28.09.2020
RECENZJE
EXLIBRIS - Shadowrise

THE BLACK NOODLE PROJECT - Code 2.0

KRŮK - Nibykwiaty

SPARKS – A Steady Drip, Drip, Drip

BATUSHKA – Раскол/Raskol

ABEL GANZ - The Life of the Honey Bee and Other Moments of Clarity

STEEL PROPHET - The God Machine

DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine


Nawigacja
Artykuły » Artykuły/Felietony » Yeti, Nosferatu i Skorpiony, czyli coś z archiwum niemieckiego progrocka
Yeti, Nosferatu i Skorpiony, czyli coś z archiwum niemieckiego progrocka
Yeti, Nosferatu i Skorpiony, czyli coś z archiwum niemieckiego prorocka


Były już w tym dziale teksty o czeskich, włoskich i polskich progrockowych płytach sprzed trzech oraz czterech dekad . Pora więc na wizytę w Niemczech, gdzie na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nastąpił prawdziwy urodzaj świetnych kapel grających szeroko rozumiany rock progresywny. Krytycy ochrzcili ten gatunek mianem krautrocka, co jednak niezbyt przypadło do gustu samym zainteresowanym. Trudno się dziwić, w końcu „knedlik rock”, czy „spaghetti prog” też nie brzmiałyby sympatycznie dla czeskich i włoskich muzyków... Mniejsza jednak o etykietki, grunt, że mimo upływu lat muzyka wciąż broni się świetnie!

1. Scorpions – „Lonesome Crow”
Perełka w dorobku niemieckich gigantów, dziś kojarzonych głównie ze stadionowym rockiem lub ckliwymi (aczkolwiek nieraz pełnymi uroku) balladami. Kontakt z debiutanckim krążkiem może być szokiem dla miłośników „Wind Of Change”. Na „Lonesome Crow” Scorpions zaproponowali frapującą mieszankę ambitnego rocka i psychodelicznych dźwięków. Zaś utwór tytułowy to po prostu kanon... Warto poznać ten album!

2. Ash Ra Tempel – „Schwingungen”
Rzecz dla fanów koncertowej części dwupłytowego albumu Pink Floyd „Ummagumma”. Tylko trzy utwory, ale nie liczy się ilość, lecz jakość. Niesamowity, oniryczny nastrój, a blisko dwudziestominutowy „Suche and Liebe” jest po prostu genialny.

3. Birth Control – „Hoodoo Man”
Wracamy do bardziej rockowych klimatów. Jeżeli lubicie Deep Purple, Uriah Heep, Vanilla Fudge i Iron Butterfly – bierzcie w ciemno! U naszych zachodnich sąsiadów grupa cieszyła się sporo popularnością w latach siedemdziesiątych, szkoda, że później rozmieniła swój status na drobne.

4. Amon Duul II – „Yeti”
Jedni z prekursorów niemieckiego progrocka. Słuchając „Yeti” nie sposób oprzeć się wrażeniu, że panowie chętnie sięgali po różnego rodzaju używki poszerzające horyzonty... Zawartość płyty i tak jest jednak dużo bardziej przystępna niż „dzieła” ich kolegów, którzy działali pod szyldem Amon Duul. Znów kłania się „Ummagumma” wiadomego zespołu... Psychodeliczny odlot na wysokim poziomie.

Eloy5. Eloy – „Floating”
Tutaj miałem spory dylemat: debiut z charakterystyczną klapą od śmietnika na okładce, „Inside”, czy właśnie „Floating”. Po dłuższym namyśle wybrałem właśnie ten ostatni album, przede wszystkim ze względu na świetny riff „Castle In The Air” oraz obłędny finał w postaci „Madhouse”. Frank Bornemann i spółka byli wówczas w znakomitej formie, szkoda, że na kilku następnych płytach ograniczyli się do kopiowania Pink Floyd z okresu „Wish You Were Here”...

6. Tangerine Dream – „Electronic Meditation”
Intrygujący debiut późniejszych gigantów elektronicznego plumkania. Płyta trudna w odbiorze, czasem skręcająca w kierunku „Warszawskiej Jesieni”, ale wciągająca coraz bardziej z każdym kolejnym przesłuchaniem. Dodatkowy smaczek to Klaus Schulze, grający wówczas w Tangerine Dream na... perkusji.

7. Nosferatu – „Nosferatu”
W przeciwieństwie do Scorpions, Tangerine Dream, czy Birth Control temu zespołowi nie było dane zaznać smaku prawdziwego sukcesu. Szkoda, bo zawartość tego albumu rzuca fana progrocka na kolana. Rock, psychodelia, jazz, folk – a wszystko to zamknięte w sześciu kompozycjach. „Willie The Fox”, „Found My Way Home” i „No. 4” to kwintesencja i kanon gatunku.

8. Frumpy – „2”
Szczytowe osiągnięcie zespołu z Ingą Rumpf, wokalistką obdarzoną niebanalną barwą głosu. Pod względem muzycznym Frumpy to – najprościej rzecz ujmując - skrzyżowanie Deep Purple z okresu płyty „In Rock”z Pink Floyd z czasów „Atom Heart Mother” i „Meddle”. Słucha się tego wyśmienicie...

9. Out of Focus – „Out of Focus”
Jedna z najciekawszych niemieckich grup początku lat siedemdziesiątych. Muzycy łączyli w swoich utworach jazzowe, rockowe i ... folkowe inspiracje, a jak im to wychodziło przekonajcie się na własne uszy. Naprawdę warto poszperać za tym albumem.

10. Holderlin – Traum
Kolejny zespół w zestawieniu z wokalistką w składzie, tym razem śpiewającą w ojczystym języku. Bynajmniej to nie zarzut, niemieckie teksty bardzo fajnie dopełniają muzykę, wyraźnie inspirowaną folkiem. Piękna płyta, coś dla fanów Fairport Convention, czy Renaissance.

Robert Dłucik

P.S. Archiwa niemieckiego progrocka są również przepastne niczym zbiory enerdowskiej STASI, dlatego można by napisać felieton w kilku odcinkach a i tak nie wyczerpałoby się tematu. Subiektywna „dziesiątka” niech więc posłuży za wprowadzenie do tematu. Oczywiście liczbami nie należy się sugerować: to nie ranking, dziesiąta płyta na liście jest równie wartościowa jak pierwsza...

Komentarze