11.07.2020
RECENZJE
DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - F » Fish - 1997 - Sunsets On Empire
Fish - 1997 - Sunsets On Empire
Fish - 1997 - Sunsets On Empire


1. The Perception of Johnny Punter (8:37)
2. Goldfish & Clowns (6:36)
3. Change Of Heart (3:41)
4. What Colour Is God? (5:50)
5. Tara (5:12)
6. Jungle Ride (7:34)
7. Worm In A Bottle (6:24)
8. Brother 52 (6:03)
9. Sunsets On Empire (6:54)
10. Say It With Flowers (4:15)

Rok wydania: 1997
Wydawca: Dick Bros Record Company
http://fish-thecompany.com/





Po debiutanckiej, najbardziej "marillionowej", spośród solowych płyt Fisha, "Vigil In A Wilderness Mirror" (przez ortodoksyjnych fanów starego Marillion pewnie uważanej za najlepszą w jego solowej karierze), i (moim zdaniem) bardzo udanej, uwypuklającej szkocką naturę artysty "Internal Exile", dopadł Fisha pewien kryzys. Następna płyta, "Songs Of The Mirror", była zbiorem fishowych interpretacji przeróżnych kompozycji z historii rocka, interpretacji, które szczerze powiedziawszy nie rzucały na kolana. Kolejny album, "Suits", w tamtym okresie zupełnie mnie nie zachwycił. Teraz po latach postrzegam tą płytę już nieco inaczej, bez emocji i wygórowanych oczekiwań. Muszę stwierdzić, że było jednakna nim kilka ciekawych kompozycji, chociaż w całości się nie bronił.

No cóż, obniżki formy, zdarzają się zarówno sportowcom jak i artystom. Nawet Małysz miewał w swojej karierze okresy krótszych lotów. Powrót wysokiej, artystycznej formy przyniosła Fishowi kolejna studyjna płyta, "Sunsets On Empire". I tu znowu analogia do naszego jeszcze niedawno sportowca numer jeden, któremu pomógł w powrocie do światowej czołówki doskonały trener Hannu Lepisto. Dla Fisha takim "Lepisto" okazał się świetny muzyk, kompozytor, a zarazem producent, Steven Wilson. Aby przekonać się, jak duży wpływ na nowe dzieło Fisha miał ten artysta, wystarczy spojrzeć na tylną kopertę płyty. Spośród dziesięciu kompozycji, połowa jest autorstwa Fisha wraz z Wilsonem. Steven Wilson zagrał na tym albumie również na gitarach oraz klawiszach, był odpowiedzialny za aranżacje i produkcję płyty. Wystarczy włączyć krążek do odtwarzacza, aby usłyszeć jak zbawienny wpływ na (wówczas) nowe dzieło Fisha miał artystyczny zmysł Stevena Wilsona.

Album brzmiał bardzo świeżo, co dało się odczuć już po pierwszej, najdłuższej, ośmiominutowej kompozycji "The Perception of Johnny Punter", od pierwszych dźwięków charakterystycznej wilsonowskiej gitary, która wtórowała Fishowi. Na powstanie kolejnej, przeuroczej kompozycji (zarówno w sferze tekstowej jak i muzycznej,) "Goldfish & Clowns", ważną rolę odegrały wizyty w Polsce (w tekście pojawiła się postać pewnej Małgorzaty). "Change Of Heart" utrzymana jest w podobnym, nieco melancholijnym klimacie. Bardziej drapieżnie robi się za sprawą "What Colour Is God?" (antyrasistowskiej w warstwie lirycznej), jest to niezwykle ważna kompozycja, nie tylko dla tego albumu ale dla całej muzycznej spuścizny pana Ryby. Po energicznym "What Colour Is God?", pora na jeden z delikatniejszych, przeuroczych fragmentów, "Tara", poświęcony bardzo ważnej dla Fisha osobie... Następnie wkraczamy do muzycznej dżungli. "Jungle Ride", to niestety obok kolejnej kompozycji, "Worm In A Bottle", najmniej lubiany przeze mnie fragment płyty (w kwestii muzycznej jakby mniej ciekawe). Tak się składa, że są to akurat te niewilsonowe kompozycje (Dick, Bolt). W dalszej części jest już na powrót niezmiernie ciekawie, a to za sprawą dynamicznego "Brother 52" (w formie rozmowy Fisha przez telefon), oraz tytułowego "Sunsets On Empire", utrzymanego jakby w późnofloydowym czy wręcz watersowym klimacie. Na zakończenie mamy jeszcze akustyczną, spokojną, wręcz leniwą kompozycję "Say It With Flowers".

Zastanawia mnie tylko jedno? Nadwornym grafikiem Fisha został Mark Wilkinson, który był autorem wszystkich, (przecież tak frapujących) okładek fishowego Marillionu. Co się stało, że tworząc na optrzeby solowych wydawnuictw Fisha, zdarzały mu się takie kiczowate "koszmarki" jak właśnie ta, bądź okładka jednej z późniejszych płyt "Field of Crows"?

7,5/10

Marek Toma
Komentarze