15.08.2020
RECENZJE
SPARKS – A Steady Drip, Drip, Drip

BATUSHKA – Раскол/Raskol

ABEL GANZ - The Life of the Honey Bee and Other Moments of Clarity

STEEL PROPHET - The God Machine

DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - F » Floating.point - 2010 - Free Falling
Floating.point - 2010 - Free Falling
Floating.point
  1. Awakening
  2. Degrees Of Abstraction
  3. Free Falling
  4. Apprehension
  5. Second Thought Coming
  6. Distant Shore
  7. Naked Eye
  8. Ywret (tylko na CD...)


Rok wydania: 2010
Wydanie własne
http://www.myspace.com/floatingpoint


Całkiem niedawno, od takich jak ja „zakręconych” maniaków muzyki progrockowej uzyskałem informację, o mało znanym multiinstrumentaliście rodem z Polski, aktualnie mieszkającego na wyspach i tworzącym niesamowite projekty. Z niemałymi trudnościami uzyskałem dane mailowe i zwróciłem się z prośbą, aby dowiedzieć się coś więcej na jego temat. Miło było, gdy on – Peter Szczepaniak odezwał się. To właśnie on kryje się pod projektem 'floating.point' (celowo pisany małymi literami).

Jak zwykle bywa w takim przypadku, otrzymałem przesyłkę pocztową z dwoma wydawnictwami muzycznymi, które sprawiły mi niemałą frajdę. Jednym z nich była EP-ka debiutanckiego krążka ”State Of Denial”, który powstał latem 2008 roku. Drugi album, to już długogrający „Free Falling”, powstający mozolnie od wiosny do jesieni tego roku. Chciałbym skupić swoją uwagę na tym drugim albumie, gdyż oceniam go, jako bardziej dojrzały. Chociaż przy pierwszym albumie ekipa była doborowa; proces miksowania wspomagał sam Sean Taylor z Cluny Studios z Newcastle, zaś mastering został powierzony Andy Jacksonowi, znanemu twórcy płyt Pink Floyd i Davida Gilmour'a. Tak więc niesamowite rekomendacje!

Z kulis wydawniczych wiadomo, że album „Free Falling”, miał wiosną 2010 ukształtowany zarys i wpierw ukazał się w wersji mp3 w internecie. Jednak efekt założony nie pokrywał się ze stanem faktycznym. Stąd sam autor narzucił sobie niezwykle ostre wymagania i latem zwrócił się do Chrisa Daniela z Brighton, aby ten dokonał masteringu. Jest coś magicznego w tym, że płyty wydawane na wyspach mają całkiem inne brzmienie. Gdy już album był w zasadzie gotowy, we wrześniu Peter ponownie dokonał remiksu, posługując się Cakewalk Sonar 6 z własnoręcznie złożonym i zoptymalizowanym komputerem. W końcu album ujrzał światło dzienne. Efekty tych działań słychać i to bardzo. Szczególnie selektywnie brzmią instrumenty i to w przeważającej większości „żywe”, co ma ogromne znaczenie, bo jest to wydawnictwo instrumentalne.

Jak można zaszufladkować to, co stworzył autor? Z charakteru kompozycji i zaangażowaniu w niej elektronicznych instrumentów, można zaryzykować miano „electronic progressive”. Inspiracje autora sięgają wielu twórców tak szacownej MUZY. Zacznę od „elektronicznych” twórców (Jarre, Vangelis, Tangerine Dream) czy nasz Marek Biliński, dalej obszarów rocka progresywnego (Porcupine Tree, Dream Theater), klasyki rocka (Deep Purple, Led Zeppelin czy Pink Floyd) i pewno długo by wymieniać… Należy stwierdzić, że zamierzeniem autora nie jest kopiowanie, a tworzenie własnych projektów, co też łatwo można zauważyć na „Free Falling”.

Pierwsza z kompozycji to ”Awakening”, intro które znakomicie wprowadza w typowy ambientowy charakter. Spod palców klawiszowca wydobywa się w tle niesamowity dźwięk uzupełniany delikatnymi solówkami gitarowymi.

Zaraz potem „Degrees Of Abstraction”, utwór typowy w dokonaniach progresywnych, rozwija się powoli, bez zrywów, z brzmieniem klawiszy i rytmicznym biciem w kotły, aż do momentu, gdy stopniowo wzrasta napięcie. W międzyczasie pojawiają się dźwięki pianina i melotronu. Gdzieś w tle kobiecy chórek i dobiegający głos tekstu wypowiadanego przez mężczyznę. W tle dobiegają „łkające” dźwięki gitary.
Trzeci utwór „Free Falling”, chyba najlepszy z tej płyty. Na początku uliczne dźwięki z jakiejś metropolii i zaraz potem dźwięki melotronu w majestatycznym rytmie wprowadzają w stan upojenia. Pojawia się solo na pianinie, wspomagane bitem perkusyjnym. W tle słychać chórek. Nastrój rośnie, aż do momentu pojawienia się gitarowego sola. Oj, tutaj autor sobie pofolgował bez granic!

Po takiej uczcie, zaraz potem króciutko zabrzmiał utwór „Apprehension”, trochę trącający charakterem Porcupine Tree. Dominują dźwięki wydobywane jakby z syntezatorów, ale nie są nimi, tylko są to jedynie klawiatury sterujace MIDI, i są to skonfigurowane cyfrowe „dzieła sztuki” w formie software'u, począwszy od emulacji Moog-a, a na współczesnych klasykach takich jak Z3TA+ i Absynth skończywszy. Tyle szczegółów z „kuchni” Petera. Jest też krótka wymiana zdań w środku utworu, to taki drobiazg w celu urozmaicenia, jako instrument - efekt dźwiękowy. Brzmienie świetne!

W „Second Thought Coming” dominująca partia wydobywająca się z syntezatorów i w miarę upływu czasu wspomagana przez melotron, uzupełniona bitem perkusyjnym. Nadal słucha się tego z wielkim zainteresowaniem.

Kolejna kompozycja „Distant Shore”, to upojny świat dźwięków płynących z syntezatorów. Nakładane są przeróżne dźwięki, potęgując atmosferę.

I kolejny według mnie utwór zasługujący na uwagę, to „Naked Eye”, długa kilkunastominutowa suita. Rozpoczyna się od wprowadzenia na melotronie, wspomaganego bitem na perkusji. Nagle gdzieś w tle słychać fragment rozmowy przez radio pilota samolotu, który zaobserwował UFO. Przy tej okazji widać te fascynacje kompozytora muzyką elektroniczną. Przyjemnie współbrzmi „żywa” perkusja z pełnym zestawem i aż się wierzyć nie chce, że wszystko to jest udziałem „człowieka orkiestry” – Petera !

I na sam koniec w „Ywret”, znowu powiało nostalgicznym brzmieniem, czego tutaj nie ma ? Widać autor bawi się w pięknym świecie dźwięku.

Tak się składa, że w poszukiwaniach muzycznych Petera Szczepaniaka jest wiele zbieżnego w tym, czym każdy z nas odbiorców znajduje. Bo są to w ogóle dobre pomysły i sam autor wie jak realizować. Bo jak sam autor mówi;

- To raczej prezentacja różnych "odcieni" mojej muzyki, różnych
zainteresowań i brzmień… Prawda jest taka, że bardziej niż sama gitara
interesowały mnie improwizacja, harmonia i poszukiwanie ciekawych
brzmień. W tamtym okresie, gdy jako student Uniwersytetu Warszawskiego
nie miałem żadnych możliwości sprzętowych na zrealizowanie swoich
pomysłów, więc mozolnie zapisywałem pierwsze projekty w formie tabulatur.


I co, trzeba było zamienić pobyt z kraju nad Wisłą i dla zrealizowania swoich celów wyemigrować na wyspy…

Polecam bardzo to wydawnictwo. W mojej ocenie kwalifikuje się na „silne” 8 punktów.

8/10

Ryszard Bazarnik
Komentarze