12.12.2019
RECENZJE
RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype

MOTHER OF MILLIONS - Artifacts

TRIBULATION - Down Below

EUROPE - Europe

JAN METUS - Time Will Dissolve Our Shadows

JAN AKKERMAN - Close Beauty

REMEMBRANCE - Fall, Obsidian Night

PETR STEPAN & BRATRSTVO LUNY - Luna nad Iglau

DESTRUCTION - Born to Perish

GALLILEOUS - Moonsooon

ISSUN - Dark Green Glow

THE PAU - Raj

THE HOLEUM - Sublime Emptiness

RONNIE WOOD WITH HIS WILD FIVE - Mad Lad: A Live Tribute to Chuck Berry

BLACK STONE CHERRY - Black To Blues 2

RHAPSODY - Dawn of Victory

FLESHWORLD - The Essence Has Changed But The Detail Remains

YOGI LANG - A Way Out Of Here

MYSTHICON - Into the Dark (EP.)

ALHENA - Breaking the Silence...by Scream

ADAM JURCZYŃSKI - Beyond the Horizon

JOE BONAMASSA - Live At the Sydney Opera House

GHOST - Infestissumam

NIKKI STRINGFIELD - Harmonies for the Haunted


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - O » OVERDRIVERS - 2018 - She's on her period
OVERDRIVERS - 2018 - She's on her period

OVERDRIVERS She's on her period


OVERDRIVERS She

1. The best blowjob in history 04:36
2. Hellhounds 03:27
3. Show your boobies 03:54
4. Mister Moo 03:27
5. She's on her period 03:35
6. Bottoms up 02:45
7. King Arthur 02:55
8. High mountains 03:32
9. Get out with your Bigfoot 03:13
10. Ride the rockin'horse 02:35

Rok wydania: 2018
Wydanie własne
https://overdriversrock.bandcamp.com/





Dość szybko po wznowieniu debiutu ukazała się druga płyta francuskich rockerów. OVERDRIVERS idą zatem za ciosem - i bardzo dobrze że nie pozwalają o sobie zapomnieć. Jeszcze gdzieś w podświadomości kołatały mi się pozytywne wspomnienia odnośnie poprzedniego krążka tymczasem dostajemy "dwójkę" jeszcze bardziej przesyconą rubasznym poczuciem humoru, dystansem do siebie i otaczającego świata. Odnoszę wrażenie że nowa płyta jest jakościowo kroczek lepsza. Brzmi kapitalnie, a jeśli chodzi o kompozycje, są one mistrzowsko rozplanowane. Soczystych solówek mamy tu co nie miara a riff goni riff. Chłopaki serwują album którego się dobrze słucha. Poprzednio zwracałem uwagę na podobieństwo do AC/DC czy ZZ TOP. Tym razem skłaniam się bardziej do przyrównania do amerykańskich wzorców. Chłopaki ewidentnie wychowali się zarówno na bluesrocku, jak i pudlowatym hard rocku. Nie jest to jeszcze kaliber STEEL PANTHER, ale Francuzi zbliżają się bardzo do tej konwencji.

Ponownie mamy do czynienia z muzyką wtórną i kompletnie nieodkrywczą. I ponownie nie mam tego za złe. W tym bajorku OVERDRIVERS taplają się z gracją. Powodują uśmiech na twarzy i chęć ponownego odtworzenia albumu. Do gustu przypadł mi wyjątkowo kawałek instrumentalny o nieco hymnowej konstrukcji, oraz nieco wolniejszy "High mountains" z ewidentnie koncertowym potencjałem (aż się chce skandować refren...).

Tylko od nas zależy czy mamy tyle samo dystansu co zespół i czy mega seksistowskie klimaty sa dla nas do zaakceptowania. Wydaje mi się, że zadymiony klub i szklanka whiskey to dla tej muzy naturalne środowisko. Ale na domówce także sprawi że nie usiedzicie na miejscu. Mimo że to album jeszcze lepszy od debiutu, ocenię go na równi. Po prostu lekkiej zwyżki formy należy wymagać przy każdym kolejnym wydawnictwie. A OVERDRIVERS zawiesili poprzednio poprzeczkę na przyzwoitym poziomie.

7,5/10

Piotr Spyra
Komentarze