25.02.2020
RECENZJE
KING! AUTOBIOGRAFIA - Staszczyk, Księżyk

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - S » SHELL FROM OCEANIC - 2018 - How to let go
SHELL FROM OCEANIC - 2018 - How to let go

SHELL FROM OCEANIC - How to let go


SHELL FROM OCEANIC

1. Inner Fiction 05:10
2. Vode Mo Gamrun 04:09
3. Dancing In Circles 04:02
4. Intermission 02:36
5. 8AM 04:10
6. How to Let Go 06:34
7. Intermittent 04:38

Rok wydania: 2018
Wydawca: -
https://www.facebook.com/shellfromoceanic/
https://shellfromoceanic.bandcamp.com/





Ta płyta sprawiła mi sporo frajdy. Był moment że od tak gęstej muzyki stroniłem z powodu przesytu. Czasowy rozbrat z wszelakim fusion oczyścił nieco te rejony mojej percepcji. A że przy okazji dawno nie trafił do mnie żaden ciekawy album instrumentalny, padło na podatny grunt.

Te siedem intensywnych kawałków wsiąknęło we mnie jak w gąbkę, mimo tego że jest to muzyka wymagająca, a jeśli o klimat chodzi to momentami niepokojąca. Portugalczycy bawią się instrumentarium, ale mimo całej intensywności pospiesznych partii pozostawili sporo przestrzeni. Ambientowy klimat wprowadza szczyptę równowagi w postrockowe gitary. Mnie ujęła tutaj rytmika. Może i nie jest jakoś specjalnie połamana, ale zdecydowanie niejednostajna. Co za tym idzie mocnym punktem są partie gitary basowej. Kilkukrotnie to bas zwraca każe zwracać na siebie baczną uwagę. Ciekawym patentem jest wprowadzenie szybkich nabijań perkusyjnych przy spokojniejszych partiach gitar lub ich wybrzmiewaniu. Całość sprawia wrażenie że nie zatrzymujemy się ani na moment. Klawisze to kolejny highlight tej produkcji. Ich partie szyte są w taki sposób, że wymiennie z nieprzesterowaną gitarą dodają płycie wspomniany postrockowy szlif. Pod koniec robi się bardziej elektronicznie wręcz w stylu Jarre'a lub Vangelisa... i nagle dochodzi się do wniosku że ten klimat przebijał się tu i ówdzie podczas poprzednich kawałków. Udany zabieg.

Kiedy płyta wpadła w moje ręce, ujrzałem okładkę i odczytałem nazwę grupy, czytanie noty wydawniczej było zbędne, wszystko jest tak sugestywne i plastyczne, że nie mogło być pomyłki. Owszem to muzyka wymagająca sporo skupienia, ale jakoś sama sprawia od pierwszych taktów, że sami się w nią wsłuchujemy. Może i nie wstrząsnęło moim światem, ale przesłuchałem z przyjemnością kilka razy pod rząd, a następnego dnia chętnie wróciłem do tego albumu.

7/10

Piotr Spyra
Komentarze