09.12.2019
RECENZJE
ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype

MOTHER OF MILLIONS - Artifacts

TRIBULATION - Down Below

EUROPE - Europe

JAN METUS - Time Will Dissolve Our Shadows

JAN AKKERMAN - Close Beauty

REMEMBRANCE - Fall, Obsidian Night

PETR STEPAN & BRATRSTVO LUNY - Luna nad Iglau

DESTRUCTION - Born to Perish

GALLILEOUS - Moonsooon

ISSUN - Dark Green Glow

THE PAU - Raj

THE HOLEUM - Sublime Emptiness

RONNIE WOOD WITH HIS WILD FIVE - Mad Lad: A Live Tribute to Chuck Berry

BLACK STONE CHERRY - Black To Blues 2

RHAPSODY - Dawn of Victory

FLESHWORLD - The Essence Has Changed But The Detail Remains

YOGI LANG - A Way Out Of Here

MYSTHICON - Into the Dark (EP.)

ALHENA - Breaking the Silence...by Scream

ADAM JURCZYŃSKI - Beyond the Horizon

JOE BONAMASSA - Live At the Sydney Opera House

GHOST - Infestissumam

NIKKI STRINGFIELD - Harmonies for the Haunted

MILLENIUM - The Web

FRONTBACK - Don't Mind the Noise

VISION DIVINE - When All The Heroes Are Dead


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - L » L.Stadt - 2010 - EL.P
L.Stadt - 2010 - EL.P
L.STADT
1. Death of a surfer girl
2. Fashion Freak
3. Smooth
4. Ciggies
5. Charmin / Lola
6. Puppet song no1
7. Mumms attack
8. Sun
9. Jeff

Rok wydania: 2010
Wydawca: Mystic Production
http://www.myspace.com/lstadt




Za oknem niemal trzydzieści stopni Celsjusza! Duchota, patelnia, mikrofala, piekarnik - jakkolwiek kolokwialnie tego nie ujmiemy, rozpoczyna się lato. Człowiekowi za dnia nie chce się słuchać progresywnych suit, rozciągniętych do granic możliwości w czasie, meganastrojowych kompozycji. Pozostają one na nocne szaleństwa ze słuchawkami. Gdy zaś niebo przemierza na swoim błyszczącym rydwanie Helios, przychodzi ochota na coś... niezobowiązującego. Coś na wzór drugiego albumu naszych rodaków z L.Stadt.

"EL.P" to pełen szaleństwa kolaż najróżniejszych klimatów w słonecznej, surferskiej otoczce. Poczynając od "plastikowego" w duchu lat 80 brzmienia "Death of a Surfer Girl", szarpanych riffów "Smooth", kowbojskiego "Charmin / Lola", poprzez narkotykowe uniesienie w "Sun" i humorystyczne chórki w tle "Ciggies", a kończąc na pastiszowym "Mumms Attack", w którym usłyszymy sample ze starych horrorów, kabaretową wstawkę na pianinie i dziecięce chórki. Ot, takie "róbta co chceta", laboratorium niewyżytych muzyków, z którego - o dziwo - powstał naprawdę spójny album, spięty umowną, luzacką klamrą tematyczną. W rezultacie brzmi to dokładnie tak, jak mogłoby ostatnie Gorillaz, gdyby Damon Albarn umiał zachować pierwotny dystans do swojego "rysunkowego" projektu. Nawet głos Łukasza Lacha brzmi wyjątkowo podobnie do frontmana Blur. Długość płyty, którą normalnie bym skrytykował, porównując ad exemplum do najnowszej EPki Riverside, okazuje się idealna. Album skończy się kilka minut przed pierwszym skojarzeniem z jakimkolwiek synonimem słowa "nuda" i bardzo szybko powróci do odtwarzacza.

"EL.P" kupiłem w ciemno, zachęcony pozytywną recenzją w naszym największym czasopiśmie muzycznym i równowartości dwóch, spędzonych w sposób "studencko-piątkowy" godzin nie żałuję. Choć serca nie podbiło, słucha się tego z niemalejącą przyjemnością. Idealny wybór na czerwcowe popołudnia.

7,5/10

Adam Piechota

Komentarze