08.12.2019
RECENZJE
ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype

MOTHER OF MILLIONS - Artifacts

TRIBULATION - Down Below

EUROPE - Europe

JAN METUS - Time Will Dissolve Our Shadows

JAN AKKERMAN - Close Beauty

REMEMBRANCE - Fall, Obsidian Night

PETR STEPAN & BRATRSTVO LUNY - Luna nad Iglau

DESTRUCTION - Born to Perish

GALLILEOUS - Moonsooon

ISSUN - Dark Green Glow

THE PAU - Raj

THE HOLEUM - Sublime Emptiness

RONNIE WOOD WITH HIS WILD FIVE - Mad Lad: A Live Tribute to Chuck Berry

BLACK STONE CHERRY - Black To Blues 2

RHAPSODY - Dawn of Victory

FLESHWORLD - The Essence Has Changed But The Detail Remains

YOGI LANG - A Way Out Of Here

MYSTHICON - Into the Dark (EP.)

ALHENA - Breaking the Silence...by Scream

ADAM JURCZYŃSKI - Beyond the Horizon

JOE BONAMASSA - Live At the Sydney Opera House

GHOST - Infestissumam

NIKKI STRINGFIELD - Harmonies for the Haunted

MILLENIUM - The Web

FRONTBACK - Don't Mind the Noise

VISION DIVINE - When All The Heroes Are Dead


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - G » Galahad - 2007 - Empires Never Last
Galahad - 2007 - Empires Never Last




1. De-Fi-Ance
2. Termination
3. I Could Be God
4. Sidewinder
5. Memories From An African Twin
6. Empires Never Last
7. This Life Could Be My Last

Rok wydania: 2007






Są takie płyty, do których nie da się podejść obiektywnie, i takim właśnie albumem jest dla mnie najnowsza produkcja Galahad – Empires Never Last. Przyznaję, że uwielbiam ten zespół i płyta ta była przeze mnie wyczekiwana z niecierpliwością. Jestem jedną z tych osób, które zaopatrzyły się w tzw. „tour edition”, czyli materiał „Empires…” bez książeczki, z uboższą grafiką w pudełku typu slim. Kosztowało to 10 funtów, ale w zamian gdy tylko ukazało się pełne, nazwijmy to „sklepowe”, wydanie otrzymałem je od zespołu gratis:-)

Z czym mamy do czynienia na najnowszym albumie tej ikony progresywnego rocka? Dziś Galahad to wybuchowa mieszanka prog rocka, w najlepszym wydaniu, oraz metalu a wszystko to okraszone dużą dawką elektroniki. Niech nikogo nie zmyli początek albumu, ten milutki śpiew to tylko preludium, to niemal cisza przed burzą. „De-Fi-Ance” to utwór o dwóch twarzach, łagodnym wstępie i ostrym, chwilami niemal brutalnym rozwinięciu, w którym pobrzmiewają echa……Cradle of Filth (!!!). Chyba zresztą Stuart Nicholson lubi te brytyjskie „gwiazdy” black metalu, gdyż na DVD „Resonance – Live in Poland” w jednym z dodatków (bodajże wywiad Artura Chachlowskiego) paraduje w koszulce z ich logo. Na tej płycie nie ma słabych utworów, każdy zasługuje na uwagę i słowa uznania, i o każdym mógłbym pisać elaboraty. Czy jest to nieco transowy „Termination” czy „I Could Be God” z genialnym początkiem a’la Jarre, który to potem przechodzi w ostry, cięty riff słychać, że to Galahad! Może i brzmią teraz inaczej niż za czasów „Nothing is Written”, czy „Sleepers”, ale wciąż wiedzą jak układać wyśmienite kompozycje. Genialny ”Sidewinder” z cudowną solówka Karla Grooma z Threshold czy instrumentalny „Memories From An African Twins” to majstersztyki. Galahad chyba nagrał najlepszą płytę w swojej historii, płytę, po którą musi sięgnąć każdy kto nazywa siebie fanem progresywnego grania…jak dla mnie to płyta roku


10/10

Piotrek „PM” Michalski
Komentarze