24.01.2020
RECENZJE
ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - K » Katatonia - 2009 - Night is the New Day
Katatonia - 2009 - Night is the New Day


1. Forsaker
2. The Longest Year
3. Idle Blood
4. Onward Into Battle
5. Liberation
6. The Promise Of Deceit
7. Nephilim
8. New Night
9. Inheritance
10. Day & Then The Shade
11. Departer

Rok wydania: 2009
Wydawca: Peaceville
http://katatonia.com/



Zmieniła nam się Katatonia na przestrzeni tych lat, zmieniła. Panowie wydorośleli, młodzieńczy bunt zastąpiła melancholia i zaduma. "Night is the New Day" to ósmy krążek tej formacji i z całą stanowczością mogę stwierdzić, że to pozycja ze wszech miar udana.

Na kolana rzucają już pierwsze dźwięki otwierającego krążek "Forsaker". Muzykom udało się stworzyć niesamowity klimat, pełen przestrzeni z niezwykle masywnymi, wręcz przygniatającymi gitarami i delikatnym śpiewem Jonasa Renkse. Drugi w kolejności, "The Longest Year" rozpoczyna się delikatnie i nastrojowo a wokalista wyśpiewuje swoje partie na tle intrygującego perkusyjnego podkładu. Po pewnym czasie pojawiają się jednak gitary i słuchacz po raz kolejny dostaje ciężkim obuchem po głowie. Całość wieńczy rewelacyjny, pełen emocji, w warstwie wokalnej, refren. "Idle Blood" w swym wstępie pozwala delektować się pięknymi, akustycznymi, ciepłymi brzmieniami. Po ciekawej zwrotce muzycy serwują na cudowny refren z przepiękną melodią i mnóstwem akustycznego grania. "Onward Into Battle" to kolejny element tego obrazu malowanego dźwiękiem, pełnego ognia jak i przeszywającego zimna jednocześnie. To niezwykle klimatyczna kompozycja z refrenem, który płynąc z głośników wywołuje ciarki na ciele słuchacza. W "Liberation" powraca ciężar gitar i choć zwrotka jest bardzo spokojna to już w refrenie słyszymy moc i potęgę. Gitary rzeźbią ciężkie brzmienia okraszane niespokojnymi partiami instrumentów klawiszowych a na tym tle Jonas po raz kolejny proponuje nam ciekawą melodię. "The Promise Of Deceit" intryguje już od pierwszych dźwięków, z pozoru monotonny aż skrzy się emocjami a sprawne ucho wychwyci ciekawy klawiszowy motyw, który niczym mantra przewija się przez utwór. To bez wątpienia jeden z najbardziej intrygujących momentów na tym albumie. Początek "Nephilim" może kojarzyć się z My Dying Bride. Cóż za ciężar, gitary niczym walec prą do przodu prowadząc słuchacza do nostalgicznej zwrotki. Refren to znów potęga brzmienia i niezwykła moc, która przetacza się po słuchaczu nie pozostawiając mu szans na ucieczkę. "New Night" zwraca na siebie uwagę intrygującymi motywami gitary, która tworzy melancholijny podkład dla wokalisty. Usłyszymy też smutne dźwięki zagrane na pianinie. Filmowy klimat "Inheritance" mógłby posłużyć za ścieżkę dźwiękową dla psychologicznego dramatu. Przepiękne gitarowe solo do tego nie pierwsze na tej płycie ciepłe brzmienia wręcz chwytają za serce. Słyszymy instrumenty smyczkowe a Jonas nigdzie się nie spiesząc wyśpiewuje kolejne wersy tekstu. Ze stanu hipnozy wyrywa "Day & Then The Shade", którego mocny początek przypadnie do gustu zwolennikom cięższych brzmień. Album zamyka smutne i nastrojowe "Departer", w którym wokalista śpiewa inaczej niż w pozostałych kompozycjach, nieco wyżej i wychodzi mu to niezwykle udanie. To kolejny wywoływacz ciarek, zwłaszcza w partiach instrumentalnych.

Katatonia dorobiła się własnego stylu. Muzykom z niezwykłą łatwością przychodzi łączenie ciężaru z delikatnością do tego całość jest niezwykle melodyjna i wciągająca. Hipnotyczna moc tych dźwięków nie pozwala się od nich oderwać zanim nie wybrzmią ostatnie sekundy płyty. Wspaniały album na długie jesienne wieczory.

9/10

Piotr Michalski
Komentarze