27.01.2020
RECENZJE
ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - E » Eclipse - 2012 - Bleed & Scream
Eclipse - 2012 - Bleed & Scream
eclipse1. Wake Me Up
2. Bleed And Scream
3. Ain't Dead Yet
4. Battlegrounds
5. A Bitter Taste
6. Falling Down
7. S.O.S
8. Take Back The Fear
9. The Unspoken Heroes
10. About To Break
11. After The End Of The World

Rok wydania 2012
Wydawca: Frontiers Records
http://www.eclipsemania.com/




Eclipse swoim nowym albumem kompletnie nie zaskakuje. Ale to dobrze. Bo zespół od lat porusza się w rejonach hardrockowych, które mi bardzo odpowiadają. To niesamowicie energetyczne kawałki, których entuzjazm udziela się słuchaczowi. Ich znak rozpoznawczy to cholernie chwytne refreny i masa melodii, które potrafią zagościć w głowie na dłużej. Nawet wyczesane solówki czasem schodzą tu na dalszy plan, bowiem instrumentem nr 1 w zespole od dłuższego czasu jest chyba głos Martenssona.
Najlepsze jest to, ze ta formuła się nie nudzi. Sięgam po kolejny ich album - z nadziejami że będzie utrzymany właśnie w takiej stylistyce jak poprzednie. I co z tego że jest przewidywalny jeśli chodzi o konstrukcję? Dobrze od czasu do czasu sięgnąć po zespół, który na siłę nie szuka swojej drogi z albumu na album. Eclipse swoją drogę znalazło - i dzielnie po niej kroczy.

Co ważne utwory nie sa monotonne. Grupa funduje nam huśtawkę nastrojów. Od genialnego otwieracza w postaci "Wake me up", przez kolejny cios - utwór tytułowy, kilka cięższych riffów, a nawet trochę walcowatych patentów i kompletnie nie żenujące fragmenty balladowe, przywodzące na myśl amerykańskich tuzów takich jak Poison czy Cinderella. Właściwie, na płycie nie znajdziemy typowej ballady. Każdy spokojny kawałek się rozwija, zmienia i nabiera tempa oraz charakteru. Zespół potrafi ze spokojnego grania przez pompę niemal orkiestralną przejść w szybsze riffowanie (vide "A bitter Taste").

Jedną z zalet płyty jest coś co w kilku przypadkach wytykałem jako wadę - typowo frontiersowskie brzmienie - co z tego kiedy w tym przypadku pasuje do utworów jak ulał. Niby mamy do czynienia w ultra-melodyjnym graniem, ale właśnie zmiksowanie instrumentów w solidną ścianę nadaje charakteru, który sprawia, że dla mnie Eclipse nie uprawia miałkiego AORu.
W moim odczuciu Eclipse oferuje to co najlepsze w gatunku... A inspiracje czerpie od amerykańskiego hard rocka, po skandynawskich klasyków.
Nowa płyta mimo że nie rewolucyjna w ich dorobku - jest najzwyczajniej w świecie bardzo dobra. Zresztą Eclipse wydaje tak równe albumy, że za każdym razem najnowszy wydaje nam się najlepszy.

8,5/10

Piotr Spyra




Komentarze