20.10.2020

Nawigacja
Artykuły » Dziennik Pokładowy » OSADA VIDA - The Body Parts Party (dziennik zamknięty)
OSADA VIDA - The Body Parts Party (dziennik zamknięty)
OSADA VIDA - Dziennik Pokładowy
....czyli zapiski z powstawania "The Body Parts Party"



25.05.2008


OSADA VIDA
The Body Parts Party

Premiera: czerwiec 2008
Wydawca: Metal Mind Productions

RECENZJA



1. Body: The Body Parts Party
2. Liver: Mr Liver's Letter To You
3. Brain: Mind On Cloud Nine
4. Tongue: A White Lie
5. Spine: In Full Swing
6. Heart: Back And Forth
7. Muscle: Strong But Powerless
8. Bone: My Name is Bone The Single Bone

Bonusy:
9. Remember Your Name
10. Echoes of the Seat








20.05.2008


To już niestety ostatni wpis "Osadników"...


Pamietasz okładkę "Stupid Dream" PT? No to teraz tacy właśnie goście biegają przy maszynach i ściągają nasze, jeszcze ciepłe, świeżo wytłoczone krążki.

Poligrafia się drukuje.

Zacieramy ręce i czekamy z ogromnym apetytem na finalny produkt. Efekt kilkumiesięcznej, ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Bez kompromisów i chodzenia na łatwiznę. Bez "ech, niech już tak zostanie", ale za to z "no dobra, teraz to może być!".

Fizycznie co prawda nie mamy jej jeszcze w rękach, ale myślę, że jest okazja, żeby z tego miejsca napisać parę słów na temat ludzi, bez których płyta nie miałaby takiego kształtu, jaki uzyskała.

Marcin Chlebowski - to on był odpowiedzialny za realizację, produkcję, stoicki spokój oraz brak grzebienia. Wiedzieliśmy, że kiedy bez słowa kiwa głową na "nie", to trzeba poprawić ostatni take i nagrać go jeszcze raz.

Jacek Gawłowski - nadając ostateczni szlif, potwierdził, że mastering na światowym poziomie jest tym, czym maggi dodane do niedzielnego rosołu.

Paweł Olewniczak - wielkie nasze ukłony za profesjonalną sesję zdjęciową, dzięki której zdaliśmy sobie sprawę, jakie przystojne z nas chłopaki, bo osadowe portrety, zdobiące książeczkę, to właśnie robota Pawła.

Adam Pietrzyk - bez jego kamery nie było by tyle stresu w studio i pytań "a przepraszam, z jakiej państwo są telewizji?", oraz złudnych nadziei na główną wygraną w prześmiesznym programie "Śmiechu warte".

Cała ekipa RockArea - wyrażając pozytywne opinie na temat Osady, motywowała nas do roboty i potwierdzała, że jednak komuś się Osada podoba.

Po Dniu Matki można już zasuwać do sklepów i męczyć sprzedawców, gdyż agencje donoszą, że gotowe płyty będą już w magazynach MMP, zatem będzie można je zamawiać.

Zatem prosimy uzbroić się w jeszcze troszkę cierpliwości, wygodny fotel, dobre wino (lub sok pomarańczowy), żeby móc już niebawem dobrze bawić się na „Body Parts Party”!


15.04.2008

Raport ze studia część 1



Raport ze studia część 2





16.03.2008

Od 17 marca Zespół rozpoczyna prace w studio, nagrywając następcę ciepło przyjętego przez słuchaczy i krytyków debiutu „Three Seats Behind A Triangle”. Nowa płyta nosić będzie tytuł „The Body Parts Party” i znajdzie się na niej 8 premierowych utworów:

1. Body
2. Liver
3. Brain
4. Tongue
5. Spine
6. Heart
7. Muscle
8. Bone


Zarówno grafika, jak i tytuły poszczególnych utworów mają wydźwięk nieco „anatomiczny”, ale to tylko pozory.
Nowa płyta „The Body Parts Party” jest koncept albumem, który opowiada o ludzkich uczuciach i emocjach – pozytywnych i negatywnych. O przemyśleniach i refleksjach na temat obecności i funkcjonowania człowieka w codziennym, normalnym życiu. A wszystko to zostało zobrazowane i wyrażone poprzez konkretną część ciała.
Od strony muzycznej Osada Vida na nowej płycie w naturalny sposób rozwija swój styl, zaprezentowany na debiutanckiej płycie. Znajdą się tu zatem elementy prog rocka, metalu, jazzu, ale też momentami ambientu i rocka alternatywnego.
Płyta ukaże się pod skrzydłami Metal Mind Productions najprawdopodobniej w dwóch wersjach: „normalnego” CD oraz Digipack, który będzie wzbogacony o dwa utwory bonusowe. Premiera płyty planowana jest na maj 2008 w Europie i czerwiec 2008 w USA.



01.03.2008

Wszystko już prawie gotowe. Studio zaklepane. Wygląda na to, że zdążymy. Tempo pracy, które sobie narzuciliśmy, było (i wciąż jeszcze jest) bardzo ostre, nie dopuszczało absencji chorobowej, "leniwczej", czy jeszcze jakiejś. Nie ma przebacz. Największy natłok pracy przypadł akurat w okresie "wzmożonej zachorowalności na infekcje wirusowe i osłabienia naturalnej odporności", z powodu czego niejednokrotnie składaliśmy dźwięki z podwyższoną temperaturą, smarkając i kichając, oraz ogólną boleść posiadając (ale zapewniam, że nie miało to wpływu na kompozycje, choć w gorączce to takie rzeczy przychodzą do łba, że hej!).
Im bliżej końca, tym intensywniej pracujesz. To chyba reguła. A systematyczność nie jest wolna od wad. Zawsze pojawi się coś, co skutecznie wybije Cię z rytmu pracy twórczej.
Ale coraz więcej czasu poświęcasz całości. A związane jest to z krystalizującym i konkretyzującym się celem, który jawi się już coraz bliżej i bliżej.
Przed rozpoczęciem pracy nad nowym materiałem, zmieniliśmy nieco organizację grania. Bardzo dużo daje nam nagrywanie od razu i na bieżąco tego, co udało nam się złożyć. Masz nagranie kilku nowych fraz. Słuchasz sobie w domu, czy w drodze do pracy (czy w tej całej, legendarnej już chyba, windzie podczas golenia) i wyłapujesz rzeczy, które nie pasują, które brzmią dobrze, wpadają Ci do głowy fajne, nowe pomysły, które później można urzeczywistnić.

Teraz, w studio, mamy wydobyć z siebie całą esencję naszej kilkumiesięcznej pracy. Każdy z nas ma już w głowie obraz całości, do którego będzie dążył, siadając ze (lub za) swoim instrumentem. Pojawia się podniecenie, związane z wyobrażeniem gotowej płyty. Marzymy już, żeby "klapnąć" wygodnie w fotelu, delektować się muzyką i odprężyć przy dźwiękach, które niebawem z nas wyjdą.

Sesja z fotografem zaplanowana. Już wiem, że pracy z całą warstwą graficzną jest dużo więcej, niż w przypadku "Three Seats...". Do oprawy wizualnej przywiązujemy ogromną wagę, wszystko ma do siebie pasować, ma budować określony klimat, nic nie może być przypadkowe, ani banalne. A to wymaga przemyśleń. Nie da się zasiąść przed monitorem i, szast-prast, po prostu odwalić. Hmm..., to znaczy można, ale my tak nie chcemy.

Płyta powstanie w dwóch wersjach. Na jednej z nich umieścimy trochę niespodzianek, które dodatkowo uatrakcyjnią album. Niestety teraz nie możemy jeszcze zdradzić szczegółów (choć, uwierzcie, bardzo chcielibyśmy się tym w końcu pochwalić). Zobowiązał nas do tego wydawca. Ale po akceptacji i "klepnięciu" wszystkiego, zdradzimy szczegóły, no, może nie do końca wszystko odkryjemy, bo gdzieżby było wtedy zaskoczenie.

Wszystko już prawie gotowe. I zaplanowane.
Zasłużony odpoczynek po nagraniu płyty również.
A po odpoczynku chcemy zagrać dużo koncertów, bo mamy już na to ogromną ochotę!



26.01.2008

Jeżeli jest ktoś, kto jest przekonany, że płyta to tylko muzyka, to bardzo się myli. Muzyka, owszem, jest ważna, kluczowa. Ale kiedy w sklepie bierzesz do ręki płytę, to nie widzisz muzyki. Widzisz pudełko, lepiej lub gorzej ubrane w grafikę. Dopiero potem słyszysz kwintesencję albumu, czyli muzykę. Dlatego tak przykładamy się do odpowiedniego ubrania albumu we wrażenia wzrokowe. Chcemy, żeby to, co zaprezentujemy na krążku, łączyło się i współgrało z oprawą graficzną.

Są pierwsze pomysły. Przychodzą do głowy, jak to zwykle bywa: w najmniej oczekiwanych momentach (tak na marginesie, przydałby się jakiś zgrabny PDA, na który można byłoby przelać pomysły w różnych krytycznych sytuacjach). Jedziesz windą, prowadzisz nudną rozmowę przez telefon, golisz zarost. I trach. Pomysł uderza do głowy i trzeba go natychmiast zrealizować, przelać na coś, narysować. I pojawiają się pierwsze próby zrobienia czegoś, związanego z zamysłem koncept-albumu (nie, to nie jest jeszcze ten odcinek, w którym Osada zdradza, o jaki koncept chodzi). Pokazuję chłopakom. Za ostre. Death metalu nie gramy, więc za ostre (dla death metalowej kapeli byłoby, jak znalazł). Do poprawy. Ale kierunek dobry, więc nie jest najgorzej. Pomysł rozwija się w głowie, nabiera kształtów. Coraz przyjemniej patrzy się na niego. Ląduje jako tapeta na pulpicie mojego komputera. Przez to mogę patrzeć sobie na niego w wolnych chwilach i myśleć, co dalej.
A Osada dalej walczy z nową muzyką, przełamując swoje ograniczenia, tworzy karkołomne zestawienia. Trzeba się napocić. Ale kiedy za 10-15 razem wszyscy mamy na twarzach wielkie, radosne banany (inaczej mówiąc, suszymy zęby), to znak, że dobrze idzie i numer się „kula”.

Dyskusje: „A może zagramy to na 3, potem urwanie, nie, nie tu, później, tu, gdzie werbel, potem się ładnie wszystko zejdzie do kupy”. Aranżacje i dobór brzmień: „O Boże, to brzmi jak wczesne Kombi, jeszcze to vibrato...”, „O, to ładnie idzie, takie przyjemne, melodyjne, nie da się tego jeszcze bardziej pociągnąć, kurcze, szkoda takiego motywu na 4 takty”.

Rafał R6 Paluszek


09.01.2008

Pracujemy nad nowym, koncepcyjnym albumem. Muzyka będzie obracała się wokół jednego tematu. Jakiego? O, tego nie zdradzamy (jeszcze?).

Złożone są cztery utwory. Cztery utwory, których pokonanie wydawało się na początku niemożliwe. Ale to tak zawsze. Kiedy ktoś z nas przynosi zalążek nowej kompozycji (najczęściej Łukasz przynosi) i pokazuje reszcie, ta reszta nie wie: śmiać się czy płakać. Bo jeśli komuś wydaje się, że praca nad osadową muzyką to bułka z masłem, to grubo się myli.
Paradoksalnie najtrudniej idzie nam robi
enie najprostszych rzeczy. Okazuje się czasem, że frazy, grane na przemian na 5/4 i 2/4, oraz kończone na "i" wychodzą łatwiej, niż prosty time na 4.

Na początku jest muzyka. W głowie, na kartce, nucona. Zbieramy się i gremialnie ją poznajemy. Okazuje się, że grana (jeszcze niemrawo, niepewnie, nierówno) brzmi zupełnie inaczej. Bardzo często inaczej, niż było w planach. Nagle okazuje się, że część, która w założeniu miała być spokojna i wyciszająca, brzmi z taką energią, że aż żal tę energię chować.

No i ciężko pracujemy, składamy nuty w jedną całość, aranżujemy. Fakt, że tak złożone są już cztery utwory, nie oznacza, że są gotowe. Przed nami jeszcze sporo pracy, szczególnie takiej "po godzinach", stojąc w kolejce do kiosku, idąc po schodach, szorując zęby, czy drapiąc się za uchem. Nowe dźwięki chodzą nam po głowach, osłuchujemy się z nimi w myślach. Wtedy rodzą się pomysły na brzmienie, konkretne frazy, solówki.

Powiecie: - Mało konkretów! Dawaj mi tu tytuły, okładkę, trailery, fragmenty! Kiedy rzeźbiarz pracuje nad swoją rzeźbą, to nie daje nikomu wyrzeźbionego fragmentu ręki lub nosa do obejrzenia:)

Nie czekamy, aż ktoś nas pogłaszcze po głowach i powie coś miłego. Robimy swoją muzykę, nie zwracając uwagi na modę, trendy i aktualne układy w branży. A że czasem ciężko przebić się z tymi dźwiękami? Figa. My gramy swoje.
Osada Vida. Jedni o nas słyszeli i się podoba. Inni nie. Jeszcze inni udają, że nie słyszą. Ale to tak, jak w życiu: jeden woli ogórki, drugi ogrodnika córki.

Rafał R6 Paluszek