28.11.2020

Nawigacja
Artykuły » Recenzje - O » OBSIDIAN TIDE - 2019 - Pillars of Creation
OBSIDIAN TIDE - 2019 - Pillars of Creation

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation



OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

1. Pillars of Creation
2. Seven
3. King of a New Realm
4. Portent of Betrayal
5. Hiraeth
6. The Harbinger and the Millennial Vengeance
7. Magnanimous

Rok wydania: 2019
Wydanie własne
https://www.facebook.com/obsidiantide/
https://obsidiantide.bandcamp.com/





A to ci niespodzianka, lubię takie granie. Bękarty Opeth, nadstawcie uszy oraz serducha bo nadciąga Obsidian Tide. Izraelski zespół, który para się prog metalem wydał album w zeszłym roku. I co? I nic. Dziw mnie bierze, że nikt o nim nie wspomniał w podsumowaniach roku, bo to co ci panowie odwalają to pieprzone mistrzostwo świata.

Pomyślicie pewnie, że to jakaś zrzynka z Orphaned Land. Nic bardziej mylnego. Oczywiście znajdą się tu jakieś naleciałości folkloru, ale nie w takich proporcjach, żeby to przeszkadzało. Takie akcenty wręcz koloryzują i tak już bogatą muzykę. Pierwszy utwór budzi przez chwilkę skojarzenia z naszym Believe, ale tylko na początku gdy pojawiają się skrzypce. Minuta spokojnego grania i zaczyna się jazda bez trzymanki. Instrumentaliści dwoją się i troją, wszystko jest jednak przemyślane. Kiedy trzeba zwalniają lub robią przestrzeń jednemu z instrumentów. Motywy przechodzą płynnie jeden w drugi. Za sprawą perkusji kończymy pierwszy kawałek i zaczynamy słuchać drugiego. Tutaj nie ma niespodzianek. W King of a New Realm po wyśmienitej solówce gitarowej, przez 2 minuty pozostaje tylko fortepian, a potem dochodzi toolowa gitara i szczęka leży już na podłodze. Czwarty kawałek zbliża nasze skojarzenia do starego Opeth. Nie chcę zabierać wam przyjemności ze słuchania, nie będę opisywał wszystkiego co dzieje się dalej. Warto na koniec wspomnieć o wokalach, bo ich partie to miód na moje uszy. Rasowe growle, czyste wokale o oryginalnej barwie, często nałożone na siebie lub uzupełniające się. Polubicie je i docenicie na pewno.

Jestem bardzo miło zaskoczony tym debiutem. To nie jest typowy death metal. Mnogość smaczków, jak i instrumentów nietypowych w tego typu muzyce (skrzypce, saksofon, flet, fortepian) powoduje, że mamy przed sobą dzieło dojrzałe i dopieszczone. Jeśli słuchacie Opeth, Ne Obliviscaris i tego typu klimatów, bierzcie tę płytę w ciemno.

10/10

Marcin Jędruszczak