15.07.2020
RECENZJE
WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2


Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2019.11.19 - QUEENSRYCHE, FIREWIND, DARK SKY CHOIR - Kraków
2019.11.19 - QUEENSRYCHE, FIREWIND, DARK SKY CHOIR - Kraków

19.11.2019
QUEENSRYCHE, FIREWIND, DARK SKY CHOIR
Kraków - Kwadrat






W wyjątkowo ciepły, listopadowy wieczór, w krakowskim klubie Kwadrat fani metalowych dźwięków mieli okazje do uczestniczenia w prawdziwej uczcie…. ale po kolei…

Koncert rozpoczęło DARK SKY CHOIR i trzeba przyznać, że grupa ta wypadła bardzo przekonująco. Mocny, dość melodyjny heavy metal mógł się podobać, ale wystarczy spojrzeć w skład formacji by dojść do wniosku, że nie jest zespół debiutantów. Mamy to obecnych bądź byłych członków takich kapel jak chociażby: Disturbed, Operation: Mindcrime, Adrenaline Mob, Vicious Rumors, Heathen czy I Am Morbid. Zespół dostał raptem pół godziny, ale wykorzystał je jak należy!



Jako kolejni, scenę zajęli panowie z FIREWIND, a że Gus G nietuzinkowym gitarzystą jest to i tym razem kilkukrotnie popisał się swoimi umiejętnościami. Melodyjny, heavy/power metal to znak rozpoznawczy tej (powiedzmy) greckiej grupy. Za mikrofonem znakomicie odnajduje się niegdysiejszy lider Metalium Henning Basse i trzeba przyznać, że udało mu się wejść w interakcję z publicznością i porwać ją do zabawy. Zespół podzielił się ze zgromadzonymi fanami tym co najlepsze z wieńczącym całość, znakomitym „Falling to Pieces” z krążka „Allegiance” na czele. W trakcie trwania występu naszła mnie pewna refleksja, że zespół ten chyba coś przespał pod względem swojego „Pi Ar”… mając w składzie takiego muzyka jak Gus G, z tak pięknym CV (grał z samym Ozzym O.) i grając tak udane dźwięki powinni zdecydowanie gromadzić większe tłumy i grać w większych obiektach…



…co jednak powiedzieć o QUEENSRYCHE? Oni mają w swojej historii „duże” koncerty a obecnie grają dla publiczności liczonej w setkach zamiast tysięcy. Zespół jednak nic sobie z tego nie robi i trzeba jasno powiedzieć, że Amerykanie zrobili KAPITALNE show!

Rozpoczęli od mrocznego intro, które znakomicie wprowadziło w otwierający występ, pochodzący z ostatniej studyjnej płyty zespołu, krążka „The Verdict” „Blood of the Levant’. Zaraz po nim nieco zaskakujący „I Am I” z wzbudzającego, swego czasu, pewne kontrowersje wśród fanów „Promised Land” i „NM 156” z „The Warning”. Zespół na chwilę powrócił do ostatniego wydawnictwa co zaowocowało wykonaniem utworu „Man the Machine” i w tym momencie rozpoczął się prawdziwy „best of”. „Walk in the Shadows”, “Operation: Mindcrime”, “Queen of the Reich” czy “Silent Lucidity”… i w zasadzie każdy kolejny zagrany tego wieczoru utwór to klasyki formacji a poziom wykonawczy i kondycja muzyków była tego dnia wprost wyborna! Todd La Torre świetnie odnalazł się w zespole a jego głos brzmiał mocno i pewnie (w kilku momentach pokusił się wręcz o growle!). Czy można jeszcze tęsknić za Geoffem Tate’m? W „Silent Lucidity” może i nieco brakowało głębi jego głosu, ale mógłbym się założyć, że nie poradziłby sobie tak znakomicie jak jego następca z każdym pozostałym utworem wykonanym tego dnia przez zespół. Warto też w tym miejscu zaznaczyć znakomite brzmienie – w Kwadracie byłem na kilku koncertach i ten brzmiał chyba najlepiej – selektywnie, czysto i bez „huku”….
Jedyne co nieco mąciło moje znakomite samopoczucie to widok gitarzysty zespołu Parkera Lundgrena – muzyk wygląda bardzo źle i mam nadzieję, że nie jest to efekt poważnych problemów zdrowotnych….

Podsumowując, Queensryche promując nowy album zagrali z niego… dwa utwory. Po trzy z „Operation: Mindcrime” i „Empire”, dwa z „Rage for Order” i pojedyncze z pozostałych (głównie początkowych) płyt zespołu. Nie od dziś wiadomo, że i najwięksi współczesnej sceny nagrywają nowe płyty po to by jechać w trasę i grać klasyki, ale nikt ze zgromadzonych w Kwadracie nie miał o to pretensji – to był CIOS!!

...i na sam koniec.... ludzie jak idziecie na koncert, to nie musicie nagrywać po 3 minuty każdego utworu na telefon... za Wami stoją inne osoby i nie mają ochoty oglądać lasu smartfonowych ekranów... zrób sobie zdjęcie, nagraj fragment ulubionego kawałka i wystarczy...!






set lista Queensryche:
Blood of the Levant
I Am I
NM 156
Man the Machine
Walk in the Shadows
Operation: Mindcrime
Queen of the Reich
Silent Lucidity
Jet City Woman
The Mission
Screaming in Digital
Take Hold of the Flame

bis:
Empire
Eyes of a Stranger

Piotr Michalski
Komentarze