25.02.2020
RECENZJE
KING! AUTOBIOGRAFIA - Staszczyk, Księżyk

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar


Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2019.07.21 - SCORIONS - Gliwice
2019.07.21 - SCORIONS - Gliwice

21.07.2019
SCORPIONS
Arena Gliwice



scorpions


W świecie rocka są takie zespoły, które mimo gitarowej mocy, którą posiadają, prezentują muzykę, która może podobać się każdemu. Jedną z takich grup są legendarni Scorpionsi, których występ w gliwickiej Arenie zgromadził publiczność złożoną z naprawdę rozmaitych grup społecznych.

Jednym z najlepszych dowodów na uniwersalność muzyki niemieckiej grupy jest fakt, że patronat nad koncertem objęło radio Złote Przeboje, które miało swój namiot przed Areną a jego wysłannicy raz po raz wychodzili z mikrofonami do stojących w kolejce fanów aby zadawać im najbanalniejsze z możliwych pytań w stylu „Jaki jest Twój ulubiony utwór grupy?” Jest też jednak pozytywne świadectwo faktu ponadczasowości przebojów zespołu. Dzięki takim piosenkom jak „Send Me An Angel” czy „Wind Of Change” zatwardziali fani rocka łączą się ze „zwykłymi” ludźmi tworząc tym samym jedną wielką rodzinę.

Zaczęli od „Going Out With A Bang” z ostatniej jak dotąd płyty „Return To Forever” z 2015 roku. Ponieważ obecna trasa nie obejmuje już promocji tego albumu (nawet jej nazwa, „Crazy World Tour”, nawiązuje do jednego z klasycznych albumów grupy), toteż tego wieczoru poleciało z niego jeszcze tylko „We Built This House”. Grupa zaprezentowała set zdecydowanie przekrojowy, nie pomijając żadnego ze swoich największych hitów. Za to pominęli, czy raczej potraktowali marginalnie, okres sprzed „Lovedrive”, który był reprezentowany jedynie przez jeden dłuższy jam złożony z fragmentów czterech numerów z różnych płyt, „Top Of The Bill” z „In Trance”, „Steamrock Fever” z „Taken By Force”, „Speedy’s Coming” z „Fly To The Rainbow” (ten utwór szczególnie wolałbym usłyszeć w całości) oraz „Catch Your Train” z „Virgin Killer”.

Podstawę programu koncertu stanowił materiał z płyt wydanych w latach 1979-1990, z pominięciem „Savage Amusement”. Jest to oczywiście zrozumiałe, ponieważ wymienione przeze mnie na wstępie przeboje, a także wiele innych najbardziej rozpoznawalnych utworów grupy pochodzi właśnie z tego okresu. Najliczniejszą reprezentację miał jednak nie „Crazy World”, a „Love At First Sting”, z którego zagrali w sumie 5 utworów, z czego „Bad Boys Running Wild” było „sklejone” z „I’m Leaving You”, na zasadzie połowa z jednego, połowa z drugiego, a do tego jeszcze końcówka z „Tease Me Please Me”. W całości zostały wykonane wszystkie trzy single promujące ten album w epoce. „Big City Nights” zamknęło podstawowy set, zaś „Still Loving You” i „Rock You Like A Hurricane” poleciały na bis.

Szczególnym momentem koncertu była solówka perkusyjna Mikkey’a Dee, w trakcie której były bębniarz Motörhead wjechał na swoim podeście pod sam sufit. Robiło to niesamowite wrażenie. Ponieważ miałem to szczęście widzieć na żywo poprzedni zespół Dee, na pół roku przed śmiercią jego lidera, legendarnego Lemmy’ego Kilmistera, zwróciłem uwagę na różnice pomiędzy grą perkusisty w Motörhead, a tym, co prezentuje w Scorpions. Po moich dokładnych oględzinach jego spektakularnego popisu mogę śmiało stwierdzić, że szwedzki mistrz definitywnie już okrzepł w nowych barwach. Swoje pięć minut miał również gitarzysta Matthias Jabs, który zaprezentował swoje popisowe „Delicate Dance”, w którym na gitarze rytmicznej zamiast Rudolfa Schenkera wspomagał go jego techniczny, Ingo Powitzer. Schenker natomiast dość często jak na „tylko” rytmicznego grał rajcowne solówki w kilku utworach.

Niesamowite emocje wzbudziło również akustyczne wykonanie „Holiday” i „Send Me An Angel”. Na tę okoliczność cała piątka muzyków Scorpions zgromadziła się na progu sięgającego w głąb publiczności wybiegu, z którego wcześniej spontanicznie korzystali tylko Klaus Meine i gitarzyści. Schenker grał na komicznie wyglądającej akustycznej V-ce, a Dee na naprędce podstawionych przez technicznych perkusjonaliach. Magia.

Należy wspomnieć również o supporcie w postaci warszawskiego Lion Shepherd, ale czynię to wyłącznie z kronikarskiego obowiązku. Ich propozycja, łącząca w sobie elementy psychodelii, rocka progresywnego, muzyki orientalnej i muzyki świata nie przemawia do mnie w ogóle, a już na pewno nie jest właściwym zespołem wspomagającym dla takiej hard rockowej petardy jak Scorpions. Muzyka, którą wykonują ma przecież swoich reprezentantów wśród wielkich nazw, których mogliby supportować. Wciskanie ich przed legendę gitarowego grania, zapewne tylko po to aby ich na siłę podpromować wg mnie mija się z celem.

Patryk Pawelec

Setlista:
1. Going Out With a Bang
2. Make It Real
3. Is There Anybody There?
4. The Zoo
5. Coast to Coast
6. Top of the Bill / Steamrock Fever / Speedy's Coming / Catch Your Train
7. We Built This House
8. Delicate Dance (Matthias Jabs solo)
9. Holiday (akustycznie)
10. Send Me an Angel (akustycznie)
11. Wind of Change
12. Bad Boys Running Wild / I'm Leaving You / Tease Me Please Me
13. Mikkey Dee solo
14. Blackout
15. Big City Nights
16. Still Loving You
17. Rock You Like a Hurricane
Komentarze