywsza, głębsza, a przy tym bardziej lotna, jeżeli ktoś rozumie, o co mi chodzi (śmiech). Album jest spójny, choć zdarzają się pewne odskocznie stylistyczne, momenty rockowszego uniesienia. Ma to miejsce chociażby przy okazji zmiennego „Vulnerable”, w którym pojawia się dość „łobuzerski” riff. Przy okazji tegoż kawałka występują instrumentalne improwizacje i nie jest to odosobniony przypadek, bo tego typu rozwiązania pojawiają się także w innych numerach, m.in. „World On Fire” z drapieżną solówką i agresywnymi wstawkami wokalnymi czy też „Toxic” o atmosferycznym zwieńczeniu. Jeżeli już mowa a partiach gitar, szczególnie partie solowe przywołują na myśl dokonania kultowego PINK FLOYD. W tej materii nie ma też pośpiechu, ponaglania, stąd Mateusz Owczarek umyka sztywnym ramom czasowym (takie przynajmniej można odnieść wrażenie).
Tradycyjnie nie brakuje orientalnych ornamentacji, ale tym razem są one jakby bardziej zespolone/wtopione w cały zamysł twórczy. Chodzi też o to, że pozostają one w idealnej symbiozie z muzycznym wizerunkiem, artystycznym kierunkiem. Stanowią też nieodzowny element stylu LION SHEPHERD, przez co grupie udało się wypracować unikatowy i na pewno rozpoznawalny styl. Na „III” nie brakuje świetnych melodii, zapadających w pamięć motywów, o czym najlepiej przekonują takie kompozycje jak teledyskowy „What Went Wrong”, którego klimat oraz pomysł potwierdzają klasę zespołu; etnicznie przyozdobiony „Uninvited” czy też atmosferyczny „Nobody”, który pod pewnymi względami przywołuje na myśl styl amerykańskiej formacji DAVE MATTHEWS BAND.

Oprócz nietuzinkowej muzyki oraz ideowej subtelności kompozytorskiej, „III” przykuwa uwagę formą wydania. Postawiono na prostotę, kolorystyczną ostrzegawczość - chodzi o dominującą czerwień, w której tonie tekturowy digipack opatrzony zakamuflowanymi (po części zdjęciami załogi LION SHEPHERD). Do niego na stałe przytwierdzono książeczkę z tekstami oraz fotografiami zespołu (zarówno zespołowymi jak i pojedynczymi). Całość została profesjonalnie i pomysłowo zaprojektowana. Wizualnie nowe dokonanie Warszawiaków prezentuje się przejrzyście, gustownie. Widać, że część graficzna została potraktowana poważnie, stanowiąc istotny element wydawnictwa. Tak naprawdę każda składowa „III” jest równie istotny i pewnie dlatego „trójeczka” Warszawiaków jest tak wyjątkowa. Czuć, że w przygotowanie tego materiału włożono wiele wysiłku, emocji i czasu.

Nie wiem czy jakiekolwiek słowa są w stanie oddać ducha „III”. Tego materiału po prostu trzeba posłuchać, skontemplować. W upewnieniu o wyjątkowości zawartości premierowego krążka na pewno pomoże jego konfrontacja na żywo - osobiście miałem okazję tego doświadczyć, stąd wiem jak jest. LION SHEPHERD pnie się w górę, z płyty na płytę, progres jest zauważalny. Czy zespół osiągnął swoje apogeum? Szczerze wątpię; myślę, że na razie nie ma o tym mowy i w niedalekiej przyszłości możemy oczekiwać kolejnej porcji nietuzinkowych nut przesiąkniętych osobistymi doznaniami w nieskazitelnym wydaniu.

9/10

Marcin Magiera


Komentarze