19.02.2020
RECENZJE
BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - K » Kills, The - 2011 - Blood Pressures
Kills, The - 2011 - Blood Pressures
thekills1. Future Starts Slow (4:05)
2. Satellite (4:14)
3. Heart Is a Beating Drum (4:20)
4. Nail in My Coffin (3:32)
5. Wild Charms (1:14)
6. DNA (4:32)
7. Baby Says (4:28)
8. The Last Goodbye (3:41)
9. Damned If She Do (3:52)
10. You Don't Own the Road (3:22)
11. Pots and Pans (4:35)

Rok wydania: 2011
Wydawca: Domino
http://www.thekills.tv/




Jack White wziął zasłużony urlop, więc jedna z jego szalenie popularnych partnerek, Alison Mosshart, miała okazję wrócić do macierzystego The Kills, czyli multiinstrumentalisty Jamie'ego Hince'a (The Kills to duet) i zabrać się za nagrywanie nowego materiału. Na pewno pomogło w tym doświadczenie wyciągnięte z bluesowego szaleństwa The Dead Weather, którego wpływy czuć na całej przestrzeni "Blood Pressures". Obędzie się jednak bez radosnego plagiatorstwa, duet ma przecież własny staż i prywatną, niezwykle luźną wizję muzyki.

"Blood Pressures" charakteryzuje pewnego rodzaju minimalizm - największy efekt osiąga się najprostszymi środkami. Czy są to rytmiczne bębny z rozstrojoną gitarą ("Future Starts Slow"), klaskanie i sample brzmiące jak uderzenie kija bilardowego ("Heart Is a Beating Drum"), nucone melodie na wzór stadionowych zaśpiewek ("Satellite"), czy sama, rozstrojona do granic możliwości gitara ("Baby Says") - nie ma znaczenia, bowiem wszystko tutaj buja słuchaczem na wszystkie strony niczym szmacianą lalką. Kawałki są nośne, a wmieszanie ich na ścieżkę dźwiękową porządnej domówki nie spowodowałoby najmniejszej złośliwej uwagi od gości. Alison udowadniać nic nie musi, ale jej wokalne wyczyny to wciąż zdecydowana górna półka amerykańskiej muzyki rockowej, wszystko brzmi nad wyraz seksownie i fascynująco (wokalny szczyt albumu to "You Don't Own the Road"). W większości utworów wtóruje jej Jamie i przyznajmy szczerze - w duecie brzmi przyjemnie, gdy nokautuje na chwilę partnerkę i przejmuje mikrofon i jęczy samotnie (senne "Wild Charms"), coś jest zdecydowanie nie tak, ucieka cały klimat beztroskiej, rozhulanej sielanki. Równie niepotrzebnie wypada ballada "The Last Goodbye", choć jest to utwór zaprawdę słodki (być może powinien zamykać album?). Słuchacz z "Blood Pressures" najchętniej wyrzuciłby oba zwolnienia i bujał nieprzerwanie przez cały "muzyczny seans". A tak pojawia się pewnego rodzaju konsternacja (Hamlet ująłby to słowami "bujać się albo się nie bujać?").

Cóż mógłbym dodać... Więcej takich płyt! Więcej równie udanej, zdystansowanej, świeżej i chwytliwej muzyki. To nie są albumy, które zapiszą się złotymi zgłoskami w Wielkiej Księdze Muzycznych Arcydzieł, ale bez podobnych płytek nasz świat byłby strasznie napuszony i drętwy. Rozmawiałem ostatnio ze znajomym przez słoneczny komunikator na temat "Blood Pressures" i w zakończeniu doszedł on do prostego wniosku, który pozwolę sobie przytoczyć: "Pozostawia radość w sercu, chęć na więcej i po prostu buja, a to chyba najważniejsze".

7/10

Adam Piechota
Komentarze