19.02.2020
RECENZJE
BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - K » King Crimson ProjecKt, A - 2011 - A Scarity of Miracles
King Crimson ProjecKt, A - 2011 - A Scarity of Miracles
green


1. A Scarity of Miracles
2. The Price We Pay
3. Secrets
4. This House
5. The Other Man
6. The Light of Day

Rok wydania: 2011
Wydawca: Pony Canyon




Jeżeli w jednym miejscu spotkało się czterech muzyków King Crimson (wśród nich także lider Robert Fripp) oraz Jakko M.Jakszyk, który przez kilka lat śpiewał i grał na gitarze w formacji 21st Century Schizoid Band, specjalizującym się w wykonywaniu klasyków wczesnego wcielenia "Karmazynowego Króla", to co może powstać w wyniku takiego zjednoczenia sił? Okazuje się, że... kolejna płyta z serii The ProjecKts zamiast regularnego albumu King Crimson.

Tytułowy kawałek to przyjemna podróż trzydzieści parę lat wstecz do czasów "Starless", kiedy w zespole śpiewał John Wetton. Mister Jakko Jakszyk dysponuje podobną barwą głosu, także sama kompozycja ma wiele z klimatu tamtego genialnego albumu. Co prawda delikatne partie saksofonu Mela Collinsa mogą raczej kojarzyć się z klimatami z dźwiękowej bajki Jana Garbarka, ale generalnie utwór jest jak najbardziej "karmazynowy". Zresztą... King Crimson tyle razy zmieniał muzyczne oblicze, że właściwie każdą płytę z kompozycjami sygnowanymi przez Frippa można by spokojnie opublikować pod słynnym szyldem. No ale mówi się trudno - zamiast nowej płyty legendy otrzymaliśmy najprzystępniejszy materiał ze wszystkich dotychczasowych nazwą ProjecKts na okładce. Dopiero na wysokości "The Other Man" kwintet przypomina, że tworzą go muzycy, którzy lubią poeksperymentować i "zamieszać" w strukturach kompozycji. W awangardowe rejony odlatują w finałowym "The Light of Day". To z kolei daleki krewny "Moonchild" z debiutu KC. Wymaga dużej cierpliwości od słuchacza, ale też jest - zdaniem niżej podpisanego - utworem niewykorzystanej szansy. Po paru minutach raczej irytuje niż intryguje. Niby podobne słówka, a jednak o różnym znaczeniu...

Panowie "zaprojecKtowali" ponad 43 minuty muzyki: 34 naprawdę bardzo miłe dla ucha (zwłaszcza utwór tytułowy oraz uroczy "Secrets"), pozostałe 9 - dosyć męczące, ale generalnie warto wracać do tego albumu. Chociaż mianem rewelacji, czy objawienia roku nie odważyłbym się go określić...

7,5/10

Robert Dłucik
Komentarze