10.12.2019
RECENZJE
JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype

MOTHER OF MILLIONS - Artifacts

TRIBULATION - Down Below

EUROPE - Europe

JAN METUS - Time Will Dissolve Our Shadows

JAN AKKERMAN - Close Beauty

REMEMBRANCE - Fall, Obsidian Night

PETR STEPAN & BRATRSTVO LUNY - Luna nad Iglau

DESTRUCTION - Born to Perish

GALLILEOUS - Moonsooon

ISSUN - Dark Green Glow

THE PAU - Raj

THE HOLEUM - Sublime Emptiness

RONNIE WOOD WITH HIS WILD FIVE - Mad Lad: A Live Tribute to Chuck Berry

BLACK STONE CHERRY - Black To Blues 2

RHAPSODY - Dawn of Victory

FLESHWORLD - The Essence Has Changed But The Detail Remains

YOGI LANG - A Way Out Of Here

MYSTHICON - Into the Dark (EP.)

ALHENA - Breaking the Silence...by Scream

ADAM JURCZYŃSKI - Beyond the Horizon

JOE BONAMASSA - Live At the Sydney Opera House

GHOST - Infestissumam

NIKKI STRINGFIELD - Harmonies for the Haunted

MILLENIUM - The Web

FRONTBACK - Don't Mind the Noise


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - B » Bach, Sebastian - 2011 - Kicking & Screaming
Bach, Sebastian - 2011 - Kicking & Screaming
bach1. Kicking & Screaming
2. My Own Worst Enemy
3. TunnelVision
4. Dance On Your Grave
5. Caught In A Dream
6. As Long As I Got The Music
7. I'm Alive
8. Dirty Power
9. Live The Life
10. Dream Forever
11. One Good Reason
12. Lost In The Light
13. Wishin'

Rok wydania: 2011
Wydawca: Frontiers




Od lat miałem przeświadczenie, że Sebastian Bach radzi sobie bez Skid Row niewiele lepiej niż zespół bez niego. Wyjątki w dyskografii jak epizod z Frameshift (notabene świetny album) to jedynie jedna jaskółka, która wiosny nie czyni. Jednak poprzednie solowe działania Sebastiana kompletnie do mnie nie trafiały. Nie pomogło nawet zaproszenie Axla Rose'a.

Podczas pierwszego przesłuchania nowej płyty to co wydaje się na niej charakterystyczne to nacisk na wokalizy. Wydaje się, że to linie melodyczne są elementami przewodnimi albumu. Nie gitary, nie rytmy (choć Bobby Jarzombek odwalił kawał dobrej roboty), nie solówki. Powiem więcej, że właśnie jeśli o śpiewanie chodzi, to "Kicking & Screaming" jest płytą niezwykle intensywną.
Ale wiele zależy na jakim sprzęcie będziecie słuchać albumu. Jeśli na przenośnych słuchaweczkach - będziecie tkwili w takim przeświadczeniu (sprawdzone na własnej skórze - i tu się kajam). Jeśli natomiast na porządnych głośnikach z "ciepłym dołem" ściana gitar w tłach wyrasta na element zaskakująco równorzędny ze wspomnianymi wokalizami. Faktem jest natomiast, że gitary rzadko są puszczone samopas - i poza kurtuazyjnymi fragmentami, gdzie solówka musi się pojawić (w końcu to muzyka rockowa), nie uświadczymy tu gitarowej swobody.

Musze przyznać, ze mimo sporego klimatycznego podobieństwa do ostatniej płyty Skid Row z Sebastianem, czyli "Subhuman Race" (tu podobnie czuć podskórnie jakiś grungowy posmak), nowa solowa płyta wokalisty bardzo przypadła mi do gustu. Jednym z powodów są pokłady energii, które Bach przekazuje słuchaczom. Chłopina się nie oszczędza - zdziera struny głosowe, niemal jak dwie dekady temu. Kolejnym atutem jest masa fajnych melodii.
Kolejne kompozycje są charakterystyczne i łatwe do zapamiętania.

Wadą płyty jest brak tak charakterystycznych ballad, jakie znajdowały się na każdej płycie Skid Row (18 & life, Wasted Time, Breaking Down). Wolniejsze utwory na "Kicking & Screaming" nie są tak dobre.
Odnoszę też wrażenie, że po początkowym zachwycie, a nawet zachłyśnięciu się tą produkcją, z biegiem albumu napięcie przysiada nieco. Szczególnie w środku, gdzie mamy dwa spokojniejsze kawałki, a po nich bodaj najsłabszy na płycie "Dirty Power".
Na szczęście ostatnie trzy kompozycje znacznie poprawiają średnią i pozostawiają dobre wrażenie. Jeśli już mowa była o kompozycji najsłabszej, na drugiej stronie szali wymienię moich faworytów, są to: utwór tytułowy, następnie "My Own Worst Enemy" i "Dance on Your Grave". To kawałki, które są fuzją atutów kompozycji Sebastiana - charakteryzują się zarówno niesamowitymi pokładami energii jak i świetnymi melodiami.

Po przesłuchaniu albumu, nawet jeśli komuś zdarzyło się ziewnąć raz czy dwa, w pamięci zostają te lepsze kompozycje. Dlatego mamy do czynienia z naprawdę dobrą płytą hard rockową, a na pewno najlepszym materiałem Sebastiana Bacha od czasów opuszczenia macierzystej kapeli (no i nie licząc "Absence of Empathy - Frameshift).

7/10

Piotr Spyra
Komentarze